Cy po nasemu jes po Bozemu?

Po tym, jak media opublikowały list arcybiskupa Dziwisza do tutejszych proboszczów, na Podhalu zawrzało. Ludzie godoli, baby jęcały, media śpekulowały. Że arcybiskup sprzeciwia się góralszczyźnie w kościele. Że zabrania się modlić po góralsku. Czy jednak rzeczywiście sprzeciwia się, zabrania?.
Czyta się kilka minut
 /
/

Fragmenty listu noszącego datę 8 listopada 2005 ujawnił "Tygodnik Podhalański" (nr 50/05). Metropolita krakowski nawiązał w nim do ostatniej encykliki Jana Pawła II "Ecclesia de Eucharistia", w której Papież apelował, "ażeby podczas sprawowania Ofiary eucharystycznej normy liturgiczne były zachowane z wielką wiernością. (...) Liturgia nie jest nigdy prywatną własnością kogokolwiek, ani celebransa, ani wspólnoty, w której jest sprawowana tajemnica".

Słowa te abp Dziwisz skierował do proboszczów z Podhala, odnosząc się do ich poczynań liturgicznych: "W ostatnim czasie media donoszą o wielkim zainteresowaniu turystów odprawianymi na Podhalu Mszami św. »w góralskiej oprawie«. Bez wątpienia rozmaite ludowe zwyczaje, piękno góralskich strojów, śpiew i muzyka, wystrój świątyń przyczyniają się do głoszenia chwały Pana. Pamiętać trzeba jednak, że piękna świętej liturgii nie można nigdy sprowadzać do turystycznej atrakcji i miejscowego folkloru. Dlatego elementy góralskiej tradycji mogą się pojawić w liturgii, lecz tylko w sposób bardzo wyważony i dopuszczony przez normy liturgiczne".

Uwagi dotyczyły zwłaszcza zastępowania zatwierdzonych tekstów Lekcjonarza Mszalnego czytaniami i psalmami pochodzącymi z wydanego niedawno "Nowego Testamentu w przekładzie na gwarę górali skalnopodhalańskich".

Sprawę nagłośniła telewizja, a dziennik "Nowy Dzień" krzyczał tytułem "Abp Dziwisz: Nie módlcie się po góralsku".

Ks. Mieczysław Łukaszczyk, proboszcz z Nowego Targu: - Większość dziennikarzy nie czytała zapewne listu, a zabierała głos. I wyglądało na to, że Ksiądz Arcybiskup jest wrogiem góralszczyzny.

Na pocontku było Słowo

"Nowy Testament" na gwarę góralską przetłumaczyła na podstawie Biblii Tysiąclecia Maria Mateja-Torbiarz, naczelnik Wydziału Kultury w zakopiańskim Urzędzie Miasta. Księgę opublikowało wydawnictwo Pallotinum we współpracy z Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach. Wstęp napisał gwarą kapelan Związku Podhalan ks. Władysław Zązel.

"S narodzeniem Jezusa Krystusa było tak: Po ślubie Matki Jego, Maryje, s Józefem, piyrwyj zanim zacyni razem siedzieć, zastompiyła bez przycyne Ducha Świyntego. Chłop Jyj, Józef, był cłekiem sprawiedliwym i nie fcioł, coby Jom obgadowali; fcioł Jom po cichu posłać precki. Kie se to namyśloł, janioł Pana pokozoł sie mu na spaniu i pedzioł: »Józefie, synu Dawida, nie bój sie wzionść ku sobie Maryje, twojej baby; bo s Ducha Świyntego jest to, co sie w niej pocyno. Porodzi Syna, ftoremu docie miano Jezus, bo Ón wybawi swoik ludzi od ik grzychów«. A stało się to syćko, co by sie dokónało słowo Pana, wypedziane bez Proroka: To Dziewica pocnie i porodzi Syna, ftoremu dadzom imie Emmanuel, to jest 'Bóg s nami'. Kie sie obudziył ze spanio, zrobiył tak, joko mu przykozoł janioł Pański: wzion swojom Babe do się, ale się do Niej nie nablizoł, jaze porodziyła Syna, ftoremu doł imie Jezus" (Mt 1, 18-25).

