Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Anamnezje XX wieku

Anamnezje XX wieku

10.04.2012
Czyta się kilka minut
Idea skrwawionych ziem pozwoliła nam dostrzec okazję do duchowego eksperymentu: zogniskowania w jednym miejscu i jednym czasie narracji wszystkich narodów i grup etnicznych, których przedstawiciele należą do ofiar tragicznej historii lat 1933–1945.
Wielki Głód na Ukrainie, 1932-33 fot. East News / Laski Diffusion
W

W pojęciu an-amnesis, od-pomnienie, jest i klęska, i nadzieja. Klęska, bośmy jednak zapomnieli. Nadzieja, bo mamy co naszej pamięci przywracać. Platońska anamneza, wielka droga w głąb ludzkiej duszy w poszukiwaniu tego, co raz dojrzane, później utracone, także rozciąga się dialektycznie między nadzieją a klęską, wielkością a małością człowieka. Dusza wtrącona w ciało zapomina, bo ciało odwraca uwagę od tego, co wieczne i nieskończone, ale nie traci zdolności, by wciąż na nowo podejmować wysiłek przypominania, odpominania tego, co kiedyś, w mitycznym festiwalu pędzących ku niebu rydwanów, dane jej było oglądać.

A jednak ta nasza dwudziestowieczna anamneza, nasze odpominanie historii pierwszej połowy ubiegłego stulecia, o wiele bardziej niż Platona przypomina nam rozterki duszy z rozpraw Zygmunta Freuda. Bo myśmy nie zapomnieli tego, co piękne i wzniosłe, nie utraciliśmy z oczu Platońskiego „miejsca ponad niebem”, gdzie oko duszy dostrzec może wieczne i niezniszczalne formy. Odwróciliśmy głowę od tego, o czym wolelibyśmy nie pamiętać, o czym wolelibyśmy – najlepiej – w ogóle nigdy się nie dowiedzieć. Od czternastu milionów niewinnych ofiar dwóch totalitarnych struktur przemocy, ludzi, którzy nie zginęli na frontach, z bronią w ręku, ale zostali zgładzeni w obozach śmierci, zagłodzeni na ukraińskich wsiach, rozstrzelani w lasach, spaleni w stodołach swoich sąsiadów. Ta wiedza, o której w swojej znakomitej książce przypomniał niedawno Timothy Snyder, stanowi nasze, po platońsku rzecz biorąc, „pierwotne wyposażenie”, naszą bolesną nieświadomość wrodzoną. Czy, urodzeni w XX wieku, możemy ją unieważnić? Bez znajomości przeszłości – powiada niemiecki historyk Jochen Böhler w publikowanej w tym dodatku rozmowie – nie wiemy, kim jesteśmy. O tym, jak niszczące są wszelkie próby wypierania tej przeszłości ze świadomości, przekonujemy się co jakiś czas, przypatrując się dyskusjom nad kolejnymi książkami Jana Tomasza Grossa. Czy myli się zatem niepokorny ukraiński badacz historii współczesnej Jarosław Hrycak, twierdząc przekornie, że nierzadko tylko dzięki nie-pamiętaniu, a-mnezji, zwaśnione narody zdolne są znów podać sobie ręce? Być może dowiemy się już 12 maja, kiedy i Snyder, i Böhler, i Hrycak usiądą przy jednym stole, by wspólnie mierzyć się z pamięcią skrwawionych ziem.

Będziemy ich pytać także, czy możliwe jest pogodzenie różnych odpomnień i niepamięci. Co zrobić, jeśli bliscy często sąsiedzi pamiętają jedno – nie pamiętając drugiego? Albo gdy jedni pamiętają wszystko, podczas gdy inni wszystko zapomnieli? Co jeśli jedni na odpomnieniu gruntują swoją obecność na tej planecie, inni zaś budują ją na zapomnieniu? Podziały te nie muszą wcale biec między narodami i społecznościami – czasem biegną w poprzek całych nacji i krajów. Sto lat temu pokazywał Wyspiański, chyba nieświadomie, ale jakoś proroczo, u progu epoki pieców i gułagów, że można z pamiętania i niepamiętania zrobić polityczny program. „Myśmy wszystko zapomnieli, mego dziadka piłą rżnęli” – mówiono w „Weselu”, a i teraz te słowa wybrzmiewają mocno. Między nami – tymi żyjącymi przedwczoraj, wczoraj, dziś, jutro i pojutrze – to wciąż jest hasło wywołujące dreszcze. Spróbujmy go jednak włożyć w nową formułę: „Myśmy wszystko odpomnieli...”, a z tego odpomnienia będzie pamiętanie i czuwanie. Tak, czuwanie, żeby skrwawione ziemie nie zaczęły krwawić na nowo. Banał? Nie, nie banał: stąpamy po grobach czternastu milionów.

