Teksty terroru (texts of terror) – tak biblijne opowieści o okrucieństwie wobec kobiet nazwała amerykańska biblistka Phyllis Trible. Zalicza do nich historie, w których triumfuje męska władza, siła, brutalność. Zdaniem feministycznej egzegetki są to też opowieści, które mężczyźni – bibliści i kaznodzieje – starają się wytłumaczyć albo, w najlepszym wypadku, omijają szerokim łukiem.
A przecież mało które fragmenty Biblii są w stanie poruszyć czytelnika do głębi grozą i przekroczeniem wszelkich dzisiejszych norm etycznych. Phyllis Trible proponuje współczującą lekturę o losach skrzywdzonych kobiet, by – jak pisze – dać świadectwo ich bólu.
Stary Testament pełen jest opowieści rodem z horrorów, a bibliści starają się tkać ich rozmaite, alegoryczne wyjaśnienia. Jednak wyglądające z kart Biblii okrucieństwo wciąż rodzi pytania, a dotychczasowe odpowiedzi pozostawiają niedosyt.
Dlaczego biblijni bohaterowie wydawali swoje żony i córki na gwałt
Księga Rodzaju opowiada historię Lota, który oddaje swoje córki na gwałt (19,8). Podobną sytuację znajdziemy w Księdze Sędziów. „Oto jest tu córka moja, dziewica, oraz jego żona, wyprowadzę je zaraz, obcujcie z nimi i róbcie, co wam się wyda słuszne, tylko mężowi temu nie czyńcie tego bezeceństwa” – mówi gospodarz, który chce w ten sposób zapewnić bezpieczeństwo swojemu męskiemu gościowi. A „oni z nią obcowali i dopuszczali się na niej gwałtu przez całą noc aż do świtu”. Kobieta zmarła na progu swego domu (Sdz 19, 22-30).
W starożytnym świecie niegodne potraktowanie gościa ściągało na gospodarza hańbę. Zasada dotyczyła jednak mężczyzn. Bibliści różnie to wyjaśniali. Roland de Vaux uważał, że zwyczaj taki Izrael zapożyczył od ludów nomadycznych. Philippe Lefebvre OP zwracał uwagę, że kobieta pozostawała w tych historiach bezimienna i niema, ale zauważał też inny, znaczący brak: „Nikt nie nazywa Boga po imieniu, nikt się do Niego nie odwołuje; Bóg jest zapomniany. Nikt nie nazywa kobiety po imieniu, nikt jej nie uznaje za osobę; jest ona zapomniana. Nienazwany Bóg, bezimienna kobieta. Ciało konkubiny materializuje miejsce i czas Boga: czyli brak miejsca, wygnanie i zapomnienie”.
Phyllis Trible, komentując tę historię, również podkreśla milczenie obu kobiet. Wskazuje, że ich los jest efektem działania mężczyzn, którzy rozporządzają ich ciałami jak swoją własnością. A religioznawczyni Rhiannon Graybill proponuje „niezadowolone czytanie” (ang. unhappy reading) tego i podobnych mu tekstów, polegające na pozostawieniu bez wyjaśnień wszystkich ich „rozmytych, brudnych i i obrzydliwych” aspektów.
Świadomość trudności i niejednoznaczności lepsza jest zarówno od uproszczonych rozwiązań, jak i heroizacji ofiary. Celem takiej lektury jest otwarcie przestrzeni na ambiwalencję, niejednoznaczność i niewiedzę, nawet gdy pragniemy jasności i rozwiązania.
Feministyczne interpretacje biblijnych opowieści o gwałcie
W „Opowieści podręcznej” biblijną historię Bilhi (Rdz 30) wykorzystano, by wytłumaczyć gwałty popełniane na głównej bohaterce serialu. Podobną opowieść – o niewolnicy Hagar – znajdziemy w Księdze Rodzaju kilka rozdziałów wcześniej (Rdz 16 i 21). Rachela i Sara, przekonane, że nie mogą mieć dzieci, oddają swoje służące, Bilhę i Hagar, swoim mężom, Abrahamowi i Jakubowi. Dalsze losy surogatek z przymusu są różne: Rachela odbierze synów Bihli i da im imiona Dan i Neftali. Sara zaś znęca się nad ciężarną służką, która decyduje się uciec z małym dzieckiem na pustynię, gdzie zobaczy ją Bóg.
