Cyfrowa wyrocznia: po co uzdrowicielom duchowym ChatGPT?

Być może przypadki, gdy ktoś mimo wszystko wierzy, że tajemniczy książę chce przekazać mu spadek, to w jakimś stopniu jednak kwestia woli. Ostatecznie człowiek pragnie pociechy.
Czyta się kilka minut
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara
Olga Drenda // Fot. Grażyna Makara

Na pierwszych falach przełomów technologicznych najsprawniej i najszybciej surfują dość szczególne branże: manipulacji finansowych i szemranych inwestycji, usług dla dorosłych oraz szeroko pojętej potocznej wiedzy tajemnej. Zaryzykuję nawet domysły, że to właśnie te dziedziny mogą dodawać innowacjom szczególnego paliwa. To głównie ich przedstawiciele trzymają rękę na pulsie, są najbardziej skłonni do testowania nowych dróg i sposobów nakłaniania do interakcji, z czego czasem wynikają zjawiska pokraczne, zdumiewająco toporne, ale równie zadziwiająco przy tym skuteczne.

Uruchamianie odtwarzacza...

Krajobraz taniej prasy i działów reklamowo-ogłoszeniowych z prasy przedwojennej, z epoki transformacji ustrojowej, z paleozoiku internetu przynosi kolejne próby unowocześnienia starych i sprawdzonych treści: przepisu na fortunę, listu-łańcuszka, który trzeba podzielić w dwóch kopiach, „zdumiewająca kaseta, która uwodzi kobiety” itp. Dość często wspomniane trzy branże idą ze sobą ręka w rękę, grając na kilku rodzajach pragnień jednocześnie – marzeń erotycznych, tych o fortunie i o dostępie do tajemnicy.

Wszystko fajnie, ładnie, przykłady te często bawią swoim nieporadnym, niskobudżetowym cwaniactwem, dopóki nie uświadomimy sobie, że to właśnie te niedrogie sposoby okazują się bardzo celne. I dopóki np. nie spotkamy człowieka oszukanego metodą na wnuczka, na romantyczne wiadomości od rzekomego amerykańskiego oficera itp. „Przecież każdy wie, że to kit” – owszem, wie, ale mimo to i tak to robi.

Albo np. kogoś zbliżonego do bohaterów reportażu Milesa Klee z „Rolling Stone”. Internetowi samozwańczy „uzdrowiciele duchowi” to, jak można było się spodziewać, grupa, która bardzo entuzjastycznie zareagowała na pojawienie się narzędzi LLM. Niemało z nich dzisiaj głosi przepowiednie i przekazy z innego wymiaru, które, jak twierdzą, uzyskali przy pomocy Chata GPT. Ich charyzma w połączeniu z wciąż zaskakująco trwałym przekonaniem o nieomylności i obiektywności maszyny sprawia, że cieszą się całkiem dużym powodzeniem. Niektórzy potrzebujący pomijają w ogóle etap pośrednika i zwracają się do cyfrowej wyroczni sami. Ponieważ otrzymują odpowiedzi, jakich oczekują, wchodzą ze swoim „dajmonionem” w niezbyt zrównoważoną relację, zwłaszcza gdy są psychicznie wrażliwi i podatni na kryzysy.

Nie jest to sytuacja bezprecedensowa. Prastara w stosunku do dzisiejszych realiów i niepozbawiona oczywiście wad, ale wciąż pod wieloma względami aktualna pionierska książka reporterska Flo Conway „Snapping: America’s Epidemic of Sudden Personality Change” (poświęcona przede wszystkim destrukcyjnym, przemocowym ruchom neoreligijnym lat 70.) stawia diagnozę o „chorobie informacyjnej”. W momencie, gdy zdolność przetwarzania informacji przez pojedynczy umysł osiąga punkt krytyczny, przestaje działać nawet prosta ludzka intuicja, to wyczucie dysonansu, że coś nam tu nie gra. Wówczas umysł zaczynają zapełniać poza kontrolą treści zupełnie dowolne.

Ale jest coś jeszcze. Być może przypadki, gdy ktoś mimo wszystko wierzy, że tajemniczy książę chce przekazać mu spadek, to w jakimś stopniu jednak kwestia woli. Ostatecznie człowiek pragnie pociechy. Nie da jej coach czy człowiek sukcesu zagrzewający do ciągłego zakasywania rękawów; co najwyżej może sprzedać chwilowe poczucie wszechmocy. Nie da jej publiczny intelektualista, gwiazda ani influencer – oni mogą co najwyżej sprawić, że chwilowo poczujemy się mądrzejsi od kogoś innego. Nie da jej niestety sztuka ani wbrew temu, co mówił Boecjusz, filozofia: niosą ze sobą ryzyko zadawania zbyt wielu pytań. Ta poszukiwana pociecha to uspokojenie obaw i potwierdzenie, że wszystko z nami w porządku, nawet wtedy, gdy zupełnie nie jest to prawdą. Człowiek bardziej chce wierzyć, że może zostać pokochany, że jego los może się odmienić, że ma szansę na szczęście, niż przyjąć do wiadomości, że zawsze może być tak sobie.

Uznanie, że to wszystko nieprawda, że to kit, oznaczałoby przecież odebranie sobie widma takiej szansy, i to własną ręką. A kto ma odwagę sam siebie przekreślić?

Ta branża zawsze wyprzedza inne o krok // Fot. Olga Drenda

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 21/2025

W druku ukazał się pod tytułem: Wyrocznia GPT