Agresywna Rosja, sparaliżowany Zachód

Rosja jest zdeterminowana, by za wszelką cenę osiągnąć swe cele na Ukrainie. Krym to tylko pierwszy etap zakrojonej na szeroką skalę operacji. Pewność siebie Moskwy jest napędzana bezsilnością Zachodu, który nie umie odpowiedzieć na rosyjską agresję.

10.03.2014

Czyta się kilka minut

Niezidentyfikowani ludzie”, uzbrojeni w rosyjskie karabiny nowej generacji i poruszający się pojazdami, na których zakup monopol ma rosyjska armia, całkowicie zajęli Półwysep Krymski. W kilku bazach ciągle stacjonują jednostki ukraińskiej armii, otoczone i niepodejmujące żadnych działań odwetowych. Choć cały świat już wie, skąd pochodzi sześć tysięcy owych „niezidentyfikowanych”, Rosja kontynuuje grę w durnia.

Prezydent Putin niezmiennie twierdzi, że to siły miejscowej samoobrony, a jego minister spraw zagranicznych Sergiej Ławrow bez mrugnięcia okiem mówi, że Zachód powinien przestać traktować Rosję jako stronę w konflikcie, gdyż „to nie Rosja wywołała ten kryzys”. Takie słowa obrażają inteligencję każdego myślącego człowieka. Po raz kolejny w historii Moskwa chce udowodnić, że tam, gdzie sytuację kontrolują jej żołnierze, to ona określa, co jest prawdą, a co absurdem.

NOWE REALIA KRYMU

Krym de facto wyszedł spod jurysdykcji Kijowa, nowe porządki zaprowadzane są szybko. Samozwańcze władze regionu na czele z „premierem” Sergiejem Aksionowem przekonują, że wreszcie rządzą miejscowi, ale dla nikogo nie jest sekretem, kto naprawdę pisze scenariusz. Kropką nad „i” ma być referendum, którego termin po raz drugi przeniesiono, tym razem na niedzielę 16 marca. Opcje są dwie: zjednoczenie z Rosją lub znaczące zwiększenie autonomii, aż do statusu państwowego. Wyniki są do przewidzenia, ale ceremonii musi stać się zadość.

Putin w jednej z niemal codziennych ostatnio rozmów z kanclerz Merkel przekonywał, że działania władz Krymu są zgodne z prawem międzynarodowym. Bo jakie znaczenie ma, że konstytucja nie przewiduje referendum w podobnej sprawie, a Rosja w kilku dokumentach uznała integralność terytorialną Ukrainy? Pani kanclerz pozostała przy swoim zdaniu, informując następnie prezydenta Obamę, że nie jest pewna, czy Putin wciąż „ma kontakt z rzeczywistością”.

Głosy protestu na Krymie są niemal niesłyszalne, choć trudno jednoznacznie stwierdzić, co myślą zwykli jego mieszkańcy. Z pewnością niebawem zdziwią się, gdy się okaże, że w tym roku turyści nie przyjadą. Dotychczas aż 75 proc. z 6 mln przyjezdnych pochodziło z innych regionów Ukrainy. A turystyka to najważniejsza gałąź gospodarki regionu. Ale najbardziej zatroskani są Tatarzy, którzy po raz kolejny w swych dziejach znaleźli się na zakręcie historii. W maju minie 70. rocznica deportowania przez władze sowieckie całego ich narodu do Azji Centralnej.

CEL: ODZYSKAĆ UKRAINĘ

Putin działa według logiki, którą trudno dokładnie odczytać, ale część rzeczy z pewnością można o niej powiedzieć. Po pierwsze i najważniejsze: Rosja chce „odzyskać” Ukrainę, którą „straciła” po zwycięstwie Majdanu. Szczegóły są do ustalenia w trakcie rozpoczętej w końcu lutego operacji. Wbrew temu, co wciąż wydaje się wielu obserwatorom na Zachodzie, Moskwie nie chodzi tylko o Krym, ani tym bardziej o obronę mieszkających tam Rosjan, bo ci obrony nie potrzebują. Półwysep jest przyczółkiem do dalszych działań wobec „kontynentalnej” Ukrainy. Putin chce „przemeblować” i „uporządkować” państwo ukraińskie zgodnie z własnymi wzorcami. Ukraina ma mieć władze aprobowane przez Moskwę i prowadzące usankcjonowaną przez nią politykę zagraniczną. O inkorporacji nie ma mowy, ale granica między Rosją a Ukrainą ma być możliwie niewidzialna. Dosłownie i w przenośni.

Działania Putina wobec Ukrainy wzbudziły zachwyt większości społeczeństwa rosyjskiego, odbierającego je jako „zbieranie ziem ruskich”. Poziom poparcia dla „wodza” wzrósł do 67,8 proc., osiągając dwuletnie maksimum. A w przededniu „drugiej wojny krymskiej” badania opinii publicznej wskazywały, że 73 proc. Rosjan opowiada się przeciw mieszaniu się Rosji w wewnętrzne sprawy ukraińskie. Ten paradoks można wyjaśnić chyba tylko zmasowaną kampanią propagandową, która bombarduje rosyjskie umysły, przekonując, że „faszyści” i „banderowcy” dokonali zamachu stanu w Kijowie, zakazali używania języka rosyjskiego i przygotowują czystki etniczne.

Widząc łatwość, z jaką kremlowska propaganda zastępuje rzeczywistość i zabija krytyczne myślenie Rosjan, trudno nie zadać pytania: jak to możliwe w czasach, gdy dostęp do rzetelnej informacja i jest łatwiejszym niż kiedykolwiek wcześniej?

