Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Danse macabre

Danse macabre

11.05.2010
Czyta się kilka minut
Bratobójcza wojna bałkańska - tłumaczy autor - wpisywała się w logikę dziejów. To raczej powojenna Jugosławia pod rządami Tity, gdzie stłumiono narodowościowe konflikty, stanowiła wyjątek od krwawej reguły.
D

Dubravka Ugrešić w pamiętnej "Kulturze kłamstwa" pisała: "Kiedy patrzy się z zewnątrz, narody bałkańskie przypominają obłąkanych grabarzy. (...) Wykazując niezwykłą aktywność w dziele wykopywania i rytualnego zakopywania nowych szczątków bez ceremonii pogrzebowych, szamoczą się w diabelskim kręgu: w żaden sposób nie dają sobie rady z własną przeszłością, teraźniejszością i przyszłością". Książka Roberta Kaplana "Bałkańskie upiory. Podróż przez historię" pokazuje, jak celna jest ta refleksja wybitnej chorwackiej pisarki.

Kaplan, amerykański dziennikarz, współpracownik m.in. "Washington Post" i "New York Times’a", przemierzył Bałkany, kiedy nie były one jeszcze obiektem szczególnego zainteresowania. Wyprawę swoją odbył w latach 80., zanim w Jugosławii padły pierwsze strzały. Kilka wydawnictw odrzuciło jego reportaże, tłumacząc, że opisują zbyt egzotyczny region, aby zainteresować szersze grono czytelników i zagwarantować przyzwoitą sprzedaż. Za to po wybuchu wojny książka stała się bestsellerem.

Podobno przeczytał ją w 1993 roku Bill Clinton i zwątpił wtedy w sens interwencji w Bośni. Kaplan kreśli bowiem wizję historii Bałkanów jako frenetycznego spektaklu krwawych wojen, horroru plemiennych porachunków i błędnego koła przemocy. "Bałkańskie upiory" nie dotyczą przy tym jedynie krajów byłej Jugosławii; opisują również proces agonii systemu totalitarnego w Rumunii, Albanii czy Bułgarii.

Współczesny obraz Bałkanów w świadomości polskiego czytelnika utrwalały do tej pory bardzo osobiste książki Dubravki Ugrešić (wspomniana "Kultura kłamstwa", "Ministerstwo bólu"), Bory Ćosicia ("Podróż na Alaskę") czy Vesny Goldsworthy ("Czarnobylskie truskawki"). Pisane z emigracyjnej perspektywy, ujęte w ramy autobiografii, podszyte "jugonostalgią", mierzyły się z traumą utraty ojczyzny, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie o korzenie bratobójczej wojny. Ale właśnie w tym punkcie zawodziły oczekiwania. Może rana była zbyt świeża, a może odpowiedź wymykała się racjonalnym tłumaczeniom. Nie dotyka bezpośrednio tej kwestii również relacja z oblężonego Sarajewa - "Pocztówki z grobu" Emira Suljagicia ani "bałkańska summa", czyli głośna monografia Marii Todorovej "Bałkany wyobrażone".

Kaplan próbuje odpowiedzi udzielić, szukając źródeł konfliktu, który wybuchł z taką mocą na początku lat 90., w bliższej i dalszej historii Bałkanów, niekiedy aż w średniowieczu. Według niego bratobójcza wojna nie była jakimś nadzwyczajnym precedensem, wręcz przeciwnie - wpisywała się w logikę dziejów. To raczej powojenna Jugosławia pod rządami Tity, gdzie stłumiono narodowościowe konflikty, stanowiła wyjątek od krwawej reguły. Upadek systemu totalitarnego musiał obudzić upiory przeszłości.

Po tym, co zobaczył w Jugosławii w latach 80., reporter był pewien, że konflikt jest nieunikniony. "Niepotrzebny był jasnowidz, żeby zauważyć, co się święci... wszyscy, z którymi rozmawiałem - zarówno tubylcy, jak i zagraniczni dyplomaci - wydawali się już pogodzeni z nadciągającą falą przemocy. Jugosławia nie zdegenerowała się nagle i niespodziewanie, lecz stopniowo i systematycznie, krok po kroku, pogrążając się w coraz większym ubóstwie i coraz większej nienawiści". Jeden z rozmówców autora na długo przed wybuchem wojny mówił: "Tu będzie drugi Liban". "Wszystko, co wydarzyło się w Bejrucie czy gdzie indziej, pierwszy raz wydarzyło się już dawno temu na Bałkanach" - konkluduje Kaplan.

