Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Agent zrobił swoje...

Agent zrobił swoje...

19.04.2011
Czyta się kilka minut
KEITH JEFFERY, autor oficjalnej historii brytyjskiego wywiadu: Wątpię, aby za zniszczeniem archiwów polskiego wywiadu po 1945 roku kryła się jakaś złośliwość. Choć jako historyk żałuję ich straty.
P

Patrycja Bukalska: Komandor Wilfred A. Dunderdale pisał w 1945 r. w raporcie dla Churchilla, że rola polskiego wywiadu w wygraniu II wojny światowej była nieoceniona. Jak ocenia Pan użyteczność współpracy z Polakami?

Keith Jeffery: Wkład polskiego wywiadu w wysiłek całego wywiadu alianckiego był absolutnie zasadniczy. Szczodrość, z jaką Polacy dzielili się swoją siatką wywiadowczą z Brytyjczykami, była nadzwyczajna, pokazywała ich wielkie zaangażowanie we wspólną walkę.

Gdzie leży tajemnica polskiej efektywności?

Geopolityczna sytuacja Polski w okresie międzywojennym była bardzo niekorzystna: między agresywnymi, militarystycznymi mocarstwami i bez naturalnej bariery granicznej, jak np. góry. Aby przetrwać, Polska potrzebowała dobrego wywiadu, który zajmowałby się sąsiadami, zarazem potencjalnymi wrogami - i stworzyła jedną z najlepszych organizacji wywiadowczych w Europie. Podczas wojny polskie siatki agentów w okupowanej Europie często radziły sobie lepiej niż podobne siatki brytyjskie. Polskie źródła były szczególnie cenne, zwłaszcza zanim Brytyjczycy byli w ogóle w stanie zbudować swoje siatki.

Dlaczego takie polskie osiągnięcia, jak rozszyfrowanie Enigmy, odkrycie ośrodka badań rakietowych w Peenemünde czy działalność Mieczysława Słowikowskiego, głównego alianckiego agenta w Afryce Północnej, długo znane były tylko historykom? Jak można wytłumaczyć powszechne milczenie na Zachodzie?

Przez wiele lat, gdy Polska była pod rządami komunistycznymi, istniało potencjalne niebezpieczeństwo ujawnienia prawdy o faktycznym wkładzie polskiego wywiadu na rzecz aliantów. Teraz tak już nie jest. Poza tym, historycy specjalizujący się w sprawach wywiadu i niektórzy historycy wojskowości byli od dawna świadomi nadzwyczajnych polskich osiągnięć. To dla mnie niezrozumiałe, dlaczego wiedza o tym nie jest bardziej powszechna. Np. w tomie trzecim części drugiej swojego wielkiego dzieła "Brytyjski wywiad w czasie II wojny światowej" - opublikowanego dawno, w 1988 r. - Sir Harry Hinsley opisuje zasadniczy wkład Polaków w złamanie Enigmy. Tom pt. "Współpraca wywiadów Polski i Wielkiej Brytanii podczas II wojny światowej", czyli raport Brytyjsko-Polskiej Komisji Historycznej, opublikowany w 2005 r. [ukazał się po polsku - red.], opisuje szczegółowo ten temat. Choć objętość tej książki może być onieśmielająca dla przeciętnego czytelnika i być może będziemy musieli poczekać na bardziej przystępną wersję, opartą na tym raporcie. W mojej oficjalnej historii brytyjskiego wywiadu, wydanej w ubiegłym roku, opisuję Polaków jako "bardzo produktywną i szeroką sieć agentów w Europie", która pracowała z Brytyjczykami "z wielką korzyścią dla wysiłku wojskowego aliantów". Może zatem świadomość tego jakoś się przebije.

Słowikowski otrzymał order Imperium Brytyjskiego i usłyszał, że gdyby był Brytyjczykiem, do końca życia żyłby w dostatku. Po wojnie wielu zasłużonych dla aliantów polskich oficerów musiało ciężko pracować fizycznie, aby się utrzymać. Czy to już taki los ludzi, którzy wykonali swoje zadanie?

Nie mogę komentować losu poszczególnych osób, bo się tym nie zajmowałem. Wiem jednak, że Brytyjczycy starali się, aby wszyscy agenci, którzy pracowali dla nich, po wojnie zostali stosownie wynagrodzeni. Odbywało się to zwykle w formie jednorazowej odprawy i chyba tylko kilku - jeśli w ogóle ktoś - otrzymało emerytury. Oczywistym jest, że wywiad musi dbać o swych agentów, również po ich przejściu na emeryturę, choć inaczej wygląda to w czasie wojny, a inaczej w czasie pokoju. Gdy wojna się kończy, agenci - podobnie jak żołnierze - powinni oczekiwać demobilizacji i wrócić do cywilnego życia. Rzecz jasna, polscy emigranci po 1945 r., którzy nie mogli wrócić do domu, znaleźli się w niezwykle trudnej sytuacji. Może to względy polityczne wpłynęły na sposób, w jaki zostali potraktowani.

W latach 1945-46 dokumenty dotyczące polskiego wywiadu zostały przekazane w depozyt Brytyjczykom. Po upadku komunizmu nie zostały jednak zwrócone Polsce, bo nie można ich było odnaleźć w brytyjskich archiwach. Wydaje się, że zostały zniszczone. Czy to możliwe, że jednak gdzieś istnieją, w jakimś archiwum? Może w Waszyngtonie?

Jest bardzo mało prawdopodobne - szczególnie po rygorystycznych poszukiwaniach prowadzonych przez Brytyjsko-Polską Komisję Historyczną - że jakiś znaczący zbiór wojennych akt polskiego wywiadu ocalał. Wiele wywiadów systematycznie niszczy zapisy, które nie są już użyteczne operacyjnie. Także brytyjski, co opisuję w mojej książce. Dzieje się tak zarówno ze względów bezpieczeństwa, jak i innych, gdyż przyczynia się to do ochrony źródeł i metod, które należą do najważniejszych aspektów pracy każdego wywiadu.

Co więcej, do niedawna służby wywiadowcze nie zastanawiały się specjalnie nad opisywaniem własnej historii, nie było więc jakiejś wielkiej historycznej potrzeby, aby zachować archiwa. Tradycyjnie większość oficerów wywiadu uważało stare archiwa za niepotrzebne papierki, zajmujące tylko cenne miejsce, które najlepiej zniszczyć. Szczególnie w Wielkiej Brytanii nigdy nawet bardzo mgliście nie przewidywano, że jakieś dokumenty wywiadu zostaną umieszczone w Archiwum Narodowym. Z raportu Brytyjsko-Polskiej Komisji wynika, że pod koniec wojny wiele akt polskiego wywiadu zostało zniszczonych przez samych Polaków, jeszcze zanim cokolwiek przekazano Brytyjczykom. Jednak te dokumenty także, jak się wydaje, zostały zniszczone z obawy, że mogłyby stworzyć zagrożenie dla osób, które tak blisko współpracowały z aliantami. One nie miały już z pewnością znaczenia operacyjnego, a ktokolwiek był za nie odpowiedzialny, nie sądził, że ktoś kiedyś będzie oficjalnie opisywać pracę wywiadu podczas wojny - po co zatem w ogóle je trzymać?

Wątpię, aby kryła się jakaś złośliwość za zniszczeniem tych dokumentów. Choć jako historyk bardzo żałuję ich straty.

Prof. KEITH JEFFERY jest irlandzkim historykiem, specjalizuje się w dziejach Wielkiej Brytanii. Wykłada na uniwersytecie w Belfaście. Autor szeregu książek, w 2010 r. opublikował "The Secret History of MI6", oficjalną historię brytyjskiego wywiadu, obejmującą lata 1909-1949.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]