Awaria i pogotowie

Nie ma co owijać w bawełnę: pękła rura. Akuratnie w kalendarzu występowała niedziela, a w powietrzu od rana (kiedy nastąpił podziemny dramat) występował upał, i to nader parny.
Czyta się kilka minut

Troszkę w kranie zachrzęściło, astmatycznie bekło, i zdechło. Szukaj wiatru w polu, porannie niedomyty po treningu pechowcze! Postanowiłem zasięgnąć języka, ale zamiast tego napotkałem obwieszczenie w formie kartki-wlepki z wodociągów, że o tej, a o tej porannej godzinie nastąpiła awaria. I tyle. Członkowie rodziny zarejestrowali również domofonowe, lakoniczne obwieszczenie jakiegoś fachowca: „Jest awaria. Wody nie będzie”. Po czym fachowiec się rozłączył. Cicha woda brzegi rwie – pomyślałem. Już tam na ulicy z pewnością kompetentni fachowcy czynią swoją powinność, z zapałem usuwając awarię...

Woda nie powróciła, a fachowców ani widu, ani słychu. Pozwoliłem sobie wykonać telefon na odpowiednie pogotowie, gdzie potwierdzono zaistnienie awarii, zarazem wyrażając zaskoczenie nieistnieniem ekipy awarię usuwającej. Może poszli uzupełnić elektrolity? Elektrolitów musiało być całkiem sporo, bo kilkaset minut później, a znacznie upalniej, fachowców od wodociągów wciąż nie było. Naonczas skonstatowałem, że przebój „Czas nas uczy pogody” w te akurat wakacje się nie sprawdza, i ponowiłem telefon. Podobno mieli być w drodze... najwidoczniej idą zgodnie z duchem czasu: wodociągowe postgotowie, a nie pogotowie.

Przesuńmy litościwie wskazówki zegara: późne godziny popołudniowej niedzielnej spieki rekordowego lata. Wreszcie jest ekipa. Robota wre, choć nieśpiesznie jakby, bo za gorąco. Wody nie ma, rzecz jasna. Godziny późnowieczorne: wody nie ma nadal, za to praca wokół krnąbrnej rury nieco stygnie. Czas ściągnąć posiłki. Około północy posiłki informują, że woda może będzie jutro, bo pękło w jeszcze innym miejscu, choć niedaleko. Panowie są nader pogodni, może w domach mają wodę, a może po prostu kochają swoją pracę i lubią awarie. My zaś, aby umknąć szaleństwu, przykładamy uszy do muszli z Pobierowa. Podstawiono beczkowóz. Można z niego zaczerpnąć, aby się umyć w szklance wody, ale czym potem umyć szklankę? Czym umyć zapoconą muszlę z Pobierowa? Co za thriller, kapitalny materiał na hollywoodzki blockbuster (jako wodny kanalizator wystąpi Bruce Willis, oczywiście). Chętnie sprzedam koncept Rolandowi Emmerichowi. Tak czy owak, noc ciężka, upłynęła na słuchaniu, czy coś drgnęło w rurach.

PS. Już jest jutro. Popołudnie. Wody nie ma. Ale za to ciągle jest prąd. ©

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

ilustracja na okładce: Jerzy Skakun dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 35/2018