Cena

Miniony piątek. Liturgia mszalna opowiada o śmierci św. Jana Chrzciciela (zob. Mk 6, 14-29). To jeden z trudniejszych w odbiorze fragmentów Ewangelii – opis wydarzenia, w którym zło zdaje się wręcz obezwładniać.
Czyta się kilka minut

Radykalny i bezkompromisowy prorok, stojący na granicy Testamentów, sprawiedliwy i święty, „największy spośród narodzonych z niewiasty” – ginie w wyniku przysięgi złożonej przez podchmielonego władcę zdegenerowanej dziewczynie, podjudzonej przez zawziętą matkę. Jego głowa, zapewne ociekająca jeszcze krwią, wniesiona jest na misie, dla uciechy podpitych współbiesiadników Heroda tetrarchy. W powietrzu słychać wręcz chichot bezczelnego i bezkarnego zła.

W ten sam piątek w Warszawie, u Świętego Krzyża, odbywa się nocne czuwanie modlitewne w intencji ofiar handlu ludźmi, czyli współczesnego niewolnictwa. Każdego roku ofiarą tego rodzaju przestępstw pada na świecie ponad 2 mln nowych osób (w większości kobiet i dzieci). W chwili, gdy piszę te słowa, liczba ludzi obróconych w rzeczywistych niewolników szacowana jest na naszym globie na ok. 25 (wedle niektórych nawet na 27) milionów!

Tamten bezczelny i drwiący chichot powraca echem... Przypomina mi się zdanie usłyszane kiedyś na kazaniu o św. Janie Marii Vianneyu. Ksiądz powiedział m.in., że proboszcz z Ars obok znajdującej się w jego kościele figury św. Jana Chrzciciela umieścił napis głoszący, iż „Święty ten zginął przez taniec”. Śmiałem się wtedy głośno – jak wszyscy wokół. Dziś nie jest mi do śmiechu. Zastanawia mnie raczej jego źródło.

Zapewne wynikał on z prostego wyczucia: „No, nie przesadzajmy. Nie można wszędzie doszukiwać się zła. Taniec i śmierć – gdzie jedno, a gdzie drugie?”. Poza tym, każdy z nas lubi czasem potańczyć.

To jasne. Być może jednak św. Jan Maria Vianney chciał uświadomić swoim parafianom coś innego? Może chciał im pokazać, że św. Jan Chrzciciel stał się ofiarą nie tylko tej trójki: Heroda, Herodiady i Salome? Może odpowiedzialność za jego śmierć – z zachowaniem wszystkich proporcji – spada także na wszystkich wesołych uczestników tamtej urodzinowej biesiady? Czy nie wszyscy dali się wciągnąć w wyzbytą jakiejkolwiek moralnej refleksji zabawę? Nikt nie sprzeciwił się słowem, nie wyszedł, nie zareagował stwierdzeniem, że oto właśnie przekraczane są wszelkie – boskie i ludzkie – granice. I że jeszcze... można się zatrzymać.

Ewangelista opisując decyzję Heroda, stwierdza: „zasmucił się, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej [dziewczynie] odmówić” (Mk 6, 26). Czy Herod bał się tylko potencjalnej dezaprobaty swoich gości? Czy raczej wyczuł ich rozochocenie i intencje?

Tu właśnie widać, jak ważne są takie momenty, jak owo warszawskie czuwanie. Jak ważni są ludzie i organizacje mające energię i odwagę, by zaprotestować przeciw złu – by je nazwać i opisać, i by przywołać dramat ofiar. Ważne jest czuwać, i ważne jest włączyć się w tę modlitwę.

Ważne jest jednak również przyjrzeć się własnej odpowiedzialności – znów z zachowaniem wszelkich proporcji. W Europie dwie trzecie ofiar współczesnego niewolnictwa jest wykorzystywane w „przemyśle erotycznym”; w Azji – w przymusowej pracy. Czy możemy z mocą przemawiać i modlić się w intencji tych ofiar, jeśli nie stać nas na równie czytelną postawę wobec pornografii z jednej strony, a życia gospodarczego (konsumenckiego), zredukowanego wyłącznie do doraźnego rachunku strat i zysków – z drugiej? „Wszystko jest dla ludzi” – usłyszałem ostatnio z ust dziewczyny nagabującej mnie na wejście do „klubu” (tak odpowiedziała na informację towarzyszącego mi franciszkanina, że jesteśmy duchownymi...). Cena nie jest w pieniądzach. Jest w ludziach. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 07/2017