- No i jak można powiedzieć o Matce Boskiej, że była "babą Józefa" - zastanawia się ks. Franciszek Juchas, proboszcz z Poronina. - "Baba" po góralsku to przecież jest żona. Ale w Piśmie Świętym to po prostu nie brzmi. Nie pasuje.

Podobną opinię wyraża Wanda Szado-Kudasikowa, nowotarska poetka i działaczka, podhalańska Ksantypa z "Historii filozofii po góralsku" ks. Józefa Tischnera: - Wszystkiego nie da się na gwarę przełożyć, a pewne rzeczy w dosłownym przekładzie wyglądają nawet śmiesznie.

W księdze Apokalipsy np. lekkość góralskiej gwary wypiera pierwotną grozę: "I uwidziołek insego straśnie wielgiego janioła, jako zstympowoł s nieba, odzioty w chmure, tynca była nad jego głowom, a gymba jego była jako słonko, a nogi jego jako słupy ogniste, i w prawyj ryncy mioł otwartom ksionzecke. Noge prawom postawiył na morzu, a lewom na ziymi. I zawołoł wielgim głosem, tak jako rycy lew. A kie zawołał, siedem gromów przegodało swoim głosem" (Ap 10, 1-3).

- Ksiądz metropolita jedynie przypomniał pewne normy, które obowiązują niezależnie od tego, czy jesteśmy na Podhalu, czy na Pomorzu - wyjaśnia rzecznik krakowskiej Kurii ks. Robert Nęcek. - Tłumaczenie Pisma Św. na język góralski nie ma zatwierdzenia przez Kongregację ds. Kultu Bożego, a więc nie ma imprimatur i siłą rzeczy nie może zastępować tekstów liturgicznych, które takie imprimatur mają. Chciałbym podkreślić, że na przykład Biblia tłumaczona na język kaszubski imprimatur otrzymała.

Górale bowiem chętnie przywołują Kaszubów jako argument na obronę prawa do naznaczonej ludową tradycją liturgii mszalnej. W tym drugim przypadku sytuacja i stopień odrębności kulturowej, a zwłaszcza językowej, są jednak nieporównywalne. "Prowadzone są poważne prace nad lekcjonarzem i mszałem, a umieszczenie kaszubskiego tekstu »Ojcze Nasz« w Jerozolimie i w katedrze oliwskiej w pewnym sensie pieczętuje obecność języka kaszubskiego wśród kościelnych języków liturgicznych" - wyjaśniał niedawno w "Zwónku Kaszëbsczim" bp Bernard Szlaga.

Boze zamiast Boże

W nadtytule artykułu Anny Zadziorko w "Tygodniku Podhalańskim" pytanie: "Koniec mszy góralskich?".

Wanda Kudasikowa: - Nie ma góralskiej Mszy ani kaszubskiej. Msza jest Mszą. Natomiast jeżeli jest ubarwiona nutą góralską, to nie jest to przestępstwo, bo śpiew i muzyka są najpiękniejszą modlitwą.

Ks. Michał Rymar MIC, proboszcz parafii Miłosierdzia Bożego na Cyrhli: - Trudno mówić, że jest to Msza po góralsku, jeżeli ludzie się po góralsku ubiorą, a po Mszy wyjdzie zespół i zaśpiewa. Ja sam wzorem poprzedników używam określenia "Msza św. w oprawie kultury góralskiej".

Ks. Mirosław Drozdek SAC, kustosz zakopiańskiego sanktuarium na Krzeptówkach: - "Msza góralska" to jest w ogóle złe pojęcie. Owszem, gdzieś się pojawił piękny afisz "Msza góralska", który wisiał dwa lata, ale to jest błąd, nieporozumienie. To sugerowało jasno, że Msza jest w gwarze góralskiej.

