Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Enfant terrible wiersza

Enfant terrible wiersza

21.10.2013
Czyta się kilka minut
Lars Gustafsson, szwedzki poeta przypomina nam Lema: przede wszystkim przez niebywałą erudycję i łatwość dyskutowania wszystkiego, od poetyki powieści po najnowsze tendencje w rozwoju cybernetyki.
J

Jeszcze w czasach gimnazjalnych, które spędził w niewielkim miescie Västerĺs w szwedzkiej Västmanlandii, otaczała go aura cudownego dziecka. Pierwszą powieść, będącą rozbudowanym komentarzem do „Traktatu logiczno-filozoficznego” Wittgensteina, „Poeten Brumbergs sista dagar och död” („Ostatnie dni i śmierć poety Brumberga”, 1959) wydał jako dwudziestotrzylatek. Wkrótce potem urodzony w 1936 r. Lars Gustafsson stał się jedną z najważniejszych postaci północnoeuropejskiej sceny literackiej.
Oficjalne kłamstwo
W 1962 r. został redaktorem najbardziej prestiżowego, a dziś już nieistniejącego, szwedzkiego pisma literackiego, „Bonniers Litterära Magasin”; równocześnie rosła jego reputacja jako enfant terrible szwedzkiego życia kulturalnego. Powodów do irytacji było wiele: ponadludzka erudycja, skłonność do swady i mało eleganckich, osobistych polemik, sprawność, z jaką menedżerował swą karierą... Przede wszystkim jednak zupełnie nietypowa dla szwedzkiego intelektualisty apostazja od lewicowej ideologii pokolenia roku ’68 i przejście na pozycje liberalne oraz pamflety obnażające – orwellowski w jego opinii – socjaldemokratyczny aparat państwowo-podatkowy, a wreszcie proamerykanizm (Gustafsson przez dwie dekady pracował jako wykładowca filozofii na uniwersytecie w Austin) i konwersja na judaizm wywoływały i wywołują wśród szwedzkich akademików wiele cierpkich uwag.
Niezmordowany krytyk martwego języka władzy, jej „oficjalnego kłamstwa”, stał się dla (wszechmocnego w latach 70., czego najlepszym dowodem była afera podatkowa Ingmara Bergmana) socjaldemokratycznego establishmentu jednym z najbardziej znienawidzonych wrogów publicznych. Owo tło polityczne jest ważne dla zrozumienia dzieła pisarza, jeszcze bardziej istotny jest jednak fakt, iż w swej poezji Gustafsson szczęśliwie uniknął pułapek ideologicznego kaznodziejstwa; jego złożone, autorefleksyjne „ja” liryczne nigdy nie zmieniło się w megafon wykrzykujący polityczne hasła.
Krzywa Gaussa
Książki Gustafssona – opublikował ich blisko 80. – układają się w jeden, wciąż niedokończony projekt literacki. Kosmopolita i emigrant z wyboru, bardziej doceniany jest za granicą niż w Szwecji. Publikował swoje wiersze w „New Yorkerze”, odbierał prestiżowe nagrody w Niemczech i Włoszech, przyjaźnił z Hansem Magnusem Enzensbergerem; zarazem jest prowincjonalistą, którego poetycki słownik zawiera wyrazy tak trudne do przetłumaczenia, jak landsbygd czy mellanmjölk, i który z upodobaniem powraca w swych wierszach i powieściach do västmanlandzkich pejzaży.
Gustafsson pod wieloma względami przypomina Stanisława Lema; nie chodzi bynajmniej tylko o – niewątpliwe – zamiłowanie do fantastyki naukowej, ale przede wszystkim o niebywałą erudycję i łatwość dyskutowania wszystkiego, od poetyki powieści i gramatyki generatywnej po najnowsze tendencje w rozwoju cybernetyki i matematyki teoretycznej.
Wiersze Gustafssona bywają medytacjami nad zasadą racji dostatecznej Leibniza czy – nie udowodnioną po dziś dzień – hipotezą Riemanna. Jeden z wierszy to oda do krzywej Gaussa, pod której „falbanami” ukazują się dwugłowe cielęta, stuletni starcy i meteory. Do tematu tego Gustafsson powracał często w swoich esejach. Krzywa ta – przypomnijmy – opisuje rozkład normalny zadziwiającej ilości zjawisk przyrodniczych i społecznych. Kształtem przypomina dzwon, im dalej znajdujemy się od jego wierzchołka, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że jakiś fakt będzie miał miejsce. Gustafssona interesują obszary doświadczenia mieszczące się w tych częściach krzywej, w których zbliża się ona do zera, ale jeszcze go nie osiąga, owe rzeczy dziwaczne, mało prawdopodobne i prawie niemożliwe, które końcu jednak kiedyś się wydarzą. To one są czy też powinny być – jak twierdzi – przedmiotem zainteresowania fikcji literackiej, poetykę tę wywodzi z Arystotelesa definiującego literaturę jako dziedzinę opisującą to, co mogło było się wydarzyć.
Maszyna gramatyki
W swoich wierszach Gustafsson nieustannie powraca do pytań takich jak: kim (czym?) jest „ja” przyglądające się światu, gdzie przebiegają jego granice i granice języka, którym się posługuje, jak mówić o świecie, jeśli jego punkt środkowy wciąż nam umyka, a wreszcie jak wyrazić mrok i ciszę znajdujące się „po drugiej stronie” mediowanego przez język świata. Jeśli czytelnik wykrzyknie w tym miejscu, że są to przecież zasadnicze problemy epistemologii i filozofii języka, będzie oczywiście miał rację. Jako wybitnie uzdolniony student filozofii w Uppsali Gustafsson wysłany został na rok do Oksfordu, gdzie opiekował się nim Gilbert Ryle, filozof analityczny kontynuujący Wittgensteinowskie dociekania na temat strategii używanych w języku codziennym. Doktorat szwedzkiego pisarza zatytułowany „Język i kłamstwo” zawierał m.in. komentarz do tekstu, o którym mało kto wtedy jeszcze w Skandynawii słyszał, a który dziś uważany jest za jeden z kamieni milowych na drodze wiodącej ku poststrukturalistycznej refleksji na temat języka: „O prawdzie i kłamstwie w pozamoralnym sensie” Nietzschego.
W programowym, należącym dziś do kanonu poezji Północy wierszu „Maszyny” (1966) Gustafsson przyglądał się kuriozalnym i spotykanym dziś jedynie w muzeach aparatom do doświadczeń fizycznych; w nich dostrzegł modele funkcjonowania języka: „Kiedy słowa już odeszły / pozostała gramatyka. / Ona zaś jest maszyną, / która oznacza co? / Nikt nie wie. / Obcy język. / Całkowicie obcy język”. W autokomentarzu do wiersza poeta przywołuje swoją lekturę amerykańskiego lingwisty Noama Chomsky’ego, który gramatykę przedstawił jako maszynę wybierającą z nieskończonej ilości możliwych kombinacji słów te, które nadają naszym wypowiedziom znaczenie. To właśnie owa niepodległość słów, obiektywność bezosobowego języka, twierdzi szwedzki pisarz, kieruje nas w stronę „obcych, odległych albo na wpół zapomnianych myśli”. Myślenie poetyckie Larsa Gustafssona wiedzie od (czegoś w rodzaju) analizy logiczno-formalnej do (czegoś w rodzaju) mistycyzmu językowego; podobny zwrot myślowy odnajdziemy u Ludwiga Wittgensteina.
Rafy ziejącej nudą literatury cerebralnej pisarz omija sprawnie, jego profesorskość razi rzadko. Abstrakcyjna refleksja metajęzykowa przełamana bowiem zostaje uważną obserwacją konkretu. Gustafsson upodobał sobie późnojesienne pejzaże, w których krystalicznej, zimnej przezroczystości powietrza towarzyszy zapach butwienia, gnicia i rozpadu; raz za razem powracają w jego poetyckim świecie bagna, trzciny czy pnie dryfujące po zamarzających jeziorach.
