Choć rakiety wciąż lecą na Ukrainę, Zachód planuje już jej wielką odbudowę. Czy Polska jest na nią przygotowana? Nasza relacja z Berlina

Na komputerowych prezentacjach Mikołajów, poturbowane wojną miasto na południu Ukrainy, prezentuje się spektakularnie. Dziś Rosjanie są wciąż blisko i ryzyko jest za duże, by inwestować. Jednak już teraz warto o tym rozmawiać. Autor „Tygodnika” był na berlińskiej konferencji o odbudowie Ukrainy.
z Berlina
Czyta się kilka minut
Serhij Koreniew, wicemer Mikołajowa, prezentuje swoje miasto na konferencji w Berlinie, czerwiec 2024 r. // Fot. Łukasz Grajewski
Serhij Koreniew, wicemer Mikołajowa, prezentuje swoje miasto na konferencji w Berlinie, czerwiec 2024 r. // Fot. Łukasz Grajewski

Wołodymyr Zełenski w ubiegłym tygodniu przybył do Berlina, by wziąć udział w Konferencji Odbudowy Ukrainy. Mieszkańcy na tę wizytę reagowali głównie frustracją: ze względów bezpieczeństwa zamykano ulice, sparaliżowany został transport publiczny. Stłoczeni w porannych godzinach na peronach miejskiej kolejki, głośno wyrażali swoje zdanie na temat ukraińskiego przywódcy. – Niech wraca do domu – to jedna z niewielu zasłyszanych wypowiedzi, która nadaje się do cytowania.

Nerwy można jakoś zrozumieć. Sporo mieszkańców Berlina spóźniło się do pracy. Problemy te bledną jednak, gdyby zestawić je z codziennością ukraińskich miast.

NOWY MIKOŁAJÓW | – Teraz jest w miarę bezpiecznie, na nasze miasto leci tylko kilka rakiet w miesiącu – mówi „Tygodnikowi” Serhij Koreniew, wicemer Mikołajowa, obwodowego miasta w południowej Ukrainie. W każdej unijnej stolicy wystarczyłaby jedna rakieta, by wzbudzić masową panikę. Tymczasem dla Mikołajowa to w miarę spokojny czas.

Po zajęciu sąsiedniego Chersonia, wiosną 2022 r. siły rosyjskie próbowały zdobyć także Mikołajów. Ofensywę udało się odeprzeć, ale skutki walk są widoczne do dziś. Tysiące budynków zostało uszkodzonych, w tym szkoły. Część dzieci do dziś uczy się zdalnie. Rosjanie zniszczyli ujęcia wody pitnej, mieszkańcy muszą czerpać ją w wyznaczonych punktach. – Przez osiem godzin dziennie nie ma prądu – opisuje Koreniew.

Miastem postanowił zaopiekować się rząd Danii. Wcale nie symbolicznie: dzięki duńskiemu wsparciu w wielu budynkach znów zjawiły się okna, do użytku przywrócono jedną ze szkół. Przy pomocy międzynarodowych partnerów tworzone są urbanistyczne plany, które przedstawiciele miasta przywieźli do Berlina. W planach jest rewitalizacja stoczni (w Mikołajowie, który przez szeroko rozlaną rzekę Boh ma dostęp do Morza Czarnego, jest ich kilka). Powstać ma nowy park przemysłowy.

Powojenny Mikołajów na komputerowo wygenerowanych prezentacjach prezentuje się spektakularnie. Tylko że to wciąż plany, a Rosjanie są wciąż blisko. Miasto leży kilkadziesiąt kilometrów na północ od linii frontu, którą stanowi naturalna linia Dniepru. Wróg kontroluje ruch wodny, port w Mikołajowie jest zablokowany. Ryzyko jest za duże, by już teraz inwestować w ambitne pomysły.

CZY TO MA SENS? | – W tym momencie wciąż nie może być mowy o klasycznej powojennej odbudowie. Dziś idzie o to, by utrzymać Ukrainę przy życiu – mówi „Tygodnikowi” Nico Lange, jeden z najbardziej cenionych w Niemczech analityków ds. Ukrainy i bezpieczeństwa.

Lange nie ma wątpliwości: przyszłość Ukrainy zdecyduje się na polu bitwy. Mimo to docenia nacisk, jaki w Berlinie położono na kwestię przyszłej odbudowy. – To ważne dla ludzi, którzy tu przyjechali – podkreśla. Lange wskazuje, że większość zagranicznych delegacji jadących do Ukrainy odbywa standardowy kurs pociągiem do Kijowa i z powrotem. W trakcie berlińskiego forum samorządowcy z Zaporoża, Czerniowców czy Mikołajowa mogli choć przez dwa dni poczuć światowe zainteresowanie i wsparcie.

Podobnie widzi to Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW), uczestnik konferencji: – Ważne jest utrzymanie kwestii odbudowy na agendzie międzynarodowej. Również społeczeństwo Ukrainy potrzebuje takich sygnałów.

Stąd liczą się też punktowe symbole, wskazujące kierunek rozwoju po wojnie. Z pomocą międzynarodową remontowane są pojedyncze szpitale, mosty, przedszkola. Wielka odbudowa to pieśń przyszłości. – Wielkie grupy kapitałowe i fundusze inwestycyjne zajmują już pozycje startowe, ale nie otwierają jeszcze kiesy – mówi Konończuk „Tygodnikowi”.

TERAZ BĘDZIE INACZEJ | Powojenna odbudowa to nie tylko altruistyczne pobudki i marzenia. Biznes i świat polityki kalkulują i czekają, by zarobić. Polska już raz miała dostać swój kawałek powojennego tortu: dwie dekady temu polski rząd przekonywał, że za udział w inwazji USA na Irak polskie firmy dostaną kontrakty. Koniec końców nic z tego nie wyszło.

– Porównanie z Irakiem jest nieadekwatne – mówi „Tygodnikowi” Radosław Sikorski, jeden z głównych gości w Berlinie. – Polska ma gigantyczne atuty. Rzeszów już jest hubem logistycznym dla wojska i pomocy zbrojeniowej – minister spraw zagranicznych jest przekonany, że Polska stanie się ośrodkiem odbudowy wschodniego sąsiada.

– Istnieje prosty powód, dlaczego polscy przewoźnicy zdominowali przewozy z Europy Zachodniej na tereny byłego Związku Sowieckiego. Nasi są odważniejsi w podróżowaniu i inwestowaniu – dodaje Sikorski z łobuzerskim uśmiechem. – W Ukrainie działają polskie firmy, które nie dały drapaka, funkcjonują dalej i będą się rozwijać. Wolumen transportu przez polską granicę w stronę Ukrainy w czasie wojny nawet wzrósł.

Również Wojciech Konończuk jest przekonany, że nie będzie można odbudować Ukrainy bez Polski: – Jesteśmy kluczowym państwem tranzytowym, a skala potrzeb ukraińskich będzie ogromna. Takie materiały jak okna, płytki, glazura, rury, wszystko, co jest potrzebne do prac budowlanych, łatwiej będzie kupić w Polsce niż we Francji czy Portugalii.

BARDZO WIDOCZNI | Kluczowym pytaniem pozostaje, czy polskie firmy będą podwykonawcami zachodnich koncernów, czy też będą samodzielnie realizować duże kontrakty? Polityczne decyzje w tym zakresie podejmować będzie specjalna platforma utworzona przy grupie państw G7. Można zostać jej członkiem, ale wejście do tego grona kosztuje okrągły miliard dolarów. Tyle trzeba przeznaczyć na odbudowę Ukrainy. Obecnie Polska wydała na ten cel 100 mln dolarów.

Niemcy, organizując z pompą konferencję, chcieli zaznaczyć, że są i będą liderami procesu odbudowy. Ale również polskie ambicje były w Berlinie bardzo widoczne. Liczni politycy, samorządowcy i przedstawiciele biznesu znad Wisły stanowili trzecią co do wielkości grupę narodową po Niemcach i Ukraińcach. To zasługa wielu polsko-niemieckich spotkań roboczych, które miały miejsce w ostatnich miesiącach.

– Proces odbudowy Ukrainy jest próbą przekroczenia pewnego pułapu niemożności dla polskich firm – twierdzi Paweł Kowal, przewodniczący polskiej Rady ds. Współpracy z Ukrainą. Kowal zapewnia w rozmowie z „Tygodnikiem”, że pod jego nadzorem ruszą szkolenia dla polskich firm, które chcą zaangażować się w inwestycje za wschodnią granicą.

RZETELNY RYNEK | Polski biznes nie wycofał się z Ukrainy po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji także dzięki dyskretnemu, ale odważnemu wsparciu instytucji państwowych. Katarzyna Kowalska, wiceprezeska Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (KUKE), mogła podczas dyskusji w Berlinie bez kompleksów promować działania swojej instytucji z pozycji światowego czempiona.

– To, w czym od początku inwazji jesteśmy liderem, to ubezpieczanie eksportu do Ukrainy. Polscy eksporterzy, którzy wysyłają tam towar z odroczonym terminem płatności, ubezpieczają się na wypadek, gdyby nie otrzymali na czas zapłaty – tłumaczy Kowalska „Tygodnikowi”.

W ciągu dwóch lat od rozpoczęcia inwazji KUKE ubezpieczyła polski eksport wartości około miliarda dolarów. – Jak pokazują nasze dane, rynek ukraiński wcale nie okazuje się ryzykowny, a ukraińscy odbiorcy rzetelnie płacą swoje zobowiązania. W tym samym okresie musieliśmy wypłacić więcej odszkodowań w związku z upadłościami firm w Niemczech – mówi Katarzyna Kowalska. – Nasze działania wspierają ukraińską gospodarkę, bo bez tych dostaw z Polski, które ubezpieczamy, gorsze byłoby zaopatrzenie tamtejszego rynku.

KUKE wraz z Bankiem Światowym finalizuje obecnie transakcję ubezpieczenia jednej z polskich inwestycji w Ukrainie od ryzyka wojny. Szczegóły nie mogą trafić do mediów. Nawet w normalnych warunkach biznes potrzebuje ciszy. Tymczasem każda nowa inwestycja na terenie Ukrainy to dziś ryzyko zupełnie innego wymiaru – na taki obiekt może przylecieć rakieta. Objęcie takich działań ubezpieczeniem jest mocnym sygnałem politycznej woli.

Polski ubezpieczyciel prowadzi też rozmowy o przyszłej współpracy, gdy rozpocznie się docelowa faza odbudowy, czyli remonty dróg, kolei, szpitali i całej infrastruktury.

Katarzyna Kowalska: – To będą inwestycje długoterminowe i będziemy starać się to robić razem z podmiotami z innych krajów. Przykładowo Polska i Niemcy podzielą się ryzykiem i zaoferują ubezpieczenie jakiegoś projektu w ramach odbudowy, ale jego realizacja będzie prowadzona partnersko, np. firma niemiecka będzie odbudowywać szpital, ale drzwi, okna i sprzęt medyczny zostanie zakupiony w Polsce.

POWRÓT NA ZIEMIĘ | Słuchając o tych wszystkich pozytywnych przykładach oraz o kolejnych deklaracjach wsparcia, można było odnieść wrażenie, że Ukraina znajduje się na drodze jednokierunkowej – ku rozwojowi i niekończącym się perspektywom. Tymczasem sytuacja na miejscu jest bardziej niż trudna. Zmasowane ataki rakietowe, które Rosja systematycznie prowadzi od marca, doprowadziły do zniszczenia większości infrastruktury energetycznej kraju (o czym więcej pisaliśmy w poprzednim numerze „TP”).

– Musimy reagować naprawdę niekonwencjonalnie – apeluje Nico Lange. – Nie tylko trzeba jak najszybciej naprawić uszkodzone elektrownie. Ale też nasze elektrownie, których nie potrzebujemy w Niemczech, trzeba rozmontować i następnie zmontować na terenie Ukrainy. Co innego można zrobić? Przecież generatory nie zaopatrzą w energię np. wielkich zakładów stalowych. Kolejne dokumenty tworzone przez polityków też nie. A jak gospodarka stanie, to wielu Ukraińców znów zacznie myśleć o opuszczeniu kraju – argumentuje Lange.

I tak oto jednym z głównych wniosków konferencji, która ma dotyczyć odbudowy, okazuje się pilna potrzeba wzmocnienia militarnego Ukrainy, by mogła lepiej bronić swojej przestrzeni powietrznej. – Ukraińcy potrzebują od nas amunicji do obrony powietrznej, systemów przeciwdronowych i pomocy w naprawie czołgów oraz wozów bojowych – wylicza Lange.

Podczas pobytu Zełenskiego w Berlinie niemieckie władze obiecały przekazanie Ukraińcom kolejnego zestawu Patriot i amunicji do systemów obrony przeciwrakietowej. – Teraz musimy przede wszystkim przyspieszyć produkcję w sektorze zbrojeniowym, aby można było usprawnić wysyłkę pomocy militarnej Ukrainie – uważa Lange.

Inaczej na kolejnej, przyszłorocznej międzynarodowej konferencji trzeba będzie planować odbudowę na jeszcze większą skalę.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Kiedyś będzie przepięknie