Afisz taki pojawił się na ogrodzeniu kościoła św. Marii Magdaleny w Poroninie.

Ks. Franciszek Juchas jako jedyny z moich rozmówców przyznaje, że w jego kościele czytano Pismo Św. gwarą: - To był błąd. Nie będziemy tego kontynuować, ale Msze św. w oprawie góralskiej pozostaną. Ja zachęcam parafian: "Pokażcie, co potraficie, przyjdźcie odświętnie ubrani, zagrajcie, bo każda Msza św. jest wydarzeniem nieprzeciętnym".

Takie nabożeństwo odbywa się w okresie wakacyjnym i cieszy się dużym zainteresowaniem turystów. Inicjatywa wyszła od Związku Podhalan, którego prężne ognisko działa w Poroninie. Jest góralski ornat, haftowane obrusy, ministranci w cuchach, miejscowa kapela.

- Mam za sobą 40 lat kapłaństwa - uspokaja poroniński proboszcz. - Ja sobie nie pozwolę, żeby jakiś szajs tu był, tak po góralsku mówiąc, jakieś śmiechy, nienormalne zachowanie. Wszyscy naprawdę przeżywamy tę i każdą Mszę św. głęboko.

Sezonowy charakter ma też Msza św. "w oprawie góralskiej" organizowana przez księży marianów w parafii Miłosierdzia Bożego na Cyrhli.

Katolicka Agencja Informacyjna: "Na turystów czekają stroje, śpiewy, muzyka i recytacja poezji góralskiej oraz możliwość modlitewnego wyciszenia połączona jednocześnie z obcowaniem z bogatym folklorem góralskim. Zwykle po nabożeństwie jest program artystyczny - spektakl »O Zwyrtale Muzykancie«".

- Jeżeli chodzi o Ewangelie i czytania, to nigdy u nas tego w gwarze nie było - zapewnia ks. Rymar. - Raz dziewczyna zaśpiewała po góralsku psalm, ale trudno mówić, że to jakieś zmienianie, skoro ona zaciąga "Boze" zamiast "Boże".

Oprawę góralską mają też Msze w kościele Najświętszej Marii Panny na Olczy oraz w Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej na Krzeptówkach.

- Trzeba dzisiaj jasno sprecyzować, co to znaczy "w oprawie góralskiej": z udziałem górali z danej parafii. Jeżeli jest tam jakaś schola góralska, zespół czy kapela, oni byli, są i będą, mając miejsce określone zgodnie z przepisami liturgicznymi. Musi być poprawność - tłumaczy kustosz sanktuarium. - Czymś innym jest Msza św., czymś innym zaś nabożeństwo maryjne, jeszcze innym spotkanie w Związku Podhalan, wesele, majówka czy procesja ulicami miasta.

Rzecznik Kurii: - Kwestia oprawy złożona jest na barki poszczególnych proboszczów. Oni odpowiadają za piękno liturgii tu i teraz, czyli w swoich parafiach. Do nich należy wyważenie i zestawienie w tym wszystkim norm liturgicznych i roztropności.

Ks. Drozdek zaprzecza, jakoby na Krzeptówkach kiedykolwiek czytano Pismo Św. i modlono się gwarą. Zapomina, że cała Polska słyszała góralską modlitwę za Jana Pawła II, którą w kwietniu transmitowała z Sanktuarium telewizja.

- Samo "Ojcze nasz" powiedziane przez Górala brzmi inaczej, jak powiedziane przez człowieka, który pochodzi z innego subregionu Polski - twierdzi Ewa Iwulska, prezes Zarządu Oddziału Związku Podhalan w Ludźmierzu.

- Ojciec Święty Jan Paweł II przecież był świadkiem występów górali, ich śpiewów - przypomina ks. Rymar.

Najsłynniejsza Msza św. w oprawie góralskiej odbyła się bowiem pod zakopiańską Krokwią 6 czerwca 1997 r. Pod jej koniec zagrały połączone góralskie "muzyki", a wielki chór dziecięcy zaśpiewał na całe gardła: "Syćka se Wom zycom to i owo, a my Wom zycymy scyńścio, zdrowio". Na twarzy Jana Pawła II malowała się radość.