KONTRREWOLUCJA TRWA

Rosja nie ustaje też w wysiłkach, by powtórzyć scenariusz krymskiej „kontrrewolucji” w południowych i wschodnich regionach kraju. W Charkowie, Doniecku, Ługańsku i Odessie wciąż dochodzi do prób przejmowania budynków administracji przez tłum, zdominowany przez rosyjskich „turystów”. Kilkudniowe próby poderwania sytuacji w Doniecku skończyły się niepowodzeniem, a „wybrany” przez prorosyjski tłum „gubernator” został aresztowany. W niedzielę jednak demonstrujący pod flagami rosyjskimi zdobyli siedzibę władz w sąsiednim Ługańsku, żądając referendum według wzorca krymskiego.

Władze w Kijowie początkowo miały wyraźne trudności, by zapanować nad sytuacją na wschodzie i południu, ale wreszcie podjęły kontrofensywę. Dokonano zmian na kluczowych stanowiskach, w tym gubernatorów Doniecka i Dniepropietrowska – nowymi zostali dwaj miejscowi oligarchowie, Serhij Taruta i Ihor Kołomojski. Ale to krok ryzykowny. Z jednej strony daje nadzieję, że będą oni w stanie uspokoić nastroje miejscowej elity, z drugiej zaś trudno liczyć, że znajdą oni sympatię wśród zwykłych Ukraińców.

Najwięcej optymizmu budzą reakcje społeczne w dużych miastach wschodu i południa, gdzie w ostatni weekend doszło do masowych demonstracji poparcia dla jedności kraju i sprzeciwu wobec rosyjskiej agresji. Okazją do manifestacji pod żółto-niebieskimi flagami była też przypadająca w minioną niedzielę 200. rocznica urodzin Tarasa Szewczenki, narodowego wieszcza.

Jednak powtarzane w ostatnich dniach przez wielu Ukraińców optymistyczne opinie, że „Janukowycz sprawił, iż wywalczyliśmy demokrację, a Putin zjednoczył wschód i zachód Ukrainy”, są zdecydowanie przedwczesne. Coraz więcej doniesień potwierdza, że Rosja szykuje się do ofensywy poza Krymem. I co gorsza, może nie chodzić już tylko o „turystów” uzbrojonych w pałki. Na ich miejsce mogą pojawić się „turyści” w mundurach i z bronią.

Rosja nie przestaje przerzucać dodatkowych sił wojskowych na Krym i pod granice z Ukrainą. W najbliższym czasie stanie się jasne, czy to tylko blef Putina, aby wywrzeć skuteczniejszą presję na Kijów i Zachód w celu uwzględnienia jego warunków, czy też obserwujemy przygotowania do akcji zbrojnej. Ukraiński rząd woli nie czekać: oddziały armii ukraińskiej przerzucane są w szybkim tempie na południe. Wojna rosyjsko-ukraińska, która miesiąc temu byłaby co najwyżej ponurym żartem, staje się realnym zagrożeniem.

SŁOWA ZACHODU

Rosyjska okupacja Krymu wywołała szok wśród zachodnich polityków, który szybko zamienił się w nadzieję, że z Rosją uda się dogadać. Niektórzy skłonni są do ustępstw, które uwzględniałyby „uzasadnione rosyjskie interesy”. Rośnie wprawdzie irytacja Obamy, Merkel i Camerona, gdy słyszą kpiny, że „na Krymie nie ma rosyjskich wojsk”. USA odpowiadają coraz ostrzejszymi wypowiedziami prezydenta i dokumentem Departamentu Stanu, pokazującym w punktach, gdzie Rosjanie kłamią. Na linii Moskwa–Zachód codziennie dzwonią telefony. I nic. Okazuje się, że na rosyjską agresję Zachód nie jest w stanie odpowiedzieć niczym poza słowami. Przy tym Rosja wciąż dostaje sygnały, że jeszcze nie jest za późno, abyśmy „razem posprzątali”.

Zachód pokazuje swą bezsilność i bezbronność. Prasa pełna jest artykułów o „wywróceniu postzimnowojennego ładu w Europie”, ale towarzyszą im coraz liczniejsze teksty o „regionalnym problemie”, próbujące racjonalizować działania Rosji. Sankcje? Najważniejsze państwa zachodnie zbyt zależne są od kontaktów biznesowych z Rosją i rosyjskich pieniędzy. W ostatnich latach bogaci Rosjanie masowo wykupywali aktywa w Europie, korumpując ją przy okazji. Wielkie sumy wydane przez Kreml na profesjonalnych lobbystów też przynoszą skutek. Zachód odpowiada gniewną retoryką, ale nie jest w stanie podjąć realnych kroków odwetowych.

Tymczasem słabość USA i Unii ośmiela Rosję do dalszych działań wobec Ukrainy. Wprawdzie Moskwa deklaruje, że jest gotowa do dialogu, ale na jej warunkach. Niezmiennymi są: zamiana „nielegalnego” rządu na „legalny” (a więc z akceptacją Rosji) i reforma modelu rządzenia krajem na federację (lub konfederację) z szeroką autonomią dla regionów wschodnich i południowych. Ma to zapewnić Moskwie trwały mechanizm oddziaływania na Kijów.

A jeśli rosyjskie postulaty nie zostaną uwzględnione, Kreml jest gotów do daleko idących działań... 


WOJCIECH KONOŃCZUK jest analitykiem w Ośrodku Studiów Wschodnich im. Marka Karpia (OSW), gdzie kieruje zespołem Białorusi, Ukrainy i Mołdawii.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]
Dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich im. Marka Karpia w Warszawie. Specjalizuje się głównie w problematyce politycznej i gospodarczej państw Europy Wschodniej oraz ich politykach historycznych. Od 2014 r. stale współpracuje z "Tygodnikiem Powszechnym". Autor… więcej

Artykuł pochodzi z numeru TP 11/2014