A to nieprawda

Nasz krąg cywilizacyjny ogarniają coraz częściej konwulsje sprzeciwu wobec niepożądanych przybyszów. Po co nam oni? Wtedy woła się o ograniczenia wizowe i zakazy wjazdu, na granicach się ustawia zapory, a statki przeładowane uciekinierami odsyła się z powrotem na morze. W każdym kraju z osobna powstaje zjawisko ludzi zbędnych: podobno nadmiaru, z którym nie wiadomo, co robić. Nie wiedzą nie tylko sternicy krajów i fachowcy od socjologii: sami zbędni nie widzą nieraz, ku czemu mieliby wstawać co rano. Trudno o coś bardziej smutnego. Ludzie niepotrzebni?.
Czyta się kilka minut

A to nieprawda. Wystarczy popatrzeć od innej strony na tę samą rzeczywistość, by usłyszeć - także w sobie samym - pytanie-alarm: “ale kto ma to zrobić?". Jak znaleźć ludzką obecność i pomoc tam, gdzie potrzebna jest ponad wszelką wątpliwość? Przy samotnych dzieciach, którym nie ma kto nawet odpowiadać na pytania, i samotnych ludziach żyjących tak długo, że osierocili ich nie tylko rówieśnicy ale nawet własne dzieci? Przy niepełnosprawnych, których obsługa wymaga trudu kilku osób sprawnych, i to miesiącami i latami - co dzień! - i przy pogubionych psychicznie, których monologi odstręczają kolejnych cierpliwych, a którzy w samotności zginą prędzej czy później? A nawet w biurach oferujących pomoc, ale tylko parę razy w tygodniu po parę godzin, bo nie ma kto dyżurować częściej, a już nie do pomyślenia jest, by ten sam dyżurny przedłużał pracę dlatego po prostu, że tym razem była kolejka potrzebujących? Wszyscy zajmujący się jakąkolwiek pomocą znają tę dysproporcję, ale uderza ona z nagła także nie przygotowanych, gdy powstaje alarm i pytamy: jak znaleźć człowieka? Na godziny nawet, a cóż dopiero bezterminowo? I na nic nam wtedy mądre diagnozy socjologów czy demografów zestawiających proporcje ludzi czynnych i niesprawnych, albo opisujących niepokojący trend zmniejszania się liczby powołań opiekuńczych. Sytuacja, gdy faktycznie w naszej cywilizacji zaistniało na dobre zjawisko wykluczenia, a równocześnie zjawisko bezradności tych, którym pomóc mogą tylko inni, nie oni sami - staje się groźna, bo te dwa zjawiska zdają się na siebie w żaden sposób nie wpływać.

Szczególnie drastyczny w swojej symboliczności jest fakt z naszego własnego podwórka: niektóre polskie parafie wprowadzają “przerwę wakacyjną" w odwiedzaniu chorych po domach z Eucharystią. “Bo nie ma kto". Aż trudno uwierzyć. Ale sama dopiero co przeczytałam taki komunikat w jednej z gazetek parafialnych.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Ilustracja na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru TP 28/2005