Bonowicz: Kiedy nasze „nie” ma sens?

Sprzeciw łatwo dziś wykrzyczeć, jest ku temu dość miejsca, a konsekwencje w naszej części świata są niewielkie.
Czyta się kilka minut
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara
Wojciech Bonowicz / Fot. Grażyna Makara

Nie” – słówko, o którym ostatnio rozmyślam. „Nie” mówione samemu sobie i „nie” mówione temu, co na zewnątrz. Przekorne lub afirmatywne, wyraz buntu albo rezygnacji, nadziei lub rozpaczy. „Nie” potężne, fundamentalne („zwracam bilet!”) i skromne „nie”, potrzebne, by w konkretnej sytuacji rozstrzygnąć, jak daleko można się posunąć. „Nie” jako zakaz („nie zabijaj”) i nakaz („nie bądź obojętny”), jako drogowskaz i siła zdolna obalać fałszywe drogowskazy. Histeryczne, intuicyjne „nie”, i „nie” przemyślane, o które można się oprzeć jak o mur. „Nie” stanowcze, a nawet ostentacyjne, i „nie” wycofane, zawstydzone własną odwagą. „Nie” będące wynikiem kalkulacji i „nie”, które staje w obronie tego, w co wierzy, bez względu na okoliczności…

Kiedy nasze „nie” ma sens, a kiedy jest jedynie przekorą, grymasem, odreagowaniem? Jak odróżnić bunt prawdziwy od konformizmu przebranego za bunt? Wbrew temu, jak sobie siebie wyobrażamy, jesteśmy raczej skłonni akceptować to, co życie przynosi – nawet gdy je krytykujemy i gdy tęsknimy za zmianą. W sytuacjach próby większość z nas czeka na to, co zrobią inni. Z drugiej strony, złość czy sprzeciw niezwykle łatwo dziś wykrzyczeć, jest ku temu dość miejsca, a konsekwencje, przynajmniej w naszej części świata, są niewielkie. Wykrzyczeć wściekłe „nie” – dobrze, ale co dalej? Bywa takie „nie”, które przede wszystkim usiłuje zawstydzić innych, milczących. Ale bywa i takie, które przejmuje dreszczem, powiedziane we właściwej chwili i we właściwym miejscu. „Nie” będące niczym szarpnięcie za ramię kogoś, kto zapadł w zbyt głęboki sen.


BONOWICZ: DLACZEGO WYBIERAM ŻYCIE W POPRZEK PODZIAŁÓW PLEMIENNYCH >>>>


„Niespecjalnie lubię obsesyjne, neurotyczne »nie«, »nie«, które w siódmym miesiącu naszego życia wyryło się w głębszych warstwach naszego mózgu, na przykład dlatego, że nie przewijano nas w odpowiednim czasie”, pisał czeski poeta Miroslav Holub (cytuję jego esej w przekładzie Leszka Engelkinga). „Obsesyjne »nie« to domena drobnych Mefistofelesów, takich jak w »Fauście« Goethego, duchów, które stale przeczą, chociaż nie znają swojego »tak«. (...) Wolę małe, spokojne, niediabelskie »nie« w całkiem konkretnej sytuacji i pod warunkiem, że człowiek jest absolutnie pewien swego. Z małym, konkretnym »nie« możemy się ewentualnie wydostać z oszołamiającego kolektywu samych »tak« albo samych »nie«, osamotnieć, uniezależnić się i tak już pozostać. A to jest jedna z niewielu dróg godności, dojrzałości, poczytalności i wolności. O chronicznej pewności słusznie powiedział Jean Rostand: jest niewolnictwem”.

Ja także ufam temu małemu „nie”. Bardziej pojedynczemu niż zbiorowemu, choć przecież nieobojętnemu na los zbiorowości. Dojrzalszemu dlatego, że – jak tłumaczy dalej Holub – skłonnemu od czasu do czasu przeciwstawić się „tradycji, głęboko wrośniętemu, starczemu albo i młodzieńczemu oportunizmowi, uniformizmowi i prawdopodobieństwu”. Ufam „nie”, które myśli, argumentuje, przewiduje. „Nie chodź utartymi drogami, bo się pośliźniesz”, przestrzega Lec. Małe „nie” samo sobie wyznacza drogę, wybierając, nie musi trwożliwie oglądać się na innych. I nie szantażuje nikogo moralnością. To konkretne, z zasady nieufne „nie” odróżnia słabych od silnych, cynicznych od prawdomównych i wie, kiedy za kim stanąć.

Jeżeli nasze zbiorowe „nie” nieraz ponosi klęskę, to właśnie dlatego, że nie ma oparcia w tym osobistym, małym „nie”. Że albo to małe „nie” jest zbyt słabe, niegotowe, zagubione, albo to duże wyrasta jakby obok, poza nim czy nawet wbrew niemu; jedno „nie” z drugim „nie” nie potrafią się spotkać. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru Nr 20/2023

W druku ukazał się pod tytułem: Twoje małe „nie”