„Historię skrwawionych ziem utrwalano – często w inteligentny i odważny sposób – dzieląc przeszłość Europy na części odpowiadające poszczególnym narodom i dbając, by się one nie stykały” – pisze Timothy Snyder. Tytuł Międzynarodowego Festiwalu „20th Century. Anamneses” nie przypadkiem mówi o odpomnieniu w liczbie mnogiej. Gdyby miał być kolejną próbą rachunku sumienia i pamięci prowadzoną z perspektywy pojedynczego narodu, polskiego, żydowskiego czy ukraińskiego, zapewne skazany byłby na utonięcie w morzu podobnych inicjatyw. Idea „skrwawionych ziem”, tytułowa metafora Snydera, pozwoliła nam dostrzec okazję do duchowego eksperymentu: zogniskowania w jednym miejscu i w jednym czasie historycznych i literackich narracji wszystkich narodów i grup etnicznych, których przedstawiciele należą do ofiar tragicznej historii rozpiętej między latami 1933–1945. Nie tylko więc Polaków, nie tylko Żydów, nie tylko Ukraińców. Także Rosjan, Białorusinów, Litwinów, Łotyszy i Estończyków. Także Niemców. Na kilka dni Wrocław stanie się zarówno miejscem żywej dyskusji o tym, co dzieli narody naszego regionu w ocenie wydarzeń XX wieku, jak i pasjonującej opowieści o historii pojedynczych ludzi. Z równą uwagą przyglądać się będziemy wspomnieniom świadków historii skrwawionych ziem zawartych w ulicznych oral stories, co tezom uznanych badaczy historii z całego świata. Bo jednym z celów Festiwalu jest odnalezienie zależności między geopolityką a ludźmi, którzy znaleźli się w potrzasku historii.

Idea festiwalu historycznego od lat z powodzeniem sprawdza się w krajach zachodnich. Stanowiąc połączenie święta nauki z popularnym happeningiem, wydarzenia takie gromadzą profesjonalnych badaczy oraz tysiące miłośników historii i kultury danego regionu, dając rzadką możliwość spotkania obu tych grup pasjonatów. Pięć wrocławskich dni między 12 a 16 maja będzie takim świętem nauki i kultury. Codzienne sesje naukowe Festiwalu będą miały charakter otwarty i skoncentrują się na tematach poświęconych pamięci Wielkiego Głodu, sowieckiego terroru, Holokaustu i II wojny światowej oraz sposobach odczytywania i utrwalania pamięci o wielonarodowych tożsamościach miast i wsi na skrwawionych ziemiach. Problematyka I edycji Festiwalu zogniskowana będzie na tragicznej historii skrwawionych ziem. Naszym celem jest stworzenie przestrzeni dla wspólnej debaty dla historyków, pisarzy, dziennikarzy, filmowców i artystów, których twórczość nawiązuje do tego tragicznego czasu, reprezentujących wszystkie narody uwikłane w tamte dzieje, ale również historyków i pisarzy narodów Zachodu, którzy – tak jak profesor Timothy Snyder – dwudziestowieczną historię tych ziem uczynili przedmiotem swych wnikliwych badań i swojej twórczości. Festiwal będzie miejscem, gdzie spotkają się narracje historyczne przedstawicieli wszystkich ofiar i prześladowców. Odpominaniu historii tej mrocznej epoki w dziejach Europy oraz rzeczywistości ją poprzedzającej służyć też będą Warsztaty Mistrzowskie, prowadzone przez tak wybitne postaci światowej historiografii jak Mark Sołonin, Roger Moorhouse, Jochen Böhler, Jarosław Hrycak czy Gunnar S. Paulsson. Ten sam cel realizować też będziemy w ramach serii wieczorów filmowych z historią, przygotowanej przez Europejską Sieć „Pamięć i Solidarność” i Muzeum Historii Polski pod wspólnym tytułem „W cieniu swastyki i czerwonej gwiazdy”.

Skrwawione ziemie to jednak nie tylko mroczny cień na mapie europejskich dziejów. Z tych ziem wyrosły przecież w XX wieku siły zdolne położyć kres nieludzkim reżimom. Z tych ziem wyrosła idea solidarności. Nie pojmiemy jej sensu, uciekając od mrocznych korzeni, tak jak nie zrozumiemy w pełni tragedii czternastu milionów ofiar, jeśli nie podejmiemy trudu przekroczenia monstrualnego zła w kierunku dobra, które zrodziło się w odpowiedzi na ludzką tragedię. Akademia Solidarności – projekt przygotowany przez Europejskie Centrum Solidarności, który dopełni program Festiwalu – w całości wpisuje się w tę strategię historycznej hermeneutyki.

Sylwetki naszych gości będziemy prezentować naszym Czytelnikom w kolejnych dodatkach festiwalowych. Jednocześnie będą one stanowić popularne wprowadzenie do tematyki debat festiwalowych. Trud ich organizacji wzięły na siebie – obok Fundacji Tygodnika Powszechnego i Miasta Wrocław reprezentowanego przez Ośrodek „Pamięć i Przyszłość” – takie instytucje jak Instytut Pamięci Narodowej, Fundacja Konrada Adenauera, Europejskie Centrum Solidarności, Europejska Sieć „Pamięć i Solidarność”, Muzeum Historii Polski oraz Muzeum II Wojny Światowej.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]