Dziś dziwi nas, że żona prosiła męża, by spał z inną kobietą, jej niewolnicą. W kontekście kultury, która mierzyła wartość kobiety liczbą dzieci, usilne starania o potomstwo zaskakują mniej. Wielożeństwo czy posiadanie nałożnic, choć nie było pochwalane, wpisywało się w realia tamtych czasów (król Salomon miał 700 żon i 300 nałożnic, choć w tym przypadku liczby mają zapewne metaforyczny charakter, pokazujący ogrom grzechu).
Phyllis Trible interpretuje historię rodziny Abrahama jako „sagę niewierności, śmierci i żałoby”. Jest też dla niej przykładem przemocy seksualnej i wykorzystania: Abraham ukazany jest jako gwałciciel, Sara – współwinna zbrodni.
Z kolei w feministycznych odczytaniach historia Sary i Hagar analizowana jest pod kątem złożonej intymności, rywalizacji, obrzydzenia, a nawet miłości, wykraczającej poza prosty schemat ofiary i sprawcy. Pytanie: „Co by było, gdyby Hagar i Sara były kochankami?” – otwiera alternatywne sposoby interpretacji. Taki rodzaj czytania, przekonują badaczki, być może budzi opór, zdziwienie i zażenowanie. Ale pozwala na odejście od utartych schematów.
Jak czytać biblijne teksty grozy
Ślub złożony Bogu przez Jeftego – że jeśli wygra bitwę z Amonitami, złoży w ofierze to, co pierwsze wyjdzie z jego domu – przypomina wiedźmińskie prawo niespodzianki. Jak wiemy, pierwsza z domu Jeftego wyszła jego jedyna i ukochana córka. Ojca przejmuje smutek, ale ślubu dotrzymuje (Sdz 11, 35). Seila (takie imię córki przekazała nam tradycja) bierze na barki „nierozważność” ojca. Potem przez dwa miesiące razem z przyjaciółkami opłakuje w górach swe dziewictwo. Część egzegetów wyciąga z tego wniosek, że nie doszło do ofiary z życia. Być może Seila została ofiarowana na dozgonną służbę Bogu.
W apokryficznym dziele „Księga starożytności biblijnych” Pseudo-Filona córka Jeftego jest przedstawiona jako mądrzejsza niż jej ojciec i mężowie narodu, a Bóg surowo krytykuje ślub Jeftego.
Św. Augustyn zwracał uwagę, że Prawo zakazywało ofiar z ludzi, zaś Jefte postąpił wbrew woli Bożej. Jednocześnie broni ojca: przecież i wielkim mężom Bożym zdarzały się grzechy. W ofierze dziewczyny Ojcowie Kościoła widzieli też zapowiedź ofiary Syna Bożego.
Phyllis Trible postrzega Seilę jako ofiarę patriarchatu: jej historia jest przykładem kobiecej bezradności, wykorzystywania i unicestwienia. Biblistka stara się więc, by głosy ofiar, jak bezimienna córka Jeftego, nie były już uciszane.
Z kolei Casey S. Cole przyrównuje Jeftego do Abrahama i Izaaka. Pyta, dlaczego dziewczynę spotkało milczenie Boga? Dlaczego nie było barana na ofiarę za córkę Jeftego, tak jak w przypadku Izaaka. Badaczka koncentruje się na „hermeneutyce ortopatycznej” – zamiast pytać, jak tekst ma wpływać na naszą wiarę (ortodoksja), zapytajmy, jak powinien wpływać na nasze uczucia i emocje, a także na to, co mamy w związku z nim robić (ortopraksja). Cole argumentuje, że celem takiego spojrzenia nie jest czyszczenie tekstu z trudnych elementów, lecz umożliwienie przemiany czytelnika i rozwijania jego współczucia.
W biblijnych opowieściach grozy współczesne kobiety mogą odnaleźć własne losy
Teksty terroru, choć przerażające, są jednak w stanie nieść nadzieję i wsparcie. Świat biblijny, tak jak i współczesny, choć oddzielają je tysiące lat, są tak samo nieidealne: ludzie popełniają zło, prowadzą wojny, gwałcą i wykorzystują władzę do uciskania innych. Dziś tak samo jak przed wiekami chodzą po nim osoby, które doświadczyły przemocy. One mogą odnaleźć swój los w historii Hagar, którą Bóg widzi, w historii Diny czy Tamar, której bliscy nie spuszczają zasłony milczenia na to, co się stało. Mogą zobaczyć swoje historie utrwalone i pamiętane w Piśmie Świętym. Tam „uznane”. Część z tych historii mówi też, że jest życie po traumie.
Przypominając te opowieści, sprzeciwiamy się przerabianiu Biblii na spójną, miłą, „wyczyszczoną” historyjkę dla dzieci. Nieraz nie znajdziemy zadowalającego wyjaśnienia, dlaczego Bóg nie interweniował, dlaczego przyzwolił, a czasem i sam takie okrucieństwo nakazał. Pozostawią nas w niepewności, niewiedzy, bez happy endu.
Te historie wywołują różne uczucia: strach i zgrozę, złość i smutek, radość i gniew, zachwyt i odrazę. Ale i empatię. Nie pozostawiają nas obojętnymi. Mogą budować, jak chce Casey S. Cole, ortopatię, czyli właściwe odczuwanie: sprzeciw wobec zła, współczucie wobec ofiar.
I wreszcie – wzywają do walki z przemocą tu i teraz. Jeżeli biblijne bohaterki mogły mówić o swojej krzywdzie, odzyskiwać sprawstwo, wołać do Boga i ludzi, a ci uznawali ich ból tak, że zapisali go w świętej księdze – możemy to robić i my.
Jak współczesne kobiety czytają biblijne teksty grozy
Zapytałam w mediach społecznościowych, jakie myśli nasuwa dziś lektura tych i innych biblijnych „tekstów grozy”.
Aleksandrę zaintrygowała rozmowa o prawie lewiratu, opisana w Ewangelii Mateusza (22, 23-33).
Dręczy mnie ta zawikłana historia o hipotetycznej wdowie, gdy sześciu braci jej zmarłego męża próbuje „wzbudzić mu potomstwo”. Zawsze mam w głowie wtedy jedno wielkie WTF. A ta kobieta? Co ona o tym myślała? Czy chciałaby seksu z siedmioma chłopami po kolei w odstępie miesięcy czy lat, żeby tylko zajść w ciążę i dać dziecko zmarłemu mężowi? Co za pomysł, co za prawo! Co za uprzedmiotowienie kobiety!
Aleksandra dodaje: Na takie historie najpierw zazwyczaj czuję wkurw, że prawo, zwyczaj, jakieś społeczne rozumienie nie były po stronie tych kobiet. Nawet religia przecież. Po nim przychodzi żal i współczucie.
Magdę porusza kwestia Hagar: Czy kobieta w ogóle była w stanie wyrazić zgodę na to zbliżenie? Straszne to rozporządzanie ludzkim ciałem.
Dla mnie najcięższa jest historia córki Jeftego, którą ofiarował w zamian za zwycięstwo nad wrogami i to w imię własnego tchórzostwa – przyznaje Ewa. – Nawet jej imię nie jest zapisane. W zestawieniu z historią Abrahama i ofiarą Izaaka to szczególnie widoczne.
Agnieszka komentuje: Widzę w tych sytuacjach traumę, ból i cierpienie wielu kobiet, które znam, albo tych, o których uzdrowienie się modliłam.
Dominika przywołuje jeszcze inne, szokujące opowieści: gwałt na Tamar, córce Dawida (2 Sm 13) czy na Dinie (Rdz 34).
To mi się nie mieści w głowie. Jeśli ktoś nie siedzi w Biblii, to nie wie, że Jakub miał w ogóle córkę. A Betszeba? Poszła do króla z własnej woli, ale czy wiedziała, jak to się może skończyć? Zdradziła męża świadomie? Czy jednak Dawid wykorzystał swoją władzę?
A historia Zuzanny? – dodaje Aleksandra, przywołując historię z Księgi Daniela (rozdz. 13): Nikogo nie obchodzi jej świadectwo, bo przecież dwóch męskich świadków nie może się mylić ani mataczyć.
Gniew kobiet, z którymi rozmawiam, budzi też sposób, w jaki te historie są wykorzystywane przez księży.
Zazwyczaj gloryfikowana jest pokora, z jaką biblijne kobiety przyjmują „niedogodności”. Widzą prawie wszędzie zgodę na to, co im się przydarza… To jest gruby temat z wciskaniem w pokorę kobiet doświadczających przemocy. Mistrzowski zabieg. Jestem mamą siedmiu córek i chciałabym dla nich Kościoła bez męskiej narracji. Chciałabym Kościoła z Bożą narracją. – pisze Aleksandra.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















