Bez sił

Czyta się kilka minut

I oto rozgrzewają się emocje. Najpierw wywiadu udziela arcybiskup, potem minister czerpie z niego obficie podczas wykładu, mówiąc o splocie Polski i chrześcijaństwa. I cytują ich, i chwytają się za głowy.

No dobrze, ja też się łapię na te plastyczne zdania, a już najbardziej na te batalistyczno-apokaliptyczne. O tym, że zawsze jest jakaś bestia, że będą męczennicy. I zapewnienia, że Kościół pod presją takiego świata nigdy się nie ugnie. Dokładniej to szło tak: „Kościół w Polsce jest ostatnim na naszym kontynencie, gdzie ciągle trwa zmaganie. Myśmy jeszcze ciągle białej flagi nie wywiesili, nie poddali się, nie uznaliśmy, że trzeba słuchać świata. I jej nie wywiesimy, nie poddamy się”.

Sama zaś zaczynam fantazjować, że oto idę w tym dystopijnym pejzażu niewywieszonych białych flag, męczenników, chrześcijaństwa od czasów Mieszka płynącego w krwi Polaków (etnicznych czy według obywatelstwa?). Gdy z zachodniej, upadłej Europy dobiega złowrogi płacz nad losem żab, ja gdzieś niosę swoje chrześcijaństwo do bunkra, żeby je uchronić przed tym bitewnym polem. Albo do jakiegoś źródła – żeby je napoić czymś życiodajnym, nakarmić czymś świeżym, innym. Żeby mi nie zdechło w trujących oparach. Nie macie tak? Nie w dystopijnym, lecz w tym realnym świecie ministra mówiącego arcybiskupem czy arcybiskupa mówiącego… no, nie tak, jak arcybiskup powinien. Nie macie tak, że opadacie z sił?

Czytam tak sobie w przerwach te wywiady, już szarpią mi za ten nerw, że to się nie mieści w głowie. I już mi się wyrywają te emocje, ale wtedy coś szepcze w głowie puentę znanej przypowieści o wilkach: „Wygrywa ten, którego karmisz”. Oj, upasie się ten wilk na tych smakowitych, gęstych zdaniach, zagrzewających do obrony chrześcijaństwa. Na dziwaczności politycznego splotu, w którym minister parafrazuje biskupa. Obeżre się moich emocji tym wywołanych, mojego wzmożenia. A potem pójdzie nakarmić się u was. Będzie pewnie czym, prawda?

Poprzednim razem, gdy mnie tak zmęczyły własne emocje w reakcji na rzeczywistość, jęknęłam przyjaciółce: „Chciałabym przeczytać coś pięknego”. Chyba dodałam, że coś o czymś zupełnie innym, nie o problemach. A ona pozwoliła wybierać z długiej listy azjatyckich opowiadań, powieści. Moje wieczory wypełniły te odległe światy, drobne historie o miłości pisane w Hongkongu. Czuła historia o dotkniętym amnezją genialnym matematyku. Terapia literaturą. Nic nowego. I jeszcze to opowiadanie o niedźwiedziu, które ma dwie wersje. Sprzed tsunami, i subtelnie zmienione, napisane po katastrofie.

Pamiętacie, jak biskupi krakowscy mówili inne kazania? Choć w sumie ambona absurdu rotuje, czasem jest w Gdańsku, czasem w Rzeszowie. Chyba odkąd pamiętam, podsumowania kazań biskupich z okazji ważniejszych świąt budziły zmieszanie. Tak skutecznie głoszona ta dobra nowina, że by została przyjęta, trzeba postraszyć wrogiem. Czy ten wróg będzie Żydem, czy gender, to właściwie drugorzędne. Homofobia koreluje z antysemityzmem i w kazaniach biskupów, i w umysłach wielu Polaków. Ponoć najbardziej w Europie.

No dobrze, to spacer. Spacer działa zawsze. Na nerwy, na myślenie. Zresztą tak mówię zwykle: idę wychodzić felieton. No to idę, w te ulice udekorowane tęczowymi flagami. To, że publiczne budynki noszą flagi, przejmuje zwłaszcza przyjezdną z Polski. Idę po tęczowych przejściach dla pieszych i pod wielkim tęczowym napisem o różnorodności, i wciąż rozmyślam o krakowskim biskupie i polskim ministrze edukacji. Obaj szczęśliwie są daleko. A tłum wokół mnie, korzystający z dusznego czerwcowego wieczora, nie wie o ich istnieniu.

Poszłabym nawet policzyć babcie na mszy w brukselskiej katedrze, ale to nie niedziela. Minister zapewniał, że jest ich siedem, co świadczy niechybnie o upadku chrześcijaństwa w zachodniej Europie.

Nie znam dobrze miejscowych kościołów. Wiem tylko, że w tym barokowym modlą się po flamandzku i od 30 lat pracują z bezdomnymi. Pod chórem wiszą dwie huśtawki, a na ścianach są grafiki po hebrajsku i arabsku. Jawna kpina! Nie wiem tylko, co bardziej: huśtawki w kościele czy ten arabski. W innym z okazji czerwca powiesili nad wejściem tęczowy napis „Alleluja”. W dawnym beginażu zaś, gdzie ulokowano projekt dla migrantów i uchodźców, teraz trwa strajk głodowy tych z nich, którzy nie mają dokumentów. Wejście osłonięte jest transparentami. Takiego chrześcijaństwa, jakie przepowiadają minister i arcybiskup, w żadnym z nich się nie znajdzie.©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 25/2021