Jęcom góry, jęcom...

Górali najbardziej zelektryzował inny fragment "Pro Memoria": "Nie powinno się także używać w liturgii popularnych góralskich melodii, które nie zawsze pasują do religijnego tekstu i sakralnej przestrzeni".

Ks. Nęcek wyjaśnia: - Nikt o tym nie mówi ani nie myśli, żeby wyrugować piękne kolędy góralskie. Ale trzeba zwrócić uwagę, czy rzeczywiście każda melodia nadaje się do śpiewania tekstów sakralnych.

Ks. Drozdek wtóruje: - Niektóre teksty są tekstami ludowymi. Można je wykorzystać w czasie pielgrzymki czy spotkania opłatkowego, jak piękne melodie góralskich pastorałek, ale one się do kościoła nie nadają, bo ta muzyka jest muzyką pasterską czy inną i podłożenie jakiegokolwiek tekstu religijnego u ludzi, którzy to znają, może budzić zupełnie złe skojarzenia.

Ks. Juchas dodaje: - Melodie może się czasem powtarzają. Wybieramy je z ogromnym wyczuciem, żeby się nie kojarzyły z jakimś "Jęcom góry, jęcom, kie Janicka myncom". Są melodie naprawdę bardzo piękne, nadające się do liturgii. Czasem kapelę nawet proszę, żeby wyszli po Mszy św. i żeby zagrali jeszcze przed kościołem.

- Za nasego Papieża bardzo się górole zaczeli nawracać, kupować stroje. Ozyło na Podhalu krawiectwo, hafciarstwo, kuśnierstwo. Chcieli sie pokazać z dobrej, ładnej strony. Zaczeli sie tak pysić. No i zaczeli wtedy przerabiać, dorabiać melodie, tłumaczyć - opisuje genezę zjawiska poetka i publicystka Wanda Czubernatowa. - Dlaczego w dżungli mozna po murzyńsku śpiewać, a u góroli nie? To co, na bębenku to jest chwała Boska, a na gęślach nie? "Chwalmy Pana na cytrze, chwalmy Pana na lirze", a na gęślach nie?

- Ludzie miejscowi w swoich strojach i pieśniach mają prawo wyrazić swoje miejsce, swoją inność. U nas proporcje są zachowane - zapewnia ks. Rymar.

Jakie są jednak kryteria doboru odpowiednich tekstów czy melodii i jak zachować właściwe proporcje?

Kustosz zakopiańskich Krzeptówek służy przykładem: - Pierwsze dwie czy trzy zwrotki "Oj malućki, malućki" można śpiewać, natomiast następne zwrotki, które ludzie układali, się nie nadają, bo są jak pastorałka, kołysanka dla dziecka i nie licują z powagą Mszy.

- To przeciez nasi dziadkowie, ojcowie, to sie modlili jako umieli. Kto ich tam ucył, zeby w kościele po Bozemu chwalić Pana. To znacy, po nasemu to nie po Bozemu? - zastanawia się Czubernatowa. - W ogóle casem to były śmieszne sytuacje, bo pieśń kościelną śpiewali fonetycznie. Jak słysał, tak śpiewał: "Pod niebiosa pierońskiego", bo kto tam wiedział, ze jakieś niebiosa empirejskie w starych pieśniach były. Jako tam mogli, tak śpiewali, ale z całego serca i z całej dusy.

- Przecież góral chodził kiedyś do kościoła, nie rozumiał nic z łaciny, ale słuchał, pobożnie bił się w piersi, poruszony tą tajemnicą i jaka tam tradycja była góralska - zauważa Wanda Kudasikowa.

