Aby przypomnieć Amerykanom, do czego prowadzą rządy Donalda Trumpa, Kamala Harris zorganizowała we wtorek 29 października swój wiec wyborczy w tym samym miejscu, gdzie jej rywal 6 stycznia 2021 roku zagrzewał tłum do ruszenia na Kapitol.
Stojąc w parku Ellipse, tuż przed Białym Domem, Kamala Harris nie mówiła wiele o przemocy, jaka tamtego styczniowego dnia wzburzyła Amerykę i świat. Skupiła się za to na przedstawieniu listopadowych wyborów jako szansy na odcięcie się od przeszłości i podziałów w amerykańskim społeczeństwie.
„Donald Trump spędził ostatnią dekadę na dzieleniu Amerykanów i wzbudzaniu lęku przed sobą nawzajem. On taki właśnie jest” – przekonywała, nazywając rywala „małostkowym tyranem”, niestabilnym i obsesyjnie dążącym do zemsty.
„W przypadku zwycięstwa Trump już pierwszego dnia wejdzie do Gabinetu Owalnego z listą wrogów. Jeśli to ja wygram, wejdę z listą rzeczy do zrobienia” – straszyła dalej Harris, stosując podobną retorykę, co cztery lata temu Joe Biden, gdy przekonywał, że Trump jest zagrożeniem dla amerykańskiej demokracji.
Czy Donald Trump chciałby rządzić jak dyktator?
Na ostatniej prostej, gdy liczy się absolutnie każdy głos, Harris próbuje przyciągnąć w ten sposób niezdecydowanych wyborców, a w szczególności umiarkowanych Republikanów – tych, którzy wahają się, czy odwrócić się od Trumpa.
W zeszłym tygodniu Harris nazwała go nawet „faszystą”, czego obóz Demokratów do tej pory unikał, aby nie zrazić do siebie jeszcze bardziej protrumpowców. Harris użyła jednak słowa na „f” po tym, jak generał John Kelly, wyższy urzędnik w administracji Trumpa za jego pierwszej kadencji, powiedział dziennikowi „New York Times”, że spełnia on definicję faszysty i chciałby rządzić jak dyktator. Głośnym echem odbiły się też doniesienia „The Atlantic”, według których Trump w czasie swojej prezydentury miał mówić w gronie współpracowników, iż chciałby mieć tak lojalnych generałów, jak miał Hitler.
Sam Donald Trump dostarcza kontrowersji. W niedawnym wywiadzie dla stacji Fox News sugerował użycie wojska w dniu wyborów, jeśli doszłoby do rozruchów ze strony „wrogów wewnętrznych”, czyli – jak to ujął – lewicowych radykałów. Wcześniej Trump wielokrotnie odgrażał się, iż w przypadku zwycięstwa rozprawi się ze swoimi wrogami, wszczynając wobec nich śledztwa. Według szacunków amerykańskiego radia publicznego NPR, od 2022 roku odgrażał się w ten sposób już ponad sto razy.
Przedwyborczy ping-pong Trumpa i Harris
Sztabowcy Harris za pięć dwunasta szukają więc każdej okazji, by przedstawiać Trumpa jako polityka dryfującego w stronę autorytaryzmu. Gdy wystąpił on w niedzielę w słynnej nowojorskiej hali Madison Square Garden, obóz Demokratów porównywał jego wiec z pronazistowskim wiecem, który miał tam miejsce w lutym 1939 roku.
„Nie jestem nazistą” – odciął się dzień później Trump na spotkaniu z wyborcami w Georgii. Próbował nawet obrócić sytuację na swoją korzyść, przekonując zebranych (niezgodnie z prawdą), jakoby to Kamala Harris twierdziła, iż każdy, kto nie odda na nią głosu, jest nazistą.
W tym całym przedwyborczym ping-pongu należy zadać pytanie, czy wyzywanie Trumpa od faszystów rzeczywiście skłoni wyborców do zagłosowania na Harris. Przez ostatnie osiem lat Amerykanie mieli znacznie więcej powodów, aby odwrócić się od Trumpa, a jeśli tego jeszcze nie zrobili, to straszenie ich autorytaryzmem może nie wystarczyć.
Głosy niechętnych Trumpowi Republikanów
Trafnie w tej kwestii wypowiada się Denise Grace Gitsham, republikańska strateg polityczna cytowana przez BBC. „Jeśli ktoś głosuje przeciwko Trumpowi, bo nie podoba mu się, jaki on jest, to znaczy, że nie mamy do czynienia z wyborcą niezdecydowanym” – mówiła Gitsham, oceniając, iż dla wyborców, o których walczy teraz Harris, liczy się przede wszystkim to, czy za czyichś rządów żyło im się lepiej.
Najwyraźniej jednak Demokratka uznała, że na ostatnim okrążeniu warto zaryzykować, aby spróbować przyciągnąć do siebie choćby trochę wyborców. W końcu o zdobyciu prezydentury znów może zadecydować zaledwie kilkadziesiąt tysięcy głosów, oddanych w kilku stanach kluczowych dla tego wyścigu.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.



















