Reklama

Co się dzieje w Kościele

Co się dzieje w Kościele

03.12.2012
Czyta się kilka minut
To nieprzypadkowe zrządzenie losu, że dzień po zamknięciu Soboru Turowicz pierwszy i jedyny raz w życiu spotyka się z jednym ze swoich mistrzów – Maritainem.
Na placu św. Piotra. W ręku „Il Messagero” Fot. Ks. Mieczysław Maliński / Archiwum Jerzego Turowicza
W

W 1951 r. w „Tygodniku” coraz częściej padało pytanie, ile numerów cenzura – czyli władza – pozwoli jeszcze wydać. W środku nocy stalinowsko-bierutowskiej Turowicz zabiera 12-letniego Włodzimierza Zagórskiego (syna Jerzego, poety, współpracującego z „Tygodnikiem” od pierwszego numeru), który wiele lat później zostanie profesorem biochemii. Chce go wprowadzić w piękno i tajemnicę wielkosobotniego misterium. Czas nie jest przypadkowy – 9 lutego 1951 r. dekretem Świętej Kongregacji Obrzędów uroczysta wigilia paschalna została przeniesiona z godzin porannych na nocne – od tamtej pory nabożeństwo rozpoczyna się po zachodzie słońca liturgią poświęcenia ognia, wody i paschału, a kończy Mszą rezurekcyjną ogłaszającą światu Zmartwychwstanie Chrystusa.

TO REWOLUCYJNA ZMIANA, którą wprowadzono za sprawą ruchu odrodzenia liturgicznego, rozwijanego od kilkudziesięciu lat przez opactwa benedyktyńskie. Zakonnicy nie tylko prowadzili studia historyczno-interpretacyjne nad liturgią, uświadamiali też samych wiernych o konieczności przywrócenia jej właściwego miejsca. Tak w Kościele, jak w życiu każdego chrześcijanina, dla którego powinna być centrum świata i źródłem życia. „Częste, możliwie codzienne słuchanie mszy świętej z pełnem w niej uczestniczeniem, polegającem na zrozumieniu głębokich obrzędów liturgicznych (...) jest dla katolika koniecznym warunkiem wysokiego życia wewnętrznego” – pisze Turowicz na łamach „Dyszla w Głowie” w styczniu 1934 r., prawie 30 lat przed rozpoczęciem obrad Soboru Watykańskiego II, kiedy pośród rozlicznych zmian, jakie miały pomóc Kościołowi w znalezieniu odpowiedzi na pytanie, kim jest dla świata i ludzi w połowie XX w., znalazła się także reforma liturgii. Odwrócenie celebransa twarzą do wiernych, wprowadzenie języka narodowego, a przede wszystkim włączenie wiernych w fakt uobecniającej się na ołtarzu Ofiary przez świadome ich w Mszy uczestnictwo, były zmianami równie doniosłymi, jak rozpoczęcie dialogu z innymi religiami chrześcijańskimi i niewierzącymi, zmiana stosunku do judaizmu, otwarcie na problemy współczesnego świata (przeludnienie, nędza, wojny, głód, łamanie praw człowieka), jak wzajemne zdjęcie anatem rzuconych na siebie przez dwa odłamy chrześcijaństwa w 1054 r.

„SOBÓR TO POCZĄTEK, NIE KONIEC.(...) Jeśli rezultatem Soboru ma być odnowa Kościoła, to ta odnowa musi się dokonać w każdym z członków tego Kościoła. Realizacja Soboru nie dokona się z góry w dół” – Turowicz pisze te słowa kilka tygodni po zakończeniu obrad i równo trzy lata przed opublikowaniem artykułu „Kryzys w Kościele”, kiedy Kościół wydawał się trzeszczeć w posadach od nadmiaru pomysłów na odnowę. Kilka tygodni wcześniej w opactwie benedyktyńskim w Tyńcu, z którym Turowicz był związany od lipca 1939 r., kiedy benedyktyni powrócili do zrujnowanego opactwa po 120 latach nieobecności, zakończyła się praca nie mniej rewolucyjna, a prowadzona w szaleńczym tempie: wydano pierwszy w Polsce mszalik posoborowy. Tłumaczeniem tekstów zajęli się benedyktyni. Przygotowaniem do druku, wydaniem i rozpowszechnianiem – wydawnictwo Znak, założone w 1959 r. przez redaktorów i przyjaciół „Tygodnika”. Dla Turowicza Vaticanum II było nie tylko spełnieniem wieloletnich oczekiwań, ale także pracowicie odrabianym zadaniem. Przez kilka lat, od 1966 do 1974 r., Turowicz prowadzi rubrykę: „Co się dzieje w Kościele?”, w której wprowadza czytelników w zmiany personalne w kurii rzymskiej (na tym przykładzie pokazując skalę przemian posoborowych w Kościele), w problemy z masonerią, w losy tzw. katechizmu holenderskiego, ale też w działalność Matki Teresy z Kalkuty czy kard. Suenensa. Turowicz poważnie traktował własne słowa o tym, że to dopiero początek i jeżeli Sobór ma zostać zrealizowany, każdy, choć na różny sposób, jest za to odpowiedzialny. Wydaje się, że to nieprzypadkowe zrządzenie losu, iż dzień po zamknięciu Soboru, 9 grudnia 1965 r., Turowicz pierwszy i jedyny raz w życiu spotyka się osobiście z jednym ze swoich mistrzów (sam go tak nazwie w wypowiedzi dla miesięcznika „Znak” z 1969 r.) – Maritainem. Nie jest też przypadkiem, że Jacques Maritain był oblatem św. Benedykta, a na starość, po śmierci żony Raïssy, wstępuje do zgromadzenia małych braci Jezusa, które dla Jerzego Turowicza było modelowym przykładem realizacji przez Kościół ewangelicznej cnoty ubóstwa. Spotkanie mistrza, który wywołał w Kościele ferment myślowy, z którego wyrosła soborowa konstytucja „Gaudium et spes”, i ucznia, który jak niewielu wówczas, zdawało sobie sprawę z ogromu zadań i szans stwarzanych przez soborowe otwarcie Kościoła na świat.

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]