Bush vs. Kerry - do przerwy 0:1

Pierwsza telewizyjna debata kandydatów do Białego Domu, poświęcona polityce zagranicznej, przyniosła sukces Johnowi Kerry'emu. Przede wszystkim, klarownie i wiarygodnie przekonywał on, że etykietka flip-flopper (chorągiewki na wietrze), którą chce mu przykleić George W. Bush jest chybiona.
Czyta się kilka minut

Wojnę w Iraku poparł, lecz tylko jako środek ostateczny: argumentował, że przedtem należało zbudować szeroką koalicję przy wykorzystaniu ONZ - Bush tego nie zrobił i dlatego sytuacja jest katastrofalna. Na tezę, że Wódz Naczelny nie może zmieniać zdania zależnie od koniunktury, bo dezorientuje świat, naród i własnych żołnierzy, odpowiadał, że prezydent, owszem, powinien być silny i zdecydowany, ale musi być też rozważny. Bo kiedy pewny swego Przywódca nie ma racji, staje się niebezpieczny. Taktykę trzeba modyfikować zależnie od sytuacji, a nie bronić przegranych pozycji.

Kerry udowodnił, że pod względem politycznego kalibru w niczym Bushowi nie ustępuje. Przeciwnie: górował rzeczowością, ale i szybkością reakcji, spokojem, ale i bezpośredniością. Potrafił połączyć właściwą sobie intelektualną dyscyplinę z zaskakującym jak na niego luzem. W efekcie przypominał Billa Clintona i, wbrew obawom doradców, mógł spodobać się także tzw. przeciętnemu wyborcy.

Prezydent natomiast wyraźnie się denerwował. Podczas ostrzejszych napaści Kerry’ego, widocznie drgał mu nawet mięsień twarzy. Robił wrażenie zmęczonego. Wciąż zresztą powtarzał, że ma “ciężką pracę". Sam unikał zbyt ostrych ataków, w nadziei na punkty płynące z godności pełniącego urzędu. Trzymał się scenariusza - rzadziej niż Kerry spontanicznie odpierał twierdzenia rywala konkretnymi kontrargumentami. Ale też nie zawsze odpowiadał na temat. Tylko w porywach potrafił głosić swe tezy z pasją i wiarą, że to, co robi, jest słuszne. W rezultacie nie potrafił pokonać przeciwnika na swoim, wydawałoby się, terenie: bezpieczeństwa kraju i wojny z terroryzmem.

Co jednak najważniejsze: kuriozalne rygory debaty, normujące wszystko - od długości odpowiedzi do temperatury w sali, nie rozmyły konfliktu ideologii i osobowości. Także niezdecydowani wyborcy musieli uznać, że naprzeciw siebie stanęli dwaj mężowie stanu, warto więc obejrzeć kolejne starcia i zainteresować się bliżej demokratą. A o to chodziło Kerry’emu. Bo co będzie, gdy dyskusja zejdzie na sprawy społeczne i gospodarcze?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 41/2004