Duże dzieci

Było bardzo smutno i bardzo podniośle. Przebywaliśmy w sferach uduchowionych i przez długie godziny dotykaliśmy obrzeży świata niematerialnego.
Czyta się kilka minut

Każdy po swojemu, ale także z błogosławieństwem, jakim włada tylko obrzęd religijny. Dlatego przeskok w inny wymiar rzeczywistości jest trochę dziwny. Nagle przychodzi dzień, w którym pojawiają się ci sami, dotąd tak poważni ludzie, dźwigając ciężary. Pudła, torby, paczki układają na naszych oczach w jakiejś ujętej w ekrany przestrzeni i wydają się niesłychanie dumni z tego, co zrobili. Bo tych pudeł, paczek, toreb jest mnóstwo. Zaczynają padać liczby. Wielkie, coraz większe, ogromne. I jeszcze mają wzrosnąć.

Tyle że to wszystko jest po nic. I w dodatku niesprawdzalne. I wszyscy o tym wiemy. Do zarejestrowania komitetu wyborczego potrzeba stu tysięcy podpisów, więc PKW przeliczy nieco więcej niż owe sto tysięcy (wyrywkowo sprawdzając autentyczność podpisów), na wypadek, gdyby któreś okazały się nieważne. Po resztę nie sięgnie: czy ta reszta to będzie drugie sto tysięcy, czy dziesięć razy więcej, dla nadania kandydatowi prawa uczestniczenia w kampanii nie ma to żadnego znaczenia. Więc zapewnienia ludzi dźwigających owe zbiory, że jest tam np. pół miliona, wiszą w powietrzu. Od początku zresztą. Bo muszę uwierzyć, że żaden z tysięcy zbierających podpisy nie pomylił się ani razu.

To samo liczenie głosów, które uprawomocnia ustawy albo powoływanie i upadanie rządu nawet jednym przeważającym albo brakującym głosem - tu nie działa. Tu liczyć się ma tylko ślepa wiara, jeżeli komuś jest potrzebna do wywarcia wrażenia zwycięstwa już teraz, zanim zaczął się wyścig.

Ostatnim w tej zgryźliwej refleksji pytaniem jest to, ile ton tak po nic zużytego papieru będzie musiała zemleć niszczarka PKW. Ale może my musimy się bawić?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 20/2010