- Nie można mówić o jakimś liturgicznym rysie w góralszczyźnie. Po prostu przed 20-30 laty był czas, gdzie także ci górale nie mieli prawa do jasnego przedstawiania swojego rejonu - tłumaczy proboszcz z Cyrhli. - Wiele spraw zaczynało się i nadal zaczyna od Kościoła. Tutaj oni mieli miejsce promocji, jakiegoś pokazania się i dowartościowania.

- Każdy swoim naturalnym językiem biskupa witał. Czy to koronacja obrazu, czy odpust, czy rzucanie kwiatków w kościele, było to zawsze w stroju regionalnym. To nie stało się dziś. Ja w tym wyrosłam - wspomina Iwulska. - A strój się wkłada od wielkiego święta, kościelnego, rodzinnego. Na co dzień z wielkiego poszanowania nie chodzę w stroju.

- Ten list nie miał charakteru dekretu, więc nie wyjdę w parafii i nie powiem, że ks. arcybiskup czegoś zakazał. Trzeba w tym wszystkim znaleźć złoty środek - podsumowuje ks. Rymar.

Taki złoty środek między gorsetem liturgii a lnianą kosulą góralskiej kultury umiał znajdować ks. Józef Tischner, zwłaszcza podczas corocznych Mszy na Polanie Rusnakowej pod Turbaczem. W ich czasie grała muzyka góralska, która wraz ze śpiewem przeplatała homilię, wygłaszaną nieco uproszczoną przez ks. Tischnera na potrzeby niegóralskiego audytorium gwarą. Pojawiała się ona zresztą i w innych momentach Mszy. Choćby podczas modlitwy wiernych, gdy na zawołanie Józefa Różańskiego "Barz piyknie Cie pytooomy!" część tłumu odpowiadała śpiewnym góralskim "Wysłuchoj nos Paaanie!". Nuta i słowo łączyły się pod Turbaczem we wspólnocie. Jedno drugiemu miało służyć pomocą.

"Tak jak zwykle będziemy ozwozać Święte Pisma, a pomagać nom będzie w tym nasym namyśle góralsko muzyko i góralski śpiew" - rozpoczynał Tischner w 1987 r. kazanie.

Biylancany chodziły po góralsku

- Ze zdziwieniem przyjęłam słowa arcybiskupa Dziwisza - mówi o "Pro Memoria" Ewa Iwulska.

Podobnie zareagowała Wanda Czubernatowa: - Pierwsze odczucie to takie było, ze moze mu obrzydła juz ta góralskość, przeciez tyle w Watykanie było tych góroli, musioł ich przyjmować.

- Tutaj gaździnka pewna zapytała mnie nawet, czy teraz będzie można chodzić po góralsku do kościoła - dodaje działaczka z Ludźmierza.

Motyw powstania dokumentu wyjaśnia rzecznik Kurii: - Było parę telefonów, parę listów od ludzi, z ich treści wynikało, że są to turyści, którzy zwracali uwagę na przeakcentowanie pewnych elementów. To w pewnym znaczeniu była odpowiedź na zaniepokojenie turystów. Nie podawano konkretnych parafii.

List powstał tuż po tym, jak przez media (także przez "Tygodnik") przetoczyła się dyskusja nad gwarowymi, środowiskowymi i uproszczonymi przekładami Biblii.

Czubernatowa: - Mówili znajomi, ze denerwował się któryś z biskupów, który odwiedzał jakąś parafię, ze jest - i to prawda - bardzo duzo niedobrych tekstów o Ojcu Świętym. Gdzie jaki ino kto do rymu umioł ściągnąć jakiś wiersyk, to pisze o Ojcu Świętym na przykład "Janie Pawle II, spłać za Polske wszystkie długi".

Związek Podhalan ponoć zareagował oburzeniem i miał wystosować odpowiedź do arcybiskupa, ale w końcu nie zajął stanowiska. Prezes ZP i starosta nowotarski Jan Hamerski odmówił komentarza: - Każda moja własna opinia będzie zrozumiana jako oficjalne stanowisko Związku.

