„Bohaterka” trzyma za gardło. Szpitalny dyżur bez oddechu

Film Petry Biondiny Volpe pokazuje jeden dyżur szwajcarskiej pielęgniarki jak thriller: bez patosu, bez medycznej sensacji, za to z uczciwym spojrzeniem na pracę, od której zależy życie.
z cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Leonie Benesch w filmie „Bohaterka”, reż. Petra Biondina Volpe. Prod. Niemcy/Szwajcaria 2025 r. // Fot. materiały prasowe Prime Video
Leonie Benesch w filmie „Bohaterka”, reż. Petra Biondina Volpe. Prod. Niemcy/Szwajcaria 2025 r. // Fot. materiały prasowe Prime Video

Chwilami trudno złapać oddech. Kiedy Floria dowiaduje się, że będzie dziś jedyną pielęgniarką na całym oddziale, wspomaganą wyłącznie przez mało doświadczoną stażystkę, nie ma nawet minuty, by opracować logistykę. Od razu wpada w wir popołudniowej zmiany – i my razem z nią. 

W ciągu osiemdziesięciu minut poznamy od podszewki nie tylko funkcjonowanie opieki medycznej w zamożnym kraju, ale i jego zróżnicowaną społecznie tkankę. Przede wszystkim jednak „Bohaterka” pozwala wejść w buty kogoś, kto wykonuje jeden z najbardziej poszukiwanych (i ciągle sfeminizowanych) zawodów w Europie

Pielęgniarka w centrum kadru

Film, który był szwajcarskim kandydatem do Oscara, pokaże nam w zbliżeniu, jak szybko niszczą się pielęgniarskie buty i jakim heroizmem może emanować te kilkanaście godzin z życia personelu medycznego, uważanego niegdyś za „średni”. 

Lekarze są tu bohaterami dalekiego planu. Za to kamera nie spuszcza z oka Leonie Benesch, jedynej w swoim rodzaju niemieckiej aktorki, znanej u nas choćby z „Pokoju nauczycielskiego” (2023) Ilkera Çataka. Podobno osobiście praktykowała w szpitalu, by przygotować się do nowej roli, i także tym razem gra młodą osobę bezgranicznie oddaną swojej pracy, postawioną wobec kryzysowej sytuacji. 

Tyle że Floria przeżywa wiele takich kryzysów w ciągu jednego dnia. Działa wielofunkcyjnie, podejmuje błyskawiczne decyzje, odpowiada na dziesiątki pytań, wysłuchuje zwierzeń, strofuje, pociesza... I jeszcze musi znosić mniej lub bardziej nieuzasadnione roszczenia ze strony pacjentów. Zwłaszcza tych uprzywilejowanych, z prywatnym ubezpieczeniem, bo film Petry Biondiny Volpe nie ucieka od ekonomicznych kontekstów. Jednocześnie wznosi się ponad łatwe diagnozy, by powiedzieć, że tak naprawdę nie ma mocnych w obliczu terminalnej choroby. 

Dyżur jak thriller

Film, niemal całkowicie zamknięty w szpitalnych murach, tylko pozornie przypomina głośny amerykański serial „The Pitt” czy omawiany w tym cyklu duński film „Niezamierzone ofiary”. Nie ma tu typowo sensacyjnej akcji czy moralnych rozważań – ot, zwykła pielęgniarska rutyna, dociążona nagłą absencją koleżanki. Czyli szpitalne „wszystko wszędzie naraz”, gdzie jest jeszcze moment, by popatrzeć na zdjęcie pieska w telefonie staruszka, zanucić uspokajającą piosenkę rozdygotanej pacjentce, a chorą na raka przez chwilę potrzymać za rękę.

Mimo to „Bohaterka” unika tonów sentymentalnych, bywa wręcz szorstka i po pielęgniarsku „zadaniowa”. Toteż niewiele dowiemy się o prywatnym życiu Florii – za to podczas kolejnych obchodów, między odwiedzaniem cierpiących na zatwardzenie a najcięższymi przypadkami, nabiera realnej substancji przestarzałe dziś pojęcie „służba zdrowia”. 

Czas, którego brakuje 

Film Volpe, choć wystrzega się konwencji i efektów charakterystycznych dla „kina medycznego”, trzyma za gardło niczym rasowy thriller (jakże łatwo w tej nerwówce pomieszać fiolki albo pomylić dawki leków), by już za chwilę doprowadzić do rozładowania ciężkiego nastroju. Akcja podąża w skupieniu za rozpędzoną bohaterką, zmuszoną na skutek systemowych deficytów do uprawiania fizycznych i psychicznych maratonów. 

Stąd drugim głównym bohaterem tego filmu zdaje się czas – inaczej mierzony przez pacjentkę pogrążoną w cierpieniu, a inaczej przez uzbrojonego w drogi szwajcarski zegarek chorego biznesmena, który domaga się „na już” miętowej herbaty. Inny jest szpitalny czas skapujący powoli niczym w kroplówce i ten, którego niewiele już pozostało. 

I wreszcie czas zagęszczony do maksimum, przeżywany przez widza razem z Florią niemal jak czas rzeczywisty. Gdyby powiedzieć, że film o niej ma być hołdem złożonym tysiącom podobnych bohaterek spoza ekranu, zabrzmiałoby to patetycznie i nie oddałoby żywego nerwu tej opowieści. Ale reżyserka, korzystająca przy tworzeniu scenariusza z autobiograficznej książki napisanej przez niemiecką pielęgniarkę, wcale nie ukrywa, że tak właśnie jest. 

„BOHATERKA” („Heldin”) – reż. Petra Biondina Volpe. Prod. Niemcy/Szwajcaria 2025. CDA Premium, Prime Video. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł