Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Coś się kończy, coś się zaczyna

Coś się kończy, coś się zaczyna

30.11.2014
Czyta się kilka minut
Nie ma się co łudzić, kończy się pewna epoka, a świat „po Hilliardach” nie będzie taki jak dotąd.
The Hilliard Ensemble Fot. Marco Borggreve / MATERIAŁY PRASOWE
G

Grudzień roku 2014 ogłaszam końcem epoki HIP. Co to jest HIP? Historically informed performance, ten angielski termin nie doczekał się udanego przekładu na polski, a z moich radiowych doświadczeń – protestów i pytań słuchaczy wynika, że określenia „wykonawstwo historycznie poinformowane” czy „wykonawstwo historyczne” po prostu się nie przyjęły. Tak czy inaczej, wiadomo, że chodzi o ruch, który zrodził się z ciekawości i szacunku dla dawnej muzyki oraz jej autorów.
Czym ona jest, jak brzmi, dowiedzieliśmy się poznając intencje kompozytora: studiując traktaty, źródłowe zapisy, wracając do dawnych instrumentów, zmieniając technikę gry i wykonawcze przyzwyczajenia. Mały zespół zamiast wielkiej orkiestry, współtworzący interpretację muzycy zamiast masy podporządkowanej jednostce, wokalne ensemble zamiast wielkich chórów, albo nawet tylko kwartet wokalny. Za nami pół wieku pięknej historii, która zmieniła muzyczny krajobraz, za nami rewolucja, która nie zjadła własnych dzieci i której symboliczny kres właśnie nadchodzi. W ostatnim miesiącu tego trudnego roku, w którym żegnaliśmy Fransa Brüggena, Christophera Hogwooda, swoją działalność kończy brytyjska legenda, The Hilliard Ensemble. David James, Rogers Covey-Crump, Paul Elliott, John Potter to pionierzy interesującego nas ruchu. Spotykali się jeszcze w zespole Davida Munrowa, The Early Music Consort of London, w którym swoją drogę rozpoczynał też Christopher Hogwood. Wykonali zadanie. „Wykonawstwo historyczne” jest dziś integralną częścią muzycznego życia, niewygodny termin możemy wyrzucić z naszego słownika. Nie ma się jednak co łudzić, kończy się pewna epoka, a świat „po Hilliardach” nie będzie taki jak dotąd.