Nastroje uspokaja sam abp Dziwisz w liście, który 2 stycznia wystosował do przyjaciela z licealnej ławy, ks. Mieczysława Łukaszczyka.

Przypominając słowa Jana Pawła II, że na górali zawsze można liczyć, Metropolita Krakowski pisze: "Chcę na Was liczyć, na Waszą wiarę, na tradycję, której stróżami jesteście, na Waszą współpracę i wierność Kościołowi. (...) Jestem przecież z Was i dla Was. To, co jest ważne dla Was, jest też ważne dla mnie".

Zdziwienie górali jest tym większe, że abp Dziwisz, rodem z Raby Wyżnej, z Giewontem w biskupim herbie, uważany jest na Podhalu za swego. Oczywiście w latach młodości Stanisława Dziwisza oprawy góralskiej w kościele św. Stanisława w Rabie nie było. Ale część ludzi miała jeszcze elementy strojów, a Biylancany chodziły z Bielanki po góralsku do kościoła.

- Nie była to jakaś specjalna gwara w kościele, ale to była gwara naszo, tako wiejsko, tu tako Rabiańsko, z której sobie nie zdajemy sprawy, ze sie normalnie z ojcami godo - wspomina Rabianka Czubernatowa.

O drugim liście Metropolity niektórzy mówią - "sprostowanie": "Chcę podkreślić, że bardzo cenię tradycję górali i łączenie tej tradycji z życiem religijnym. Jest jakimś nieporozumieniem twierdzenie, jakobym był przeciwny temu, czym żyją górale. Natomiast moim obowiązkiem, jako biskupa, jest troska o świętość, powagę i zgodność z zasadami liturgii przekazywanymi przez Stolicę Apostolską. Dotyczy to zwłaszcza Słowa Bożego i Eucharystii".

Ks. Drozdek: - Sytuacja jest w tym momencie klarowna i jasna. Nie może być żadnego pozornego konfliktu czy jakiejkolwiek nieufności w stosunku do Księdza Arcybiskupa Metropolity. My wszyscy go szanujemy i to, co jest jego życzeniem, staje się prawem.

- Poza liturgią to tłumaczenie może być bardzo przydatne, prowadzić w tym samym kierunku, w którym prowadzi Biblia Tysiąclecia - mówi o góralskim Nowym Testamencie ks. Robert Nęcek.

- Dla dzieci może służyć jako pomoc w nauce gwary - wtóruje ks. Franciszek Juchas.

Wandzie Kudasik żal jest Marii Matei-Torbiarz: - Straciła męża w katastrofie śmigłowca. Umyśliła sobie, siedziała nad tą Biblią lata całe i to ją uratowało. Potem była euforia, dar dla Ojca Świętego, peany, a nagle nagonka i ona została sama.

- Muszę zawsze pamiętać, że to jest część życia tych ludzi, więc nawet jeśli chodzi o kształtowanie, prostowanie, muszę podchodzić do tego z wielką delikatnością, bo można przez jakieś stanowcze działanie w ogóle zniszczyć pobożność w parafii - uważa ks. Rymar.

Ponownie kustosz z Krzeptówek: - Ministranci górale, kapela, to wszystko było, jest i będzie, pojawia się tylko kwestia gdzie, w jaki sposób, aby wszystko było zgodne z przepisem Księdza Arcybiskupa.

***

Na Trzech Króli na Krzeptówkach nie ma kapeli, jak dwa tygodnie wcześniej na wigilijnej pasterce. Strojów i wszelkich akcentów góralskich mniej. Podobnie jest w Poroninie i na Cyrhli. Organista zawodzi "Mędrcy świata" i "Tryumfy Króla Niebieskiego". Jakoś posępnie. Jakby na janosikowe nuty.

Wanda Czubernatowa alias Babka Krzysia kończy noworoczny felieton w "Dzienniku Polskim": "...na zdrowie - skończyć mi tu - to góralskie pitu-pitu, kie w kościele gęśle grajom - Pana Boga obrazajom, na ten Nowy Rok, na ten Nowy Rok!".

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2006