Związki partnerskie

Temat „prawdziwego rozdziału” Kościoła od państwa powraca coraz silniej. Czy czeka nas laickość podobna do tej we Francji?

Reklama

Związki partnerskie

Związki partnerskie

28.01.2019
Czyta się kilka minut
Temat „prawdziwego rozdziału” Kościoła od państwa powraca coraz silniej. Czy czeka nas laickość podobna do tej we Francji?
Na Marszu Świeckości w Krakowie, wrzesień 2017 r. BEATA ZAWRZEL / NURPHOTO / GETTY IMAGES
G

Gdy niedawno zapytano Olgę Tokarczuk o jej stosunek do religii, pisarka odpowiedziała: „Tam, gdzie religia miesza się do życia ludzi, tam rodzi najwięcej bólu i cierpienia”. Zaznaczyła przy tym, że „potrzeby religijne są zakorzenione w psychice ludzkiej, odpowiadają na lęk oraz na potrzebę porządku”. Jej zdaniem jednak „żadna z religii na świecie nie radzi sobie z nowym porządkiem, żadna nie może być traktowana jako rodzaj recepty na przyszłość”. Wedle Tokarczuk w tej sytuacji wyjście wydaje się tylko jedno: „sprywatyzować religię, sprawić, aby stała się intymnym przeżyciem bliskości z czymś, co każdy musi sobie zdefiniować na nowo. Musimy mówić o religijności tak, jak mówimy o seksie”.

Tęsknoty do prywatyzacji religii nie są w Polsce czymś odosobnionym. Inaczej w debacie politycznej nie wracałby nieustannie temat przeprowadzenia „prawdziwego rozdziału Kościoła od państwa”....

17076

Dodaj komentarz

Chcesz czytać więcej?

Wykup dostęp »

Załóż bezpłatne konto i zaloguj się, a będziesz mógł za darmo czytać 6 tekstów miesięcznie! 

Wybierz dogodną opcję dostępu płatnego – abonament miesięczny, roczny lub płatność za pojedynczy artykuł.

Tygodnik Powszechny - weź, czytaj!

Więcej informacji: najczęściej zadawane pytania »

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

bo nie zauważyłem ani jednego zdania o związkach partnerskich

Autor przez „związki partnerskie” rozumie tutaj partnerskie współistnienie zorientowanych odmiennie ideologicznie grup społecznych. I boję się pomyśleć, że taki tytuł artykułu miał również oczywistą, komercyjną przyczynę, która wynika z powszechnie przyjętego znaczenia tych słów :) Artykuł przeczytałem z zaciekawieniem. Pozdrawiam serdecznie Szanownego Pana.

[no może temu, że nawet na TP nie wszyscy potrafią takie proste metafory odczytywać]

...tam rodzi najwięcej bólu i cierpienia” - w samo sedno

Badania (również laickie) potwierdzają, że potrzeba sacrum jest niepodważalną potrzebą człowieka i tak czy inaczej, jak każda potrzeba będzie adresowana. Sądzę, że obserwacje wysiłków i rezultatów implementacji „wolności od religii” pozwalają za każdym razem zauważyć, że ostatecznie prowadziło to do tworzenia innej świętości ( przytoczony w artykule przykład Korei Północnej również to potwierdza). Warto o tym pamiętać proponując rozwiązania, warto pamiętać – bo to takie minimum przemyśleń i wysiłku intelektualnego na które powinni zdobyć się ci, którzy czują że mają potencjał i prawo dla rekomendowania rozwiązań dla całych społeczności. Kolejną sprawą jest kwestia uzurpowania sobie prawa do oceny człowieka ze względu na jego religijność, a nie ze względu na jego czyny. Ta kwestia powinna być zaadresowana na poziomie prawa, kiedyś była zaadresowana przede wszystkim na poziomie kultury osobistej, ale dzisiaj cierpimy na poważne deficyty w tym obszarze z tendencją do coraz niższych standardów, dlatego konieczne jest wsparcie prawa i efektywnych narzędzi do egzekwowania tego prawa.