Wysłannicy z równoległych światów
Z obszernego dzieła poety jego tłumacz, Zbigniew Kruszyński – autor opublikowanego w tym roku przez Znak pierwszego książkowego wyboru wierszy Gustafssona, tomu „Dziwne drobne przedmioty” – wybrał jeden wątek: materialności świata, tytułowych „dziwnych drobnych przedmiotów”, często zagubionych i zapomnianych, a prowadzących nas w gąszcz problemów epistemologicznych.
Wiersze Gustafssona opisują rzeczywistość w różnych jej aspektach; ślepy zając, błądzący po ogrodzie, i leżące w piwnicy narzędzia do majsterkowania odgrywają tu rolę równie doniosłą, co meteoryty czy gradobicie nad Västmanlandią, którego świadkiem poeta był w czerwcu 1953 r. Zagadkowe trwanie przedmiotów, będących być może wysłannikami z równoległych światów, prowadzi nas w stronę tajemnicy i niewypowiadalnego. Labirynty ścieżek, tych naturalnych i tych mentalnych, wiodą w stronę regionów zapomnianych i archaicznych, dla których język nie jest już wystarczającym narzędziem opisu:
Pod widocznym pismem wąskich bocznych dróg,
dróg szutrowych, bitych, nierzadko z grzebieniem
trawy między głębokimi koleinami,
ukryte pod warstwą gałęzi wycinki,
jeszcze wyraźne w rozeschniętym mchu,
przebiega inne pismo: stare ścieżki.
Biegną między jeziorami, z doliny
w dolinę. Czasem wyżłobione,
stają się wyraźne, wielkie średniowieczne
mosty z kamienia przenoszą je nad czarnym strumieniem,
łatwo je zgubić na mokradłach, bo
znikają, raz są, raz ich nie ma
w jednej chwili. Ale biegną dalej,
zawsze biegną dalej, trzeba tylko
dobrze poszukać
Przekłady Zbigniewa Kruszyńskiego znakomicie oddają dykcję poetycką Szweda, owo „podwójne kodowanie”, w którym abstrakcyjny język nauki przechodzi w opisy rozwidlających się leśnych dróg, lustr wody w studni, powielających i zniekształcających wizerunki świata, form bytu pośrednich i nieokreślonych, takich jak mokradła czy stawy pokryte cienką błoną lodu. Nie zabrakło, rzecz jasna, miejsca na rozliczne odniesienia do historii idei, nauk przyrodniczych i literatury.
***
Nieustająca skłonność do pastiszu przejawia się u szwedzkiego poety w doborze form (sonety, poematy filozoficzne) i tworzeniu fikcyjnych person; równie ważną formą literackiej dialogiczności są dla niego przekłady i rozliczne eseistyczne komentarze do wybranych poprzedników literackich i kulturowych. Owi „przyjaciele wśród zmarłych”, jak brzmi tytuł jednego z tomów eseistycznych Gustafssona, to m.in. Andrea Mantegna i Giovanni Battista Piranesi, Selma Lagerlöf, Philip Larkin i sztokholmski performer Bruno K. Öijer... Owe rozmowy z poprzednikami są jednym ze sposobów na wydobycie żywej istoty języka spod warstw stereotypów, nic nieznaczących fraz i klisz myślowych.
Poezja według Gustafssona odgrywa rolę podwójną, umożliwia nie tylko przełamanie inercji, nieustannie zagrażającej ludzkiej mowie, ale jest również, o czym świetnie wiedzieli i Dante, i T.S. Eliot, dialogiem z lepszymi rzemieślnikami.  

JAN BALBIERZ jest skandynawistą, pracownikiem naukowym Instytutu Filologii Germańskiej UJ, autorem m.in. książki „Nowy kosmos. Strindberg, nauka i znaki”.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]