Do boga rzeczy małych

Listopad w Polsce jest owocny, przywiewa moc wrażeń.
Czyta się kilka minut

Małe rzeczy: kolorowe ptaszę (wróbel?!) przymocowane do złączenia krzyża na grobie Andrzeja Żuławskiego w Górze Kalwarii, otwarte molo w Zoppot, życzliwość strażaka (Bóg mu gości pozazdrości!) w Starym Teatrze – prawie wszyscy dodatkowi weselnicy się zmieścili.

Banalność dobra uderza rykoszetem, nie z liścia, nie z laczka, nie z bańki. Jest niczym mistrzowsko wykonany cios wibrującej pięści w splot słoneczny – naprawdę musi zrobić wrażenie, choć nie od razu. Bezmiar bezinteresowności to cel niewątpliwie nieosiągalny, ale przecież – jak to mawiają teatralni koledzy i koleżanki – nie efekt jest ważny, tylko proces.

À propos procesu: podczas piewszej Wielkiej Wystawy Światowej w Londynie (1851) jedną z atrakcji Kryształowego Pałacu była Wenus z Milo – wyrzeźbiona w maśle! Czy to nie piękne? Łezka się w oku kręci, nasz orzeł z czekolady do pięt nie dorasta. Bezinteresowność do kwadratu, po prostu, na wielu płaszczyznach. Coś, co przetrwa, w ludzkiej pamięci się odciśnie.

Listopad w Polsce, kawiarnia nieopodal dworca Sopot Główny, kolejka do kasy, mężczyzna przyjezdny przestępuje z nogi na nogę, a pani przed nim mówi: „Proszę bardzo, może niech pan zamówi, bo widzę, że pana nosi”. Szykowna pani w wieku mojej mamy, z równie szykowną koleżanką, przerwała staranny proces wybierania torcików, zorientowała się, że coś z bliźnim nie tak, i przywróciła równowagę świata, z gracją wyszła ze swej – ale co pan, proszę się uspokoić, nie napierać, teraz ja zamawiam! – strefy komfortu i zgasiła pożar w zarodku. Od razu przestałem się śpieszyć (rzeczywiście mnie nosiło, bo zaraz próba), podziękowałem, odmówiłem à la „ależ gdzieżbyż”, nawiązał się dialog, przybyło dobrostanu, świat okazał się sensownym miejscem do spędzania czasu, a o to przecież w nim (świecie) chodzi. Mała rzecz, a cieszy, raduje, wiedzie nas wzwyż.

À propos radości: 11 listopada w stolicy, godzina wczesnopopołudniowa, skrzyżowanie ulic w centrum, na skrzyżowaniu sklep monopolowy 24 h. Przed sklepem długa kolejka spragnionych mężczyzn, każdy z biało-czerwoną opaską Polski Walczącej na ramieniu. Ojczyznę wolną racz im wrócić, Panie! ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 47/2019