niezależnie od tego, co Pani rozumie pod pojęciem "sacrum" i pozostając przy tego pojęcia popularnej definicji uprzejmie zwracam uwagę, że generalizując swą opinię pozbawia Pani prawa do człowieczeństwa tych z nas, którzy potrzeby owego cósia nie mają - ja się z pewnością do takich zaliczam i z pewnością nie jestem osamotniony - no to już nie jest sprawa sacrum albo nie-sacrum, to jest tak, że wypraszam sobie takie uogólnienia i proszę ich więcej nie stosować, bo się ni kupy ni sacrum nie trzymają, z Panem Bogiem i auf wiedersehen

Uderz w stół a nożyce się odezwą- stare ale sprawdzone. A moim zdaniem jak się samemu człowiek z czymś nie upora i siebie nie zrozumie, to swoje żale/złości słowem nienajlepsze emocje na innych kieruje. Człowieczeństwa absolutnie nie odmawiam i życzę spokoju ducha i radości.

mały biczyk Boży na faryzeuszy co najwyżej... parę razy na tym forum pisałem o absolutnym braku potrzeby wiary i dewastacji, jaką kościół czyni w tkance społecznej i mózgowej - ale na litość boską, żeby od razu "brak człowieczeństwa??"... tak, odmawia Pani, tyle dobrze, że choć na koniec się reflektuje - a ja w rewanżu jedynie się dziwię, jak homo s a p i e n s może takie głupoty pisać +++ p.s. w nawiązaniu do Pani psychoanalitycznych porad polecę krótki tekst z ewangelii: J 2,13-25

przykład z Koreą Północną jest równie niecelny jak sugerowana "niepodważalna potrzeba" - otóż nie żadna "świętość", tylko oparcie absolutnej władzy na fundamencie absolutnego lęku i strachu łączą reżim północnokoreański z systemami, gdzie religia była czy jest narzędziem służącym do sprawowania władzy oraz tego lęku nośnikiem i generatorem

po prostu zapomniałam żeby oprócz spokoju ducha, radości życia - zdrowia życzyć. Teraz już powinno być OK.

po chwili zastanowienia wydaje mi się, że Sz. Pani faktycznie zreflekowana

Jaka tam literówka to budowanie przestrzeni dla rzeczowej dyskusji dla mojego interlokutora w powyższym temacie. Ludziom trzeba pomagać znajdować radość dnia powszedniego. Pozdrawiam serdecznie.

Skoro każdego człowieka wierzącego uważa się za wroga wolności,to żadna tolerancja nie dotyczy takiego "czciciela zabobonów". Tępić robactwo w imię .... właśnie, czego?

Skoro każdego człowieka wierzącego uważa się za wroga wolności,to żadna tolerancja nie dotyczy takiego "czciciela zabobonów". Tępić robactwo w imię .... właśnie, czego?

