Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Dziady kultury i edukacji

Dziady kultury i edukacji

16.04.2018
Czyta się kilka minut
„TP” 15/2018
N

Nie mogę sobie odmówić komentarza do opublikowanej w „TP” notki poświęconej wakatom dla szkolnych anglistów oraz płac w oświacie. Nie jestem nauczycielem, ale temat jest mi bliski, ponieważ wiąże się z problemem ogólniejszym, dotyczącym szerszego zjawiska, którego konsekwencje odczuwamy od lat.

Otóż chodzi mi o haniebne pensje w miejscach takich jak szkoły, muzea, archiwa i tym podobne instytucje związane z działalnością oświatową i kulturalną. Ze zjawiskiem tym związane jest inne: fatalnie opłacane stanowiska przyciągają tych, którzy gdzie indziej sobie nie poradzą. Niby wszyscy o tym w Polsce wiedzą, ale zmian na horyzoncie nie widać. Wszyscy życzyliby sobie, by nauczyciele, pracownicy muzeów i innych ważnych instytucji związanych z kulturą nieustannie się dokształcali, kupowali książki etc., żeby te miejsca po prostu dobrze funkcjonowały, były profesjonalnie prowadzone, ale tym ludziom płaci się obecnie mniej niż kasjerom w dyskontach!

Ja sam powiedziałem: „Dość! Emigruję, by sprzątać hotele”. Dam sobie radę, choć chciałem w Polsce zostać. Ale kiedy zobaczyłem, że np. największe muzeum na Górnym Śląsku poszukuje redaktora na etat, mającego pięcioletnie doświadczenie, wiedzę z kilku dziedzin, doskonałą znajomość pracy z tekstem itp., a do tego gotowego do pracy w niedziele, i proponuje się temu redaktorowi pensję 2100 brutto (!), to słowa, które wtedy wyszły z moich ust, nie nadają się tutaj do zacytowania… Przecież takiej kwoty już się nie proponuje kasjerom w Biedronkach, bo wiadomo, że wtedy się ich nie skusi do podjęcia pracy. A już pracownik Lidla to cesarz w porównaniu z takim redaktorem czy archiwistą z pensją 2100 zł.

À propos archiwistów: od lat słyszę od wszystkich zorientowanych, że mniej niż tam nigdzie się nie zarabia. A oczywiście wykształcenie trzeba mieć. Inny przykład, związany z notką w „TP”: tydzień temu na stronie katowickiego urzędu pracy były oferty dla anglistów (i nie tylko) na pełen etat. Oferowana pensja: 2100 brutto. Jak tu jeszcze można się dziwić, że nie ma chętnych? I to w sytuacji, gdy w tym samym czasie ten sam urząd proponuje 2600 czy 2800 brutto bufetowej, magazynierowi, sprzedawcy czy pomocy kuchennej? Moja 60-letnia krewna, magister anglistyki pracująca na publicznej uczelni, po 36 latach pracy zarabia 2200 zł… Znam cały szereg innych przykładów, ponieważ wielu moich znajomych pracuje w kulturze. „Dziady kultury” – hasło, które pojawiło się w 2015 r. przy okazji strajku pracowników tego sektora, jest naprawdę określeniem eufemistycznym i delikatnym.

Krótko mówiąc: problem fatalnych warunków bytowych, płacowych takich pracowników przekłada się na wciąż pogarszający się poziom tak istotnych instytucji, bo zatrudniani są tam coraz gorsi pracownicy. Kto tylko może, ucieka tam, gdzie są lepsze pieniądze, albo po prostu emigruje. Dobór więc mamy negatywny. I będzie tylko gorzej, bo pokolenia tzw. milenialsów i młodsi od nich nie mają żadnych problemów z decyzją, gdy pojawia się dylemat: kasa czy ideały? Oni po prostu myślą praktycznie, wolą godny zarobek w korpo lub emigrację do dobrze zorganizowanego zachodniego państwa, w którym w obecnych czasach nie czują się przecież jak za granicą.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Autor ma tylko część racji. W kulturze w dużych miastach ciężko dostać pracę. Dostają ją często osoby zdolne i pełne ideałów. Problem leży w szybko postępującym zgorzknieniu. Fakt, przyczyną tego jest między innymi żałosna pensja i brak perspektyw na awans i podwyżkę. Ludziom przestaje się chcieć, ideały kiedyś tracą na znaczeniu.

