Bez kompromisu

Dzień przed śmiercią Czesława Niemena w poznańskim kościele Karmelitów Bosych odprawiono Mszę świętą w jego intencji. O. Wojciech Ciak mówił: Jesteś wielkim artystą, niezwykłą osobą, która wyśpiewuje wielkie tajemnice i wywołuje ciągłe zadziwienie.
Czyta się kilka minut
 /
/

W 1967 r. Niemen wykonał podczas festiwalu w Opolu “Dziwny jest ten świat", który stał się pieśnią XX wieku, pozytywnym protestsongiem. “Ludzi dobrej woli jest więcej i mocno wierzę w to, że ten świat nie zginie nigdy, nie; - nadszedł już czas, najwyższy czas, nienawiść zniszczyć w sobie". Prawdziwym źródłem etycznych doświadczeń był dla niego człowiek i jego tajemnica. Zło i dobro walczące z sobą. Dlatego nie mógł być grzeczny, poprawny i układny i dlatego wykrzyczał swój protest w czasach Gomułkowskiej “małej stabilizacji". Zachwycano się nim, ale w prasie pojawiło się wiele szkalujących go artykułów; ten “polski hipis" pozwalał sobie na zbyt wiele.

Zachował niezależność przez całe życie. Ewa Bem powiedziała, że był nadzwyczajnym artystą, który się nigdy nie ugiął, nie poszedł na żaden artystyczny kompromis. Jego niezależność od wszelkich mód i trendów ujawniła się także wtedy, gdy wykonał monumentalny i patriotyczny “Bema pamięci żałobny rapsod", gdy śpiewał jako Chochoł w “Weselu" Andrzeja Wajdy.

Dla mojego pokolenia pozostanie symbolem człowieka, który rozpoczął w Polsce prawdziwy rock: ekspresyjny, drapieżny, nie pozbawiony jednak poezji. Pamiętam dobrze lata 70. i “kontestujące" wieczory studenckie (studiowałem na Uniwersytecie Łódzkim, zanim wstąpiłem do seminarium duchownego). Ze szpulowych magnetofonów słuchaliśmy Morrisona, Pink Floydów i Zeppelinów. Ze zdartych kaset odtwarzało się zbuntowanych bardów: Kleyffa i Salon Niezależnych, Kelusa. W dobrym tonie był Okudżawa. I zawsze Niemen. Nie tylko “Dziwny jest ten świat", ale także “Jednego serca", “Jeżeli", “Domek bez adresu", “Klęcząc przed tobą". Słuchaliśmy wolnego artysty, to naprawdę było słychać. A tam, gdzie jest prawdziwa wolność, jest piękno; to był i pozostanie na zawsze znak rozpoznawczy Niemena.

W chwilę po otrzymaniu wiadomości o jego śmierci zacząłem szukać kasety wideo, na której mam nagrane filmy z historii polskiego rocka. Znalazłem tam fragment z młodziutkim Czesławem Wydrzyckim, który na estradzie w Opolu wykonuje prościutką piosenkę “Mamo, nasza mamo, nie bądź dla nas taka zła". To był początek lat 60. Tak się zaczęło. Ten chłopiec stanie się potem rewolucjonistą polskiej muzyki rockowej. I nikt nigdy mu nie dorówna.

Nie wszyscy go rozumieli, ale nie zaprzątał sobie tym głowy. Nie musiał mieć władzy nad innymi, może dlatego jego utworów słucha kolejne pokolenie. A tacy jak ja po śmierci Niemena, towarzysza młodości, czują ból. Ale przecież - patrzmy optymistycznie - jeszcze nie raz zaprosi nas do baru “Pod papugami", będzie śnił o Warszawie i wspominał włóczęgę znad Bajkału.

Karl Rahner napisał kiedyś, że na pierwszy rzut oka śmierć oznacza koniec. Życie przeminęło i nie powróci. Dla chrześcijanina śmierć jest spełnieniem jego niepowtarzalnego życia. I to jest przypadek Niemena. On odniósł Sukces, taki, o jakim śpiewa: bo sukcesem jest miłość.

---ramka 321455|strona|1---

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 04/2004