Książce można zarzucić stronniczość i zbyt łatwe przypisywanie narodom bałkańskim wrodzonej skłonności do przemocy. Historia Bałkanów przypomina w tym ujęciu krwawe porachunki afrykańskich plemion Tutsi i Hutu, które wzajemnie się wyrzynają, co jakiś czas tylko zamieniając się rolami. Ci, którzy byli ofiarami, staną się za chwilę oprawcami. "Historia na Bałkanach - pisze Kaplan - nie jest postrzegana jako łańcuch następujących po sobie wydarzeń. Tutaj historia przeskakuje z miejsca na miejsce i zatacza koła. A gdy historia jest postrzegana w taki właśnie nielinearny sposób, utrwalają się mity". Sam jednak te mity podsyca, ilustrując swoje wywody drastycznymi opisami sadystycznych mordów, które mają być dowodem zdziczenia mieszkańców tej części Europy.

Mimo tych zastrzeżeń, "Bałkańskie upiory" są książką godną uwagi. Amerykański reporter odrobił lekcję bałkańskiej historii i ukazał skomplikowane tło narodowościowych konfliktów. Jego ujęcie jest być może nieco przerysowane, odsłania jednak tragiczny splot sprzecznych racji, zadawnionych waśni, niewyrównanych rachunków krzywd, które ostatnia wojna jedynie pogłębiła. Przypomina ciemne karty historii wszystkich głównych uczestników jugosłowiańskiej wojny domowej: nikt nie jest tu bez winy i nikt nie ma czystych rąk, a spirala nienawiści w każdej chwili może rozkręcić się na nowo. Kaplan próbuje jednak odnaleźć jakiś prześwit nadziei, cytując w zakończeniu słowa z Szekspirowskiego "Żywota i śmierci króla Jana": "Tak mroczne niebo nie może pojaśnieć bez burzy".

Z dziewiętnastu rozdziałów właściwie tylko cztery zostały poświęcone Jugosławii, pozostałe przynoszą obraz rozkładu komunistycznego imperium w Rumunii, Albanii, Bułgarii. Autor patrzy na te kraje trochę jak na Dziki Wschód. Wyprawę statkiem pasażerskim w głąb Rumunii opisuje niemal jak Conrad podróż w głąb Czarnego Lądu: "Wskakując na pokład statku, który zaraz miał odbić od nadbrzeża, czułem, że to skok w nieznane. Ponieważ miesiące, które minęły od czasu grudniowej rewolucji, były zimne i śnieżne, mogłem mieć nadzieję, że będę pierwszym przybyszem z Zachodu, który dotrze tak daleko w dół rzeki. Takie same warunki podróży odstraszyły mnie od podróży w górę Nilu w Sudanie i w dół Kongo w Zairze (gdzie nawet pejzaż jest podobny)". Podróżowanie po Rumunii jest dla Kaplana jak "lektura powieści Dostojewskiego", ponieważ ziemie te wymagają jego zdaniem miłości do mrocznej sfery świata.

Autor wyczulony jest na obyczajowy konkret, który zwykle więcej mówi o realiach systemu niż pogłębione analizy socjologiczne czy politologiczne. W opisie podróży rumuńskimi pociągami polski czytelnik bez trudu odnajdzie znajome realia: "Staliśmy ściśnięci jak śledzie w beczce, do tego po kostki, po kolana w bagażach, a jednak bez słowa ten posępny tłum zdołał jakoś zrobić mi przejście. (...) Kiedy w końcu dotarłem do toalety, okazało się, że w środku koczuje cygańska rodzina. Kobiety wyszły na zewnątrz, mężczyźni dali zaś jasno do zrozumienia, że zostają, by pilnować swego dobytku. Nawet nie protestowałem, po prostu zrobiłem, co musiałem. W oknie nie było szyby, więc deszcz padał do kabiny, ale przynajmniej było czym oddychać. Na ścianie nad sedesem ktoś nabazgrał: »nos nomenklatura« [precz z nomenklaturą]".

Zbyt dużo jest zapewne w tej książce łatwych uogólnień i uproszczeń. Za dużo protekcjonalnego tonu przedstawiciela sytego Zachodu, który nie może się nadziwić, jak ludzie mogą żyć w tak okropnych warunkach. Przebija z niej jednak również empatia, kiedy autor zastanawia się, kim by się stał, gdyby tak musiał żyć "dzień za dniem, rok za rokiem".

Czeski bard Jaromir Nohavica swoją elegijną pieśń o tragicznych splotach bałkańskiej historii, zatytułowaną "Danse macabre", kończy słowami: "Bóg chyba wypił sporo bałkańskiego wina / i poszedł spać / inaczej sensu brak". Po lekturze książki Kaplana trudno oprzeć się wrażeniu, że ten sen był bardzo głęboki.

Robert D. Kaplan, Bałkańskie upiory. Podróż przez historię Przeł. Janusz Ruszkowski, Wołowiec 2010, Wydawnictwo Czarne.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]