Brawo za poruszenie tematu pauperyzacji i spadku znaczenia zawodów związanych z szeroko pojętą kulturą. Można się przyczepić do tekstu, że mocno generalizuje - nie ma w instytucjach kultury tych najgorszych bo najlepsi wyemigrowali. To nie jest prawda. Są znakomici fachowcy. Pracują już prawie sami ideowcy za marne pieniądze. Fachowcy nieraz klasy światowej zarabiających mniej niż wiele innych zawodów. Biblioteki, Muzea, Galerie, Domy Kultury - wszyscy chcą super oferty, wszyscy narzekają (jak na szkołę i nauczycieli) że nic nie dają, nic nie robią. Tylko że specyfika nieraz instytucji jest taka, ze po prostu tej pracy od razu na zewnątrz nie widać. Festiwal - kilka miesięcy przygotowań, wystawa czy opracowanie naukowe/pupularyzatorskie to samo albo i dłużej. Ale, na Boga, ile można pracować za pół darmo, korzystając nieraz z prywatnego sprzętu i pomocy, nie mając funduszy dosłownie na nic? Być dostępnym do pracy w niedziele i święta! Chcemy tworzyć, chcemy dawać społeczeństwu szeroko rozumianą kulturalną ofertę... Ale pora też zrozumieć, że kultura musi też kosztować. I kultura jest dobrem nas wszystkich, całego społeczeństwa. Nie mówimy o dziesiątach tysiecy na konkretne wydarzenia czy oferty, czasami brakujące kilkaset złotych może stworzyć mini wystawę, spotkanie z ciekawym człowiekiem, pozwolić na stworzenie cyklu zajęć warsztatowych czy jakiegoś wydarzenia w plenerze... A tego niestety często zaczyna brakować. Są zapewne instytucje gdzie nie jest aż tak źle i działają prężnie budując super ofertę, ale są też instytucje gdzie trwa zapewne tylko wegetacja... A ich porównywanie np. z wielkimi instytucjami z wielkich miast działa na ich niekorzyść mocno krzywdząco. Inne sa zupełnie realia ich działalności a krytycy nieraz o tym zapominają albo po prostu nie chcą, być może z wygodnictwa, wiedzieć. Wystarczy wspomnieć, za I Kongresem Muzealników Polskich i rozdawana tam ulotką - w latach 90-tych pensja muzealnika to było coś koło 80 czy może nawet więcej średniej krajowej. Były 13-tki i pewnie inne mityczne dodatki. Kto dziś o nich pamięta? Dzisiaj - często zbliżają się do dołu - do pensji minimalnej. Po zamrożeniu pensji 8-9 lat temu (w urzędach powoli odblokowywane - też ten sam problem pauperyzacji, w instytucjach podległych często nadal nie, albo jest to podwyżka rzędy 30-60 zł netto, gdzie przez te wszystkie lata ceny i koszty wzrosły niepomiernie więcej). A kwestia dokształcania praktycznie w 90% instytucji, zwłaszcza samorządowych nie istnieje. Czasami przez kilka lat zero podwyżek czy braki środków na podstawową działalność. Wymagania organizatora odnośnie instytucji kultury rosną wraz z dorocznym świętem obcinania budżetu na kulturę (abno wystarczy go nie podnosić przez kilka lat). Winni tego stanu? WSZYSTKIE ekipy dotychczas rządzące, nie widzące sensu w kulturze, w jej wspieraniu i budowaniu kultury w społeczeństwie. Ja się przyznaję - nie chodzę do kina, teatru nie wyjeżdżam na wakacje - bo mnie po prostu na takie luksusy, jako pracownika kultury nigdy nie było stać. Dzieci też nigdzie nie wyjeżdżają, z tego samego powodu. I zamiast po kilkunastu latach pracy, być lepiej sytuowany, muszę zrezygnować z samochodu, bo mnie na niego po prostu nie stać na dzień dzisiejszy. I coraz częściej myślę o kasie w markecie... Ciężka praca ale z bonusami i zarobkami, których kultura w wielu miejscowościach nie zapewnia. Pewnie za rok-dwa odejdę z kultury szukać godziwego życia. Mimo osiągnięć, pracy z dziećmi i młodzieżą, języków, wiedzy, zagranicznych publikacji... Mimo że kocham swoją pracę. I mimo że wiem, że są instytucje kultury czy nauki, gdzie osoba o stopniu naukowym doktora zarabia trochę więcej od pensji minimalnej (patrz słynne DZIADY KULTURY w Małopolsce). myślę że to jednak dziwny kraj... Jak to usłyszałem na podwórku, z głośno ryczącego smartfona jakiegoś dziecka, w hip-hopowym utworze coś na kształt "po co mi szkoła i nauka, co nie daje żadnego hajsu"... I po co było się uczyć, studiować? Ale na razie, póki ideały jeszcze nie wypalone, póki radość z uśmiechów odbiorców jeszcze daje pozytywnego kopa, to... do roboty! Ale kulturalnie :)
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]