To był festyn, nie festiwal: dyskusje z towarzyszeniem gdakania kur, czytanie wierszy pod drzewem

Trzeba się skrzyknąć, pozbierać – myślałem w Holi. Trzeba tworzyć miejsca, w których będziemy się uczyć przeżywać czas inaczej, z pasją, ale bez wyciągania ręki po coraz to nowe, coraz dalsze, coraz trudniej dostępne.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz // Fot. Grażyna Makara

Czasem piszę o wielkich sprawach społecznych, a czasem o tym, co mam tu, blisko. Prawdę mówiąc, coraz chętniej o tym drugim. Wielkie społeczne problemy biorą się na ogół z tego, że nie potrafimy dojść do ładu z tym, co jest w zasięgu ręki. Że bliskość, intymność przeżywamy pośpiesznie, nieuważnie.

Dużo o tym myślałem podczas festynu literackiego, na który zaprosiły mnie Sylwia i Zosia. Festyn nazywał się „Hola, hola, literatura!” – od nazwy wsi, w której odbywała się część spotkań. Hola leży w gminie Stary Brus, w powiecie włodawskim. Turyści zatrzymują się tam, żeby obejrzeć dziewiętnastowieczną cerkiew i położony obok niewielki skansen. Największym wydarzeniem co roku jest prawosławny odpust św. Antoniego Pieczerskiego, organizowany w ostatnią niedzielę lipca. Na łące obok cerkwi i na terenie skansenu rozkładają się wtedy dziesiątki stoisk, na których kupić można niemal wszystko – od wspaniałych dzieł ludowych rzeźbiarzy po kwas chlebowy, włoskie lody i podhalańskie oscypki. Poza tym w Holi niewiele się dzieje.

Dlatego dziewczyny pomyślały o festynie. Czemu festyn, a nie festiwal? Może dlatego, żeby podkreślić odświętny charakter wydarzenia. A może, żeby dać znać, że impreza nie zamierza się ścigać z wielkimi festiwalami. Co innego podczas „Holi, holi...” było ważne. Program był właściwie tylko ramą dla innych przeżyć. Czas zrobił się szeroki, pojemny, było go pod dostatkiem na rozmowy, picie wina w cieniu drzew, zajadanie się drożdżówkami i popcornem. Upał przychodził i odchodził, podobnie deszcz. Dyskusje toczyły się przed drewnianym spichlerzem w Pieszowoli, dokąd dolatywało gdakanie kur, beczenie owiec i kóz. Wiersze czytało się w polu pod wiązem, siedząc na dywanie, po którym spacerowały mrówki, albo wprost na trawie.

Kameralność. Bycie twarzą w twarz. Czytanie nie dla anonimowej widowni, ale dla ludzi, których poznało się z imienia. Przeciągnięcie literatury z powrotem na stronę prywatności. Obcowanie ze słowem bardziej pierwotne, w kręgu, bez pośrednictwa mikrofonów, wśród brzóz samosiejek, z pniem za plecami. Agata Jabłońska przywiozła swojego legendarnego Leśmiana w wyborze Zadury; oprawiła go przed laty w korę brzozową, wykleiła od wewnątrz, coś niecoś mu nadpisała. Czytaliśmy wiersze swoje i cudze, tak jak się śpiewa własne i zasłyszane pieśni.

Trzeba się skrzyknąć, pozbierać – myślałem w Holi. Trzeba tworzyć miejsca, w których będziemy się uczyć przeżywać czas inaczej, z pasją, ale bez wyciągania ręki po coraz to nowe, coraz dalsze, coraz trudniej dostępne. Wszystko, co potrzebne, mamy w pobliżu, obok, przed sobą, w sobie. Jest tyle rzeczy, którymi możemy obdarować się nawzajem, niekoniecznie za wielkie pieniądze. Tylu rzeczy możemy się od siebie nauczyć. Adam, który pracuje jako urzędnik w jednej z agencji, popołudniami naprawia stare, rozpadające się książki. Robi to z miłości, nie dla zysku, nauczył się sam, jak scalić rozpadającą się okładkę, wzmocnić szycie, usztywnić grzbiet. Naprawia „Kuchnie polskie” i „Pany Tadeusze” w przekonaniu, że nie potrzeba nowych wydań, skoro stare wciąż są dobre, wymagają tylko renowacji. Nam, nauczyciel chińskich sztuk walki, uczy z kolei zgody z samym sobą, z własnym ciałem, z własną historią. „Ach, szkoda, że nie byłaś na spotkaniu z Namem”, mówi Ania do córki Mariaszki. „Mistrz powiedział, żeby niczego w życiu nie żałować”. „No to czemu żałujesz, że mnie nie było?”, pyta przytomnie Mariaszka.

No właśnie, trochę żałuję, że was tam nie było, a trochę nie. Gdybyście wszyscy przyjechali, kameralność byłaby niemożliwa. To nie znaczy, że nie zapraszam na przyszły rok. Zapraszam jak najbardziej. Ale trzeba tworzyć podobne wspólnoty także w innych miejscach. Hasło festynu brzmiało: „Na dobrej drodze wszystko po drodze”. Droga spotkania, bliskości, uważności jest drogą najlepszą. I wszędzie możliwą.

Zwłaszcza że ta droga prowadzi nas także ku temu, co pozaludzkie. Kiedy zebrały się chmury i zaczęło padać, najpierw delikatnie, a potem coraz gwałtowniej, zostało nas pod wiązem kilka osób i Agata recytowała dla nas swój wiersz (tu przytaczam tylko fragment):

mówi mi: wejdź, gdzie robi się ciemniej. liście są
miękkie, jesteś fragmentem
mówi: to nieźle, gdy coś rozmięknie, zleje się
zwiędnie. i tak jest największe               

mów do mnie częściej, niech czas ugrzęźnie w błocie
i mroku, w ścianach wąwozu, w wodzie potoku
w tym chropowatym, które masz w środku

i mówi: weź mnie w najwyższe miejsce, pośród gałęzi
jestem bezpieczne, niech cię obejdzie, niech cię
obejmie, rozpuść napięte, a nowym dniem
cię grzeją promienie. ziemia mówi: dzięki że jesteś

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 32/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Na dobrej drodze