Beatlesi klasyki?
Historia zespołu to 40 lat koncertów i niezliczone nagrania muzyki, której często wcześniej nie znaliśmy. Docierające do nas płyty były obietnicą przygody i szczęścia, że tyle jeszcze jest do odkrycia. „Muzyka dawna” była więc wtedy „muzyką nową”, brzmiała tak świeżo, tak inaczej, że stała się inspiracją również dla twórców współczesnych. Koło zrobiło obrót, początek dziejów muzyki połączył się z końcem, mamy „dawne” i „nowe średniowiecze”, a Hilliardzi wykonują zarówno Perotina, jak i muzykę Arvo Pärta, w tym dedykowane śpiewakom utwory. Dziewięćset lat, taki mniej więcej zakres obejmuje ich repertuar, co może być kolejnym powodem zdziwienia, ale też naszej wdzięczności. Oto bowiem muzyka dawna ożyła w zaskakującym dla siebie kontekście. I jak się wkrótce okazało, to był dopiero początek. Budując wirtualne mosty, łącząc dawne z nowym, zespół otworzył nam uszy i zmienił przyzwyczajenia. Szybko podchwycili to wydawcy, organizatorzy i tacy muzycy, jak Jan Garbarek, który zrobił na tej drodze kolejny krok. Najstarsza polifonia z magicznym kontrapunktem saksofonu, improwizacje oplatające ten zjawiskowy śpiew – nagrania Garbarka z The Hilliard Ensemble obiegły cały świat. Muzyczne zabytki w takim opakowaniu przekroczyły granice świata „melomanów” i dotarły do nowej publiczności. Jeśli Hogwooda, ze względu na liczbę nagranych płyt, określa się dziś „Karajanem muzyki dawnej”, Hilliardów nazwałabym „Beatlesami klasyki”, angielscy dżentelmeni dotarli bowiem do mas i wywrócili zastany porządek.
Jest czego żałować, jest za co dziękować – i możemy zrobić to osobiście. Pożegnalny koncert dla polskiej publiczności odbędzie się 12 grudnia w Gdańsku, tydzień później Hilliardzi zaśpiewają po raz ostatni w Londynie. Na gdańskim festiwalu Actus Humanus wykonają program, który zgodnie z tradycją imprezy będzie muzycznym przygotowaniem do oczekiwanych świąt. Jest w czym wybierać, w dyskografii zespołu znajduje się bogaty zbiór muzyki na Adwent i Boże Narodzenie. Wiele z moich ulubionych nagrań należy właśnie do tego rozdziału i usłyszymy je podczas tego niewątpliwie historycznego wieczoru.
Mocny akcent już na samym początku – świąteczny graduał Viderunt omnes, czterogłosowe organum Perotinusa. To monumentalna, imponująca konstrukcja i wielka kreacja, którą The Hilliard Ensemble zachwycił kiedyś świat. Kompozycja otwierała jedną z ich najsłynniejszych płyt – wydany w 1989 r. album „Perotin”. Reprezentuje najbardziej spekulatywną i hermetyczną część średniowiecznego repertuaru, należącą zarazem do świata sztuki i myśli. Jest konsekwencją scholastycznej filozofii i teologii. Budzi respekt i porusza wyobraźnię, przenosząc słuchaczy do dawnego Paryża, do Notre-Dame, jednej z najsłynniejszych gotyckich katedr. Kto poznał ten utwór w nagraniu Hilliardów, każdą kolejną jego interpretację odnosi już tylko do tego wzoru. Zachwycili precyzją, wyeksponowali wirtuozowsko pikanterię rytmiczną, ostrość współbrzmień i powtarzalność struktur, tworząc iluzję średniowiecznego minimal music.
XII-wieczne kunsztowne organum, a potem jednogłosowe śpiewy chorałowe kontrastujące z nim skromnością i skupieniem na tekście. Takie adwentowe antyfony przeplatać będą dalej muzykę kolejnej epoki – renesansu. Znowu kontrast, ale z polifonią zupełnie innego rodzaju. Maryjny motet Josquina Desprez to czterogłosowy fresk na cześć Matki Boga malowany pastelami; bez żadnej wirtuozerii, bez popisu, kraina łagodności i dziewczęcego, nieśmiałego piękna. Josquin, nazywany przez współczesnych „Michałem Aniołem muzyki”, był pierwszym muzycznym humanistą, który skupił się na emocjach i znaczeniu słowa. Tekst podaje zawsze w zrozumiały dla słuchaczy sposób, a muzyka podkreśla jego znaczenie i przesłanie.
Polifonia muzycznego mistyka Tomása Luisa de Victoria to jeszcze inny świat. Nie brakuje tu wprawdzie kunsztu ani, gdy autor zechce, czytelnego przekazywania tekstu. Dla hiszpańskiego kompozytora najważniejsza jednak zdaje się „gęstość duchowa” muzyki. Wiem, przypomina to znany filmowy absurd o „zawartości cukru w cukrze”... Nie mogę też niczego zmierzyć ani udowodnić. Będę się jednak upierać, że kompozytor z Ávila chciał tylko jednego – dotknąć muzyką Boga. Wielokrotnie śpiew ulatuje we wzniosłych melizmatach, pnie się gdzieś w nieznane, hipnotyzuje i obezwładnia w szeroko rozpiętych, długich, splątanych melodiach. Jego Magnificat będzie drugim głównym dziełem programu. Maryjny kantyk z Ewangelii św. Łukasza, zgodnie z tradycją, Victoria opracował wielogłosowo „w połowie” – co drugi wers. Pięć fragmentów tej kompozycji będzie swoistym refrenem wieczoru, który, oprócz wspomnianych chorałowych antyfon, dopełnią także polifoniczne anonimowe utwory. Pojawi się też symboliczny świąteczny akcent słowiański – Nobis est natus oparta na czeskiej, anonimowej melodii.

