Dużo rzeczy w tym domu nie działa” – słyszy Laura, kiedy pewnego letniego dnia trafia pod skrzydła tajemniczej Betty. Dziewczyna właśnie wyszła z wypadku samochodowego i straciła bliską osobę, lecz zamiast iść do szpitala, woli pozostać w domu kobiety, która znalazła ją przy wiejskiej drodze.
Od początku scenarzysta i Christian Petzold wysyła nam znaki, jakoby nad spotkaniem obu kobiet ciążyło pewne fatum. Na dodatek w zamieszkałym przez Betty domu, prócz psujących się co chwila sprzętów AGD, kłują w oczy nieobecności. Mąż i syn gospodyni żyją w pobliskim miasteczku, gdzie prowadzą szemrany warsztat samochodowy, a po pokojach snuje się duch niejakiej Jeleny.
Jednakże „Miroirs III. Barka na oceanie” to nie jest film o nawiedzonym domostwie na odludziu, a przynajmniej nie w sensie dosłownym, odsyłającym w rejony kina grozy.
Dramat młodej pianistki
Historia opowiedziana przez Petzolda opiera się w dużej mierze na naszych domysłach.
Dlaczegóż to samotnie żyjąca kobieta w średnim wieku miałaby przygarnąć pod swój dach całkowicie obcą i straumatyzowaną studentkę? Ogólną odpowiedź dość łatwo wyczytać ze wspomnianych wyżej „znaków”, ale czy tylko powypadkowy szok sprawia, że dziewczyna niejako wypisuje się ze swojego życia i zostaje w wiejskim domu?
Zanim doszło do samochodowej tragedii, widzieliśmy Laurę w nienajlepszej kondycji i nawet artystycznie poszarpany sweter oddawał jej psychiczny stan. Teraz młoda pianistka z jednej strony odnajduje azyl, z drugiej zaś staje się kimś na kształt stroicielki tej rozchwierutanej rodziny. Zupełnie nowy dramat zaczyna się jednak wtedy, kiedy Laura odkrywa, że spełnia w tym procesie uzdrawiania jedynie zastępczą rolę.
Refleksja nad naturą cierpienia
Petzold potrafi wywoływać różnego rodzaju niepokoje, także metafizyczne, czemu dał wyraz w „Undine” (2020) czy w znakomitym „Czerwonym niebie” (2023). W obu główne role zagrała Paula Beer, jego muza i doskonała wyrazicielka całych spektrów wrażliwości.
Tym razem gra dziewczynę nie tylko ściganą przez stare demony i obarczoną świeżym poczuciem winy za śmierć partnera, ale i uwięzioną w czyichś projekcjach. W tym miejscu musi pojawić się gorzka refleksja nad egotyczno-konkurencyjną naturą cierpienia – wszak ból bywa czasem tak wielki, że całkowicie przesłania cierpienie drugiej osoby, w tym przypadku redukując ją do roli lustrzanego odbicia.
Film „Miroirs III” opowiada o tych komplikacjach skandalicznie bujnym latem, w którym lasy, w przeciwieństwie do poprzedniego filmu, nie płoną, lecz natura – rozgrzana, szumiąca, brzęcząca – zdaje się doskonale obojętna wobec wszelkich ludzkich zmagań. Także z porządkiem nienaturalnym, czyli nagłą i przedwczesną śmiercią.
Ucieczka w przypowieść to za mało
Nie jest to wielkie kino, a mimo że krótkie, wydaje się chwilami zbyt leniwe i rozrzedzone; czasem tylko wybuchnie jakaś zmywarka albo czyjś gniew. W finale Petzold idzie trochę na skróty, kiedy mówi do nas wielkimi literami, że gra toczy się tak naprawdę o dostrzeżenie wreszcie cudzego cierpienia.
Bardziej przekonuje wtedy, gdy stawia na niewypowiedziane i stłumione, do czego trudniej się dostroić, za to ciekawiej wybrzmiewa. Pomiędzy wiejską kuchnią a berlińską salą koncertową, między tytułową suitą fortepianową Maurice’a Ravela i popularną piosenką grupy The Four Seasons toczy się opowieść, w której przez długi czas nie wiadomo, kto tu kogo wykorzystuje i do czego zmierza.
Żeby jeszcze reżyser, zamiast uciekać finalnie w umoralniającą przypowieść, postawił na treściwszą psychologię i uruchomił znaną nam skądinąd ironię, być może powstałby film lepiej spełniający swoje wysokie aspiracje.
„MIROIRS III. BARKA NA OCEANIE” („Miroirs No. 3”) – reż. Christian Petzold. Prod. Niemcy 2025. e-Kino Pod Baranami, MOJEeKino, Player.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.










