Baryton liryczny

Jerzy Turowicz był ciotecznym bratem mojego Dziadka, Stefana Turnaua.
Czyta się kilka minut

Wojna i to, co przyszło później, z obydwu kuzynów-ziemian zrobiło dziennikarzy. Mój Dziadek, niesłychanie lewicowy obszarnik, z ulgą przyjął nowy porządek społeczny. Pracował jako specjalista od spraw agrarnych najpierw w „Gazecie Krakowskiej”, później w „Dzienniku Polskim”. Wuj Jerzy w wiadomy sposób znalazł się po drugiej stronie prasowej barykady i, nie ma co udawać, między ciotecznymi braćmi nie było jakiejś szczególnej zażyłości. Ale wuj Jerzy tak naprawdę pojawił się w moim szczenięcym świecie wraz z Piwnicą pod Baranami. Często przychodził na kabarety, witany czołobitnie i adorowany, zwłaszcza przez piwniczne pieśniarki. Nie ukrywam, że nasze pokrewieństwo dodawało mi splendoru. Czy Wuj lubił moje piosenki, czy tylko je życzliwie tolerował – nie wiem. Jak to o nim mówił Stefan Kisielewski? Że jest człowiekiem „o upodobaniach świeckich w oczach. To znaczy lubi patrzeć na ładne kobiety... oczy mu się palą wtedy. Nie zapiera się tego, ale nie rozwija tej sprawy”. Rzeczywiście, kiedy na scenę wchodziła Małgosia Górnisiewicz w meloniku i z dzwoneczkiem, śpiewając jadowity wierszyk Gałczyńskiego o „Sprzysiężeniu” Kisiela i „świętej ulicy Wiślnej” (z muzyką sąsiada Turowiczów, Preisnera), oczy się Wujowi naprawdę paliły. Prawie zawsze z założonymi wysoko na torsie rękami, z wysuniętym w uśmiechu podbródkiem, wpatrzony w modlitewne pozy Ani Szałapak, królował na piwnicznej widowni. Ze świeckimi upodobaniami w oczach. Kiedyś odważyłem się poprosić Wuja o radę. Był rok 1995, wybory Wałęsa kontra Kwaśniewski, nikt już nie miał ochoty na Wałęsę, ale wszyscy się bali recydywy komuny, więc było dosyć niewyraźnie. Sztab Wałęsy wymyślił, że zakończą kampanię spotkaniem ze studentami w Krakowie. Zadzwonili z propozycją występu, żeby przyciągnąć tych apolitycznych. Sytuacja bagnista: iść, poprzeć bez przekonania? Nie iść, a potem żałować, bo „komuch” wygra (i tak wygrał, jak wiadomo, i nikt się wtedy nie spodziewał, jak owocna to będzie prezydentura)? Z wielką tremą dzwonię do Jerzego, który, delikatnie mówiąc, miał powody, by nie mieć sentymentu do Wałęsy. W słuchawce głęboki baryton liryczny: „Drogi Grzesiu, gdybym to ja śpiewał, to bym nie poszedł. Ale ty – idź”. I jeszcze jedno wspomnienie. Wielki aktor, Tadeusz Łomnicki, którego życie wplątało niegdyś w bliskie alianse z peerelowską władzą, klęczał na scenie Piwnicy pod Baranami, prosząc Jerzego Turowicza o odpuszczenie win. Widziałem to na własne oczy. Czy może być coś, co mocniej ilustruje rolę Jerzego Turowicza w życiu artystów?

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 50/2012

Artykuł pochodzi z dodatku Turowicz na nowy wiek