ABW operuje

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego (cztery uzbrojone ekipy) zatrzymała Jacka Kalasa (przeszukano też jego miejsce pracy, dom rodziny oraz mieszkanie teściów), według sądu - pracownika ABW, według szefa Agencji Andrzeja Bracikowskiego - nie.
Czyta się kilka minut

Zatrzymano też dwu funkcjonariuszy ABW. Kalas - człowiek o dużym doświadczeniu i wiedzy, wielokrotnie nagradzany za swą pracę - został wyrzucony z Urzędu Ochrony Państwa zaraz po przejęciu władzy przez Sojusz Lewicy Demokratycznej. Gdy odwołał się do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ten uznał zwolnienie za bezzasadne. Gdy UOP przekształcono w ABW, Barcikowski znów Kalasa zwolnił, ale i tym razem NSA stwierdził, że bezpodstawnie. Do NSA odwołała się ponad setka z ogólnej liczby 390 wyrzuconych z pracy funkcjonariuszy - niektórych, tych z niewielkim stażem, Barcikowski przyjął z powrotem do Agencji.

Tak się składa, że Kalas, który tymczasem znalazł zatrudnienie w Najwyższej Izbie Kontroli, należał do grupy pracowników NIK, którzy badali sprawę nieprawidłowości przy powstawaniu “Raportu otwarcia" rządu Leszka Millera.

Andrzej Barcikowski zarzeka się, że zatrzymanie Kalasa nie ma z tym nic wspólnego, a powodem było “systematyczne i zorganizowane przekazywanie informacji niejawnych osobom nieuprawnionym". O zagrożeniu, jakie Kalas stanowił dla państwa, nie był przekonany sąd, który nakazał zwolnienie urzędnika z aresztu. Z kolei minister spraw wewnętrznych Krzysztof Janik wyraził wątpliwość, czy siły zastosowane do zatrzymania Kalasa nie były za duże.

Poza oględnymi wyjaśnieniami swego szefa na temat przyczyn akcji przeciwko Kalasowi, ABW zasłania się tajemnicą państwową. Nie jest za to tajemnicą, że służby specjalne w Polsce od lat są polem politycznych rozgrywek. Zwolnień na początku rządów SLD nie można tłumaczyć innymi niż polityczne powodami. Operacja mogła mieć dwa cele: zastraszenie odwołujących się do NSA urzędników oraz walkę z NIK, który wykrył sprawę “Raportu" i jest jedną z nielicznych nieopanowanych przez ludzi Leszka Millera instytucji w Polsce. Instytucją w dodatku wścibską i niewygodną.

Z drugiej strony musi też zastanawiać fakt, że zwolnieni pracownicy ABW - ludzie o specyficznej wiedzy i kontaktach - szybko znajdują zatrudnienie w innej “firmie" i tam mogą te kontakty wykorzystywać. Tym razem okazało się to dla państwa korzystne. Ale przecież nie będzie tak za każdym razem. Tego rodzaju broń bywa zawsze obosieczna.

Co najgorsze: okazuje się, że funkcjonariusze specsłużb mają zazwyczaj silne ambicje polityczne. Wtedy gdy są w służbie, jak i gdy są już poza nią.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 35/2003