Nie będę polemizował z tezami zawartymi w artykule, nie sądzę aby dotykały sedna problemu. Nie wiem też czy dysponujemy wystarczająco dobrymi kadrami, by zamiast religii w szkole uczyć etyki, albo wychowania seksualnego. Gdy do szkól wprowadzano religię, nikt tym problemem się nie interesował. Katecheci to porażka, to oni odpowiedzialni są za odejście młodego pokolenia od religii. Ich rażąco niski poziom i to pod każdym względem, rozłożył edukację religijną w rodzinie. Nie wymyśliłem sobie tego, ja to przetestowałem na własnych dzieciach i ich rówieśnikach. Tego już nie da się naprawić czy poprawić. Wczoraj pojechałem z żoną na sumę do zabytkowego kościołka w niedalekim mieście. Miasto tak na oko 50 tysięczne, ani lepsze ani gorsze od innych, takie jakich wiele w kraju. Ławki pełne, średnia wieku uczestników 65+ młodzieży, dzieci brak. Zresztą to nie była msza dla nich. W ławkach siedzą po 4 kobiety 2 facetów. Jeszcze niedawno dziadkowie przyprowadzali z sobą małe wnuki, teraz zero dzieci. Kazanie z kartki czyta młody ksiądz, Pisząc młody mam na myśli 35 latka - niej więcej. Jeżdżę po różnych kościołach, młodych kapłanów jest mało, a jak już głoszą kazanie to tylko z kartki, jakieś uczone wywody. Oni nie mają nic od siebie do przekazania. Msza się kończy, ogłoszenia, błogosławieństwo, a po mszy Wystawienie Najświętszego Sakramentu, organista śpiewa hymn, a ludzie podnoszą dupska, odwracają się plecami do ołtarza i dyla na obiadek. Zatkało mnie, zostaje tylko garstka. Mój były proboszcz chyba by trupem padł, gdyby to on prowadził celebrę. Tak, dupą do wystawionego Najświętszego Sakramentu odwracają się wspomniani staruszkowie obecni na mszy, którzy lada dzień przenosić się będą na Łono Abrahama. Nie będę moralizował, ale chyba komuś coś się dość mocno we łbach popieprzyło. Tych dziadków to nawet rozumiem, do niedawna opiekowałem się seniorką rodu i wiem co z człowiekiem czas wyprawia, ale tam przy ołtarzu było trzech dość młodych księży i jeden w podeszłym wieku, Ja nie wiem co oni sobą reprezentują. To jest chyba najistotniejsze pytanie, co my sobą reprezentujemy, bo mam w nosie co o mnie myślą ateiści i inne uczone mądrale.

Niestety ta opinia nie jest odosobniona i pasuje nie tylko 50-cio tysięcznych miasteczek, ale również tych mających miliony mieszkańców. Zachowań pozbawionych podstawowej kindersztuby doświadczamy codziennie, niestety również w kościele, gdzie średnia wieku (przynajmniej w mojej kilkunastotysięcznej parafii) jest na poziomie 60+ ( cóż dopiero wymagać od młodzieży czy dzieci) . Szokuje mnie, że ksiądz, po błogosławieństwie, idąc od ołtarza nawą główną lub bocznymi musi torować sobie drogę wśród gawiedzi śpieszącej się pewnie na kolejny odcinek serialu (no bo galerie zamknięte więc tylko serial pozostaje). Negatywna selekcja do zawodu nauczyciela/ wychowawcy czy również katechety przynosi owoce. Nawet jeśli w tym morzu niekompetencji i bylejakości pojawi się ktoś bardzo dobry to i tak wpływ takiej jednostki na całokształt jest marginalny, co przypuszczam, przyśpiesza tylko frustrację zawodową. Odwrócenie procesu korozji edukacji/ wychowania zajmie dużo czasu, ale nie można odpuścić tematu bo jest zbyt ważny. Trochę szokuje mnie że wszyscy mając świadomość tego stanu , a jednak wśród rodziców (całkiem młodych ale nie za młodych częste są opinie , że dzisiaj za wychowanie dziecka odpowiada szkoła. Myślę że ten problem poczuwania się do odpowiedzialności nie tylko za zapewnienie dziecku bezpiecznego i umożliwiającego poznanie różnych dziedzin/ przedmiotów rozwoju ale również rozwoju kulturalnego i moralnego jest kluczową sprawą. ( i sprowadza się do pytania co my sobą reprezentujemy aby nasze dzieci znalazły w nas autorytet albo chociaż wspomnienie dobrych i uczciwych, w szerokim kontekscie tego słowa,ludzi)

taka mianowicie, że gdy ten kolos na glinianych nogach w końcu runie, odrodzi się w Polsce prawdziwe chrześcijaństwo - ba, niechby nawet katolicyzm - w postaci marginalnej, ale za to prawdziwie ewangelicznej wspólnoty prawdziwie wierzących, na świecie wiele przykładów takiego zmartwychwstania

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]