W serii zwycięstw, które politycy Demokratów odnieśli we wtorek 4 listopada, bez wątpienia największym wygranym jest on: 34-letni Zohran Mamdani. Przyszły burmistrz Nowego Jorku – syn imigrantów i muzułmanin – jeszcze na początku tego roku był mało znanym członkiem legislatury stanowej. Dziś jest wschodzącą gwiazdą amerykańskiej polityki, a dzięki swojej charyzmie w zasadzie byłby idealnym kandydatem na prezydenta.
Byłby, bo nie urodził się w Stanach Zjednoczonych, lecz w Ugandzie, co – wedle prawa USA – zamyka mu drogę do takiego kandydowania. Poza tym on sam lubi przedstawiać się jako socjaldemokrata, co w boju o Biały Dom mogłoby odstraszyć niektórych wyborców.
Zohran Mamdani porwał młodych nowojorczyków
Kampania wyborcza Zohrana Mamdaniego – bez wątpienia populistyczna w swoim charakterze – przypomniała natomiast Demokratom, że ich obóz polityczny potrzebuje nowych i młodszych liderów, którzy do znudzenia będą mówić o wysokich kosztach życia w USA.
Bo to dzięki licznym obietnicom – w tym: budowy publicznych supermarketów z niskimi cenami żywności, darmowych przejazdów autobusem czy bezpłatnych żłobków – Mamdani przyciągnął do siebie wielu wyborców, zwłaszcza młodych nowojorczyków. W efekcie zmiażdżył swojego głównego rywala – centrystę Andrew Cuomo, za którym stały grube pieniądze, przekazane na jego kampanię od nowojorskich miliarderów.
Nowy Jork to nie jest jednak cała Ameryka
Ostry skręt na lewo nie byłby jednak receptą dla Partii Demokratycznej, patrząc w skali całego kraju. Aby wygrywać nie tylko w Nowym Jorku, Demokraci potrzebują także polityków centrowych – takich jak 53-letnia Mikie Sherrill i 46-letnia Abigail Spanberger, które 4 listopada wywalczyły sobie fotele gubernatorskie w New Jersey i Wirginii.
Obie skupiły się nie tylko na obietnicach walki z wysokimi kosztami życia, ale także podkreślały swoje doświadczenie, co jest istotne dla bardziej konserwatywnych Amerykanów. Sherrill służyła kiedyś w marynarce wojennej, a Spanberger pracowała w wywiadzie (CIA).
Szczególnie niepokojący dla Republikanów może być dwucyfrowy wynik, który Mikie Sherrill uzyskała w zamieszkanym przez Latynosów hrabstwie Passaic – tym samym, w którym Trump niespodziewanie wygrał w zeszłorocznych wyborach prezydenckich. To może sygnalizować, że Latynosi – coraz bardziej kluczowi dla wygrywania wyborów w USA – tracą złudzenia, iