Cała władza w ręce Rady

Danuta Waniek udowadnia, że jest prawdziwą żelazną damą polskiej lewicy. Gdy SLD jest w pełnym odwrocie, ona stara się przeprowadzić kontrofensywę. Cel: odzyskanie władzy w telewizji publicznej.

12.06.2005

Czyta się kilka minut

Plan opanowania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji powiódł się w stu procentach. Po ostatnich uzupełnieniach lewica, przy pomocy PSL, może liczyć na 8 z 9 głosów. Nawet przy niepełnej dyscyplinie w tej grupie przewodnicząca może przeprowadzić każdą, nawet najbardziej ryzykowną uchwałę.

20 maja KRRiT uchwaliła, że mandat przewodniczącego rady nadzorczej TVP Marka Ostrowskiego wygasł, a w ostatni czwartek wybrała na jego miejsce związanego z lewicą byłego szefa kancelarii Sejmu Krzysztofa Czeszejko-Sochackiego. Rzecz w tym, że Krajowa Rada podjęła uchwałę i dokonała wyboru nielegalnie. Przekroczyła swoje kompetencje. Wcześniej sąd stwierdził, że Rada nie jest stroną w tej sprawie, i że sporną kwestię mandatu Ostrowskiego rozpatrzy 6 lipca na podstawie pozwu złożonego przez prezesa TVP. Danuta Waniek postanowiła nie czekać tak długo.

Lewica się niecierpliwi, bo za wygaśnięciem mandatu przewodniczącego rady nadzorczej kryje się furtka do władzy nad TVP. Po “aferze Rywina" SLD, PSL i prezydent RP musieli podzielić się z opozycją władzą w TVP, sprawowaną dotychczas przez prezesa Roberta Kwiatkowskiego. Nowa rada nadzorcza w konkursie, którego zasady zmieniano już w trakcie gry, wybrała nowy zarząd. Dwa miejsca, w tym stanowisko prezesa, przypadły prawicy. Trzy miejsca, w tym stanowisko szefa programu, dostała lewica. Prezesem został członek PO Jan Dworak, a szefem programu - Ryszard Pacławski, człowiek Kwiatkowskiego. Jego osoba i przewaga lewicy 3:2 dawała jej nadzieję na utrzymanie władzy.

Jednak Dworak nie chciał zrezygnować z wpływu na rzecz w telewizji najważniejszą, czyli program, i po miesiącach sporów z Pacławskim przekonał radę nadzorczą, że ten uniemożliwia mu zarządzanie firmą. Nie zdołano zebrać 6 głosów potrzebnych do odwołania szefa programu, ale zebrano 5 wystarczających do jego zawieszenia. Ta dziwaczna sytuacja z zawieszonym członkiem zarządu z prawem do pensji trwa od ośmiu miesięcy. Równocześnie trwa spór, czy jego zawieszenie było legalne. Wśród pięciu głosów “za" był głos Ostrowskiego, który okazał się człowiekiem pazernym i niepomnym niecnych praktyk ujawnionych przed komisją śledczą. Będąc przewodniczącym rady nadzorczej TVP podpisał umowę o pracę na stanowisku wicedyrektora Programu 3 tejże TVP. Konflikt interesu jest ewidentny, a według niektórych ekspertyz prawniczych takie łączenie stanowisk, pomimo szybkiej rezygnacji Ostrowskiego z dyrektorskiego etatu, jest sprzeczne z prawem i powinno powodować natychmiastowe wygaśnięcie mandatu w radzie nadzorczej. Jeżeli tak to głos Ostrowskiego za zawieszeniem Pacławskiego jest nieważny i cała uchwała rady też.

Przeforsowanie teorii o wygaśnięciu mandatu przewodniczącego rady nadzorczej TVP i automatycznym przywróceniu do pracy Pacławskiego daje lewicy przewagę tak w zarządzie, jak i w radzie nadzorczej, czyli władzę w telewizji publicznej. Jest się o co bić w przeddzień wyborów parlamentarnych i prezydenckich. Równie pociągające jest panowanie w telewizji, gdy władzę przejmie prawica. Postępowanie w takiej sytuacji lewica opanowała do perfekcji za czasów Kwiatkowskiego i rządu AWS.

Oczywiście ten scenariusz może się nie powieść. Jednak wtedy na pocieszenie lewicy pozostanie sparaliżowanie i przez to skompromitowanie “prawicowej" TVP. Czterech lewicowych członków rady nadzorczej już zdecydowało, że nie będzie brało udziału w głosowaniach, jeśli radzie będzie dalej przewodniczył Ostrowski. Dwóch lewicowych członków zarządu straszy, że nie będą przychodzić na posiedzenia zarządu, a wtedy zarząd bez nich i bez Pacławskiego nie będzie władny podjąć żadnej decyzji. Sam Pacławski po uchwale KRRiT uznającej wygaśnięcie mandatu Ostrowskiego niespodziewanie zjawił się na posiedzeniu zarządu, gdzie prezes Dworak miał zagrozić mu użyciem siły, jeśli nie opuści obrad z własnej woli. Wybranie nowego członka rady nadzorczej przez Krajową Radę jeszcze bardziej skomplikowało sprawę. Statut TVP mówi o 9 członkach. Teraz jest ich jakby 10. Z nich 5 uznaje decyzję KRRiT, a 5 nie, ale 5 członków wystarczający, by rada nadzorcza podejmowała decyzje. TVP może więc mieć dwie rady nadzorcze. Nic tylko utworzyć kolejny kanał tematyczny Reality TVP i transmitować to na żywo.

Tak absurdalny scenariusz wydarzeń jest możliwy, bo zdaniem lewicy nie ma takiej rzeczy, która mogłaby ją jeszcze bardziej skompromitować w oczach wyborców. W ubiegłym tygodniu Waniek wyznała czytelnikom “Rzeczpospolitej", że działa w konieczności obrony “rodowych sreber", czyli TVP przed prywatyzacją planowaną przez PO. Rzecz w tym, że jakie są plany Platformy w kwestii mediów, nie wie nawet ona sama, natomiast PiS dałoby się raczej pokroić niż pozwolić na sprywatyzowanie choćby cząstki publicznej TV. Obie partie, wsparte przez LPR, chcą natomiast postawienia przewodniczącej KRRiT przed Trybunałem Stanu za złamanie prawa i sprzyjanie zawłaszczeniu TVP przez jedną opcję polityczną.

PO i PiS chciałyby likwidacji KRRiT, ale to wymaga zmiany Konstytucji, a wcale nie jest pewne, czy po wyborach to się uda. Innym sposobem jest odwołanie Rady przez nieprzyjęcie jej rocznego sprawozdania. To jednak wymaga, by przyszła koalicja rządząca miała większość w obu izbach parlamentu i swojego prezydenta, co też nie jest pewne. Ten sam warunek musi być spełniony do zmiany ustawy medialnej.

Tymczasem KRRiT trzyma się mocno, a lewica w Radzie jeszcze lepiej. W 2007 r. wygasną w niej zaledwie trzy mandaty, w tym jeden prawicowy. Następna zmiana nastąpi w 2009 r. pod koniec kadencji parlamentu. Jeżeli obecna KRRiT przetrwa, to dopiero wtedy lewica straci w niej wpływy, a i to pod warunkiem, że zapowiadana koalicja PO-PiS zdobędzie druzgocącą przewagę w obu izbach parlamentu i pałac prezydencki. Nic więc dziwnego, że Rada z wiarą w lepszą przyszłość opracowuje strategiczne plany regulacji rynku medialnego do 2020 r., a w ramach tych planów rozważa możliwość wprowadzenia obowiązku rejestrowania domowych komputerów i telefonów komórkowych UMTS oraz uzyskiwania koncesji przez stacje radiowe i telewizyjne działające w internecie.

Nie ma żadnych powodów, by w świecie cyfrowym, gdzie pojęcie ograniczonej liczby częstotliwości nie istnieje, wprowadzać koncesje, ale Krajowa Rada nie wyklucza takiej możliwości. I słusznie. Co to za władza, która pozwala obywatelom prowadzić działalność bez koncesji? Albo precyzyjniej: po co lewicy taka władza, która nie włada mediami publicznymi i koncesjami?

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 24/2005