Po przeczytaniu artykułu Małgorzaty Nocuń i Andrzeja Brzezieckiego “Wyznaczona godzina" (“TP" nr 27/05) postanowiłam opisać swoją historię. Jestem Ukrainką od pięciu lat mieszkającą w Polsce. Na Ukrainie skończyłam technikum pedagogiczne i Wyższą Szkołę Filologiczno-Pedagogiczną. Mam za sobą 12 lat pracy nauczyciela w wiejskiej szkole. W Polsce nie jestem ani uchodźcą, ani repatriantem; wszystko, co mam i osiągnęłam, zawdzięczam swojej wytrwałości. Może to niewiele, ale tutaj mam już gniazdo i znajomych, przeważnie życzliwych. To oni pomogli mi wytrwać. Mam też jednak i sąsiadów - nie wszystko, co mówią, udaje się zignorować. Zastanawiam się: dlaczego? Co ja, urodzona w 1967 r., jestem komu winna? Moja Polska zaczęła się od piosenki “Kocham cię życie" - to moje motto życiowe. Z całego serca pokochałam lektury polskie (przeczytałam ich mnóstwo), kuchnię, krajobrazy, także ludzi, choć są różni, jak wszędzie. Mam swój kąt - 21 metrów kwadratowych (na Ukrainie mam trzy domy), ogród i dużo kwiatów, jako taki spokój (czego szukałam) i swoje wartości. Rozumiem, że czasami są przejściowe problemy związane z przyjmowaniem ludzi z innych krajów, rozumiem problemy, np. małżeństw międzynarodowych, brak pracy, ale rasizm, i to między sąsiadami? Może powinno się urodzić jeszcze jedno pokolenie, by na takie uczucia nie było już miejsca?
Z uszanowaniem i wdzięcznością za prawdę
WALENTYNA PELCZARSKA (Karpacz, woj. dolnośląskie)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














