Dlaczego polscy poeci rozmawiają z Dietrichem Bonhoefferem?

Ten, który jest z nami, jest zarazem Tym, którego nie ma. Takie było doświadczenie Dietricha Bonhoeffera: Bóg „pozwolił się wypchnąć” ze świata, z historii, jest bezsilny. Nie potrafi powstrzymać przemocy, co więcej – sam się jej poddaje.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Zwątpienie? Zapewne, ale nie samo. Zwątpienie i odwaga. Pisał Dietrich Bonhoeffer w więzieniu, na kilka miesięcy przed swoją śmiercią: „Nie możemy być uczciwi, nie uznając, że żyć nam przyszło w świecie etsi Deus non daretur [jakby Boga nie było]. Właśnie to uznajemy pod wzrokiem Boga – to On nas do tego zmusza. Tak więc fakt, że staliśmy się dorośli, prowadzi nas do wyznania przed Bogiem, zgodnie z prawdą, jaką jest nasza sytuacja. Bóg daje nam przez to do zrozumienia, że mamy żyć jak ludzie, którzy dają sobie radę w życiu bez Niego. Ten sam Bóg, który jest z nami, to przecież Bóg, który nas opuszcza. (…) To z Nim, to pod jego wzrokiem żyjemy, żyjąc bez Boga. Nasz Bóg daje się wypchnąć ze świata aż na krzyż, jest w świecie bezsilny i słaby, i tak właśnie, tylko tak jest z nami i nam pomaga” (przekład Anny Morawskiej).

Co Bonhoeffer mówi o Bogu

Moment, w którym zapisane zostały te sławne słowa – słowa, które stały się inspiracją, drogowskazem dla tysięcy poszukujących – to moment określenia się raz jeszcze, na nowo. Nie ma tu znaków zapytania: gdzie jest Bóg? Czy Bóg nas opuścił? Czy się ukrywa? Jest napięcie wyrażające się paradoksem: Ten, który jest z nami, jest zarazem Tym, którego nie ma. Takie było doświadczenie Bonhoeffera: Bóg „pozwolił się wypchnąć” ze świata, z historii, jest bezsilny. Nie potrafi powstrzymać przemocy, co więcej – sam się jej poddaje. Nadal jest Bogiem-Stwórcą i Bogiem-Zbawcą, Bogiem, pod którego wzrokiem żyjemy. Ale w świecie jest „słaby”, nic nie znaczy, oddaje jego sprawy w nasze ręce. I to dzięki naszym rękom – wynika z dalszych refleksji Bonhoeffera – może na powrót wejść między nas, choć już jako ktoś inny: Bóg dorosłych, Bóg tych, którzy poczuli, że trzeba nauczyć się chodzić bez ciągłego oglądania się, czy nas podtrzyma, czy złapie nas, gdy będziemy upadać. Bóg wolnych.

Spisuję te refleksje po II Festiwalu Bonhoeffera w Szczecinie. Rok temu, podczas pierwszej edycji, zastanawialiśmy się tam nad poematem Tadeusza Różewicza, w którym poeta relacjonował (tak to trzeba powiedzieć, bo tak to zostało ustawione w wierszu) swoją „rozmowę” z niemieckim teologiem: „Bonhoeffera spotkałem we Wrocławiu // zacznij od początku / zacznij jeszcze raz mówił do mnie / naukę chodzenia / naukę pisania czytania / myślenia // trzeba się z tym zgodzić / że Bóg odszedł z tego świata / nie umarł! / trzeba się z tym zgodzić / że jest się dorosłym / że trzeba żyć / bez Ojca // i mówił jeszcze / że trzeba żyć godnie / na świecie bezbożnym / nie licząc na karę ani nagrodę”. Siedzieliśmy, pisał poeta, „w małej piwiarni koło kościoła / świętej Elżbiety”, a Bonhoeffer czytał „swoje wiersze pisane w Tegel”, w więzieniu. Zauważmy, że dwa razy powtarza się w tej relacji sformułowanie: „trzeba się z tym zgodzić”, a za trzecim razem zjawia się jakby echo tych słów: „trzeba żyć godnie”. To „trzeba żyć godnie” brzmi jak kolejne powtórzenie, ale jest już czymś innym – ustanowieniem nowej rzeczywistości, decyzją. 

Motyw opuszczenia i dorastania do nowej sytuacji, do dorosłej wiary, pojawia się też w pięknym wierszu Anny Kamieńskiej „Rozstania”:

No tak trzeba się rozstać

rozstać ale nie tylko ze światem z samym sobą

na koniec także z Panem Bogiem

z tym dobrym Bozią który rósł w tobie od dzieciństwa

tak bardzo mały jak skrzat

że był a prawie go nie było

z tym Bogiem o którym mądrze wątpisz

w którego głupio wierzysz

z tym sercem świata wielokrotnym

z tym pożądaniem wiekuistym

z Bogiem na podobieństwo twoje

na strach twój na pojęcie niepojęte

bo Cień który napotkasz

będzie przeciwieństwem cienia

Światłość przeciwieństwem światła

a Bóg kimś kogo zawsze znając

jak matka dorosłego syna nie poznałeś

Poruszający jest tu zwłaszcza wątek macierzyństwa, Boga, który „rósł w tobie”. Najpierw tak mały, że „prawie go nie było”, lecz dzięki temu do ogarnięcia, z czasem stał się niczym dorosły syn dla matki. Przyznam, że nie spotkałem się nigdzie indziej z podobnym porównaniem. Ten Bóg także odszedł, ale odszedł, jak odchodzą dorosłe dzieci. Zmieniają się i rzeczywiście doświadczasz wtedy takiej właśnie podwójności: znasz je przecież, byłeś przy tym jak dorastały, a jednocześnie już ich nie poznajesz, już się wymknęły, już „nie są twoje”. I ten Bóg z wiersza też nie jest „twój”, nie zamkniesz Go w swoich formułach i wyobrażeniach. Czy nazwiesz go Światłem, czy Cieniem, On i tak będzie przeciwieństwem tego, co podłożysz pod te pojęcia.

Chwile zwątpienia, opuszczenia, gdy wydaje się, że świat wymknął się Bogu z ręki. Ale może właśnie w takich chwilach i świat, i Bóg zostają nam „zwróceni” – żebyśmy dorośli?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 16/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Bóg, który nas opuszcza