Bułhakow w Teheranie

„Rękopisy nie płoną” to misternie skonstruowana opowieść o życiu w totalitarnym systemie, przypominająca „Życie na podsłuchu”. Jednak akcja toczy się współcześnie.
Czyta się kilka minut
Kadr z filmu „Rękopisy nie płoną” / Fot. MATERIAŁY PRASOWE
Kadr z filmu „Rękopisy nie płoną” / Fot. MATERIAŁY PRASOWE

Znawcy współczesnego Iranu zwykle nie lubią, kiedy porównujemy tamtejszą rzeczywistość do czasów komunizmu w Europie Środkowo-Wschodniej – traktują to jako uproszczenie. Tymczasem film irańskiego reżysera Mohammada Rasoulofa aż prosi się o tego rodzaju analogię. „Rękopisy nie płoną”, już samym tytułem odsyłające do „Mistrza i Małgorzaty” i czasów stalinowskiego terroru, mają też duszny klimat niemieckiego „Życia na podsłuchu”, zaś widok zawiniętego w koc ciała wrzucanego do bagażnika budzi u widza z naszej części świata natychmiastowe skojarzenia.

Podobnie jak u Bułhakowa, to język jest najniebezpieczniejszym narzędziem wymierzonym w totalitarny system. Niepokornych pisarzy nazywa się w filmie „NATO kultury”, bo swymi książkami „zagrażają bezpieczeństwu narodowemu”. Zakneblowani przez władze, mają do wyboru poddanie się cenzorskim nożycom, imigrację wewnętrzną, publikację w infiltrowanym internecie albo pójście na największe ryzyko, czyli podziemne wydanie swego dzieła. U Rasoulofa właśnie taki zbójecki rękopis jest przedmiotem zainteresowania służb specjalnych. Kierujący akcją młody aparatczyk ma do ugrania również swój prywatny interes, jako że powieść zawiera fakty z jego dysydenckiej przeszłości. Poszukiwanie kopii książki zamienia się w polowanie na sędziwych irańskich „wykształciuchów”. Perfidność tej nagonki polega na tym, że system, nie przebierając w środkach, jednocześnie bardzo dba o swoją reputację – działa po cichu i z ukrycia.

W misternie skonstruowanej opowieści jest miejsce dla kilku głównych bohaterów. W tym dla egzekutora pracującego dla tajnych służb. Tępe podporządkowanie władzy ma we krwi, a w dodatku potrzebuje pieniędzy na operację synka. W wykonywaniu brudnej roboty przeszkadzają mu tylko natrętne telefony od żony (jej twarzy nigdy nie zobaczymy), która obwinia go, że choroba dziecka jest karą za złe uczynki. Czy zabójca kiedykolwiek zmyje z siebie tę winę? Czy zadrży mu ręka podczas wykonywania następnego zlecenia?

Oparty na faktach i zakazany w Iranie film nie posiada napisów końcowych, by nie narażać ekipy na polityczne szykany (reżyser mieszka obecnie w Niemczech). Gdyby jednak wybrać z niego jedną, najmocniejszą scenę, nie byłoby to ani przesłuchanie, ani egzekucja, ani dysputy intelektualistów czy moralne niepokoje sługusa systemu, ale ten końcowy moment, w którym wspomniany zabójca próbuje wmieszać się w tłoczną teherańską ulicę. Zgodnie z tradycją irańskiego kina raz jeszcze filmowa fikcja przechodzi na stronę rzeczywistości.


„Rękopisy nie płoną” („Dast-Neveshtehaa Nemisoosand”) scen., reż. i prod. Mohammad Rasoulof. Iran 2013. W kinach od 27 czerwca.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 26/2014