Droga na Masadę

Zbigniew Herbert, David Weinfeld: LISTY - "Główny cel został osiągnięty: zdobyłem pieszo MASADĘ... Ścieżką Węża, bez śniadania, bez wody, w złych butach, a przecież zrobiłem tę drogę... Więc opłacił się cały trud" - pisał Zbigniew Herbert do Davida Weinfelda 9 czerwca 1991 roku z Paryża.
Czyta się kilka minut

Samotna wyprawa - czy raczej pielgrzymka - ciężko już wtedy chorego poety na górę, która była ostatnim punktem oporu powstańców żydowskich przeciw Rzymowi i miejscem ich zbiorowego samobójstwa, nabiera wagi symbolu. Staje się świadectwem pamięci o dziejowym dramacie Żydów i przejmującym gestem solidarności.

Zdobycie Masady stanowiło dla Herberta punkt kulminacyjny trwającej miesiąc podróży do Izraela. Podróży wymarzonej i nieco szalonej, zważywszy stan jego zdrowia, a zarazem jedynej, jaką odbył do tego kraju. Pojechał tam, by odebrać Nagrodę Literacką Jerozolimy z rąk burmistrza miasta Teddy’ego Kolleka. Uroczystość odbyła się 1 maja 1991 roku; dzień wcześniej spotkanie z Herbertem poprowadził jego rówieśnik Jehuda Amichaj (1924-2000), współczesny klasyk literatury hebrajskiej. Wszystko to mogło się zdarzyć, bo wiersze Herberta tłumaczone były w Izraelu już wcześniej i mogli je czytać nie tylko ci, którzy z domu wynieśli znajomość polszczyzny.

"Miałem już sporo tłumaczeń, ale tłumaczenie Pana wzruszyło mnie prawdziwie - pisał Herbert w pierwszym liście do Davida Weinfelda, wysłanym w maju 1984 roku, dziękując za przekazaną za pośrednictwem Juliana Stryjkowskiego "książeczkę w języku, który dla wszystkich ludzi kultury - jest święty". Weinfeld, rocznik 1937, urodzony w małopolskiej Limanowej, wojnę przeżył z rodziną w Rosji, od 1946 roku mieszkał w Krakowie, cztery lata później wyjechał do Izraela. Tom "Mar Cogito weszirim achirim" ("Pan Cogito i inne wiersze") był pierwszą z sześciu jak dotąd książek Herberta w jego przekładzie na hebrajski; tylko "Barbarzyńcę w ogrodzie" tłumaczył kto inny. "Pańska poezja - relacjonował Herbertowi kilka miesięcy później - została przyjęta w Izraelu z entuzjazmem. Właściwie jest ona znana tu od lat, bo wiersze były drukowane wpierw w czasopismach. Teraz dotarły do szerszych kręgów, a przede wszystkim do tych, na których mi najbardziej zależy, młodych hebrajskich poetów".

Przygotowany starannie przez Ryszarda Krynickiego tomik zawiera nie tylko korespondencję polskiego poety z jego hebrajskim tłumaczem. Są tu także dwa teksty Weinfelda - szkic o obecności dzieła Herberta w Izraelu i wspomnienie o jego jerozolimskiej podróży - oraz kronika tej podróży ułożona z dokumentów i fotografii. No i przypisy, dzięki którym możemy na przykład poznać treść poświęconego Herbertowi felietonu z "The Jerusalem Post", który tak poetę wzburzył, że w pierwszym odruchu zabronił on dalszej publikacji swoich utworów w prasie izraelskiej. To jednak margines opowieści, której sedno tkwi w czym innym.

"Pewien mój znajomy - czytamy w liście Herberta z października 1986 - mawiał: trzeba mieć swoją Jeruzalem, której się nigdy nie zobaczy. Ale moja prymitywna wyobraźnia domaga się konkretu". I dalej autor cytuje wiersz "swego ulubionego poety Borgesa" z tomu "Pochwała cienia": "Któż mi powie, czy nie krążysz / W zbłąkanym labiryncie wiekuistych rzek / Mojej krwi, o Izraelu?...". Historia przyjaźni z Weinfeldem, a także Amichajem i innym wybitnym poetą izraelskim Danem Pagisem (1930-1986) stanowi jakby widomy znak fascynacji wielką tradycją żydowską i duchowego z nią powinowactwa.

Wśród nielicznych książek, jakie Herbert przywiózł ze sobą do Izraela, znalazło się - wspomina Weinfeld - grecko-francuskie wydanie "Wojny żydowskiej" Józefa Flawiusza. I jeszcze jeden szczegół. Kilka lat temu w Izraelu wydano obszerną bibliografię pism wielkiego chasyda rabiego Nachmana z Bracławia i literatury o nim. Notuje ona, pisze Weinfeld, dziesiątki wierszy poświęconych Cadykowi, jednak jej autor, David Assaf, za motto wybrał właśnie wiersz Herberta. Ten, w którym Pan Cogito, szukając rady, wędruje "po drogach ojców" do miasteczka Bracław "wśród czarnych słoneczników"... To także coś znaczy. (Wydawnictwo a5, Kraków 2009, ss. 64.)

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 12/2009