Głos światłości
Świat „po Hilliardach” będzie, w jakimś sensie, muzycznym światem ich kontynuatorów. Nie muszą się do tego przyznawać, my to wiemy, bo kolejne pokolenia wykonawców wychowały się na ich dokonaniach. 10 grudnia w Gdańsku będziemy mieli okazję poznać bliżej jeden z takich zespołów, który powinien cieszyć nas interpretacjami przez następnych 30 lat: obchodzą właśnie 10. urodziny.
Vox Luminis to belgijska grupa założona w Namur. Świetni śpiewacy, którzy mogą być także solistami (co zdarza się, gdy wykonują muzykę baroku) albo pięknie zestrojonym wokalnym ensemblem (4-12 osób). Ich repertuar obejmuje trzy wieki (XVI–XVIII), rozpoczyna się renesansem – polifonią śpiewaną w pojedynczej obsadzie. Są to wysmakowane i mądre interpretacje muzyki wymagającej właśnie świadomości i wiedzy. Osobny rozdział stanowi wiek XVII, barok jeszcze zaskakujący i niekonwencjonalny, bardzo też różnorodny. Cztery z sześciu wydanych dotychczas płyt muzyków to właśnie ten czas i ta różnorodność. Śpiewacy doskonale czują zarówno idiom angielskiej muzyki doby Purcella, jak też protestancką duchowość – specyficzne połączenie żarliwości z surowością we wczesnobarokowych utworach niemieckich. Vox Luminis jest na ciągle wznoszącej się fali. Wyróżniony debiut płytowy w 2008 r. otworzył listę nagród i pochwał, na której szczególne miejsce ma przyznany przez miesięcznik „Gramophone” tytuł „Nagrania roku 2012” dla albumu z Musikalische Exequien Heinricha Schütza.
Rejestracje występów Vox Luminis trafiają coraz częściej do najlepszego miejsca promocji, jakim jest zbiór koncertowej wymiany Europejskiej Unii Nadawców. Dzięki niej słuchacze radiowej Dwójki mogli ostatnio poznać interpretację Requiem Johanna Josepha Fuxa z Festiwalu Muzyki Dawnej w Utrechcie. Promocja działa w dwie strony, Polskie Radio przekazało Europie ubiegłoroczny występ zespołu na Wratislavii Cantans, a w przedświąteczną niedzielę (21 grudnia to Dzień Specjalny z Muzyką na Boże Narodzenie) europejskie rozgłośnie nadadzą polski koncert Vox Luminis z Gdańska. I wszystko wskazuje na to, że będzie to znakomity prezent.
Publiczność festiwalu Actus Humanus, a potem słuchaczy europejskich, czeka fascynująca godzinna podróż do XVII-wiecznych Niemiec. To będzie pamiątka dawnych protestanckich świąt oraz narodzin muzycznego stylu niemieckiego baroku. Tworzyli go kompozytorzy urodzeni 100 lat przed Bachem. Po naukę często jeździli do Włoch, a przywożone z podróży doświadczenia stapiali ze specyfiką ojczystego języka i protestancką duchowością, w tym z protestanckim chorałem. Efektowny, przestrzenny wenecki polichóralizm, tak lubiany przez Schütza (jego niemiecki Magnificat rozpocznie koncert), przejęli także inni, co usłyszymy w świątecznych kompozycjach Hieronymusa Praetoriusa i starszych członków rodziny Bachów (Johanna Michaela i Johanna Christopha). Podczas koncertu Vox Luminis będzie także okazja, by przypomnieć sobie o tym specyficznie niemieckim zamiłowaniu do kontrapunktu i ścisłej polifonii (chorałowe motety Samuela Scheidta). Z perspektywy czasu okazały się wizytówką barokowej muzyki tego obszaru.

„Vox Luminis” – 10 grudnia, godz. 20.00, kościół św. Jakuba, ul. Łagiewniki 63 The Hilliard Ensemble – 12 grudnia, godz. 20.00, kościół św. Jana, ul. Świętojańska 50

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]