Bracia po dwóch stronach frontu. W „Mariince” wojna rozsadza rodzinę od środka

Co czują bracia, którzy stanęli naprzeciw siebie po różnych stronach frontu? Dokument „Mariinka” to intymna i zarazem epicka opowieść o ukraińskim doświadczeniu wojny. 
w cyklu CO OBEJRZEĆ W WEEKEND
Czyta się kilka minut
Natasha Borodynia w filmie dokumentalnym „Mariinka", reż. Pieter-Jan de Pue. Prod Belgia/Niderlandy/Niemcy 2026 r. // materiały prasowe Docs Against Gravity
Natasha Borodynia w filmie dokumentalnym „Mariinka", reż. Pieter-Jan de Pue. Prod Belgia/Niderlandy/Niemcy 2026 r. // materiały prasowe Docs Against Gravity

Mały Samuel lubi chodzić z tatą na polowania. Ale to jego przybrane imię – kiedyś był Daniłem, sierotą z Donbasu, adoptowanym we wczesnym dzieciństwie przez rodzinę z Missisipi. 

Czterej bracia

Amerykański nastolatek ma dziś słabość do broni, lecz tęskni również za swoimi starszymi braćmi. Maksim jest na wózku inwalidzkim, Mark służy w siłach zbrojnych Ukrainy, a Rusłan po stronie rosyjskiej. 

Gdybyśmy oglądali film fabularny o czterech braciach Zołotko, jego scenariusz mógłby się wydawać cokolwiek naciągany. Tymczasem holenderski reżyser Pieter-Jan de Pue przez dziesięć lat podążał za swoimi bohaterami, których oprócz nazwiska połączyło na zawsze jeszcze coś – wspomnienie rodzinnego miasteczka Mariinka we wschodniej Ukrainie. Dziś znajduje się pod rosyjską okupacją, całkowicie zniszczone i wyludnione.

Za mój dom

Z tytułowym miejscem wiążą się też losy dwóch bohaterek: Nataszy – studentki medycyny, bokserki, a teraz żołnierki, oraz przemytniczki Anżeli.  Ta pierwsze pełni także rolę narratorki i pojawia się na samym początku filmu w wizyjnych scenach z Zakarpacia. Już za chwilę nieskażone piękno natury i religijnych tradycji zostanie zderzone z frontową rzeczywistością oraz ze zdjęciami niczym z kina postapo.

W jednej ze scen Natasza odwiedza zrównany z ziemią dom rodzinny w Mariince. Wydobywa spod gruzów swoje sportowe medale i balową suknię; w zrujnowanej szkole staną jej przed oczami wspomnienia z niedawnej studniówki. Nic dziwnego, że w kolejnej scenie pośle w kierunku Rosjan rakietę własnoręcznie podpisaną „za mój dom”. 

Te straszne i piękne obrazy, przenikające się w dokumencie de Pue niczym w eseistycznych fabułach Terrence’a Malicka, potrafią zahipnotyzować swoim obserwacyjno-medytacyjnym klimatem. Podbijanym jeszcze przez cerkiewne czy ludowe śpiewy, przez „Cum dederit” Vivaldiego i spokojny dziewczęcy głos zza kadru. 

Cierpiąca matka

Albowiem w „Mariince” przeżywane tragedie nabierają archetypicznego wręcz ciężaru, przede wszystkim zaś wspomniana historia rodziny rozdartej przez wojnę. Bo „nie tylko więzy krwi czynią kogoś bratem” – mówi separatysta Rusłan. Czy kiedykolwiek poda rękę Markowi, walczącemu w niebiesko-żółtych barwach? 

Tymczasem okopowy kapelan próbuje wytłumaczyć matce dwóch śmiertelnych wrogów, dlaczego piąte przykazanie należy przeinterpretować w warunkach wojny obronnej.

Tyle że jego rozmówczyni bardziej niż patriotką czuje się po prostu cierpiącą matką. Inny rodzaj „apolityczności” reprezentuje szmuglująca najróżniejsze towary Anżela – wydaje się, że jest jej całkowicie obojętne, z kim robi interesy, jakkolwiek w końcu odczuje tę wojnę na własnej skórze. 

Blisko bohaterów

A co z reżyserem? Czy takie czysto humanistyczne spojrzenie na dzisiejszą Ukrainę nie jest zbyt asekuranckie? Holenderski twórca, znany z kina bardziej immersyjnego niż politycznie zaangażowanego, najwyraźniej nie obawia się takich oskarżeń. 

Chce być jak najbliżej swoich bohaterów, a rozpoetyzowana „Mariinka” wbrew pozorom bardzo mocno trzyma się ziemi. Czyli wojennych realiów przefiltrowanych przez różne wrażliwości, opowiedzianych dynamicznym, bo zróżnicowanym w swoich środkach językiem. 

Jest w tym dokumencie także coś z bolesnej satyry, gdy oglądamy Daniła/Samuela, którego po wybuchu pełnoskalowej wojny coraz bardziej ciągnie do Ukrainy. Fragmenty domowych video z życia przeciętnej amerykańskiej rodziny i onlajnowe rozmowy chłopca z walczącym gdzieś daleko bratem tworzą niepokojący dysonans.

Opowieść o młodych mieszkańcach przyfrontowego miasteczka to również historia traum, odziedziczonych jeszcze sprzed wojny. Bowiem na każdym kroku dokument de Pue wychodzi poza wojenną doraźność, tworząc kino dokumentalne o wielkiej intensywności – wizualnej i emocjonalnej. Dotyka bardziej stanów wewnętrznych aniżeli politycznych racji.   

„MARIINKA” – reż. Pieter-Jan de Pue. Prod. Belgia/Niderlandy/Niemcy2026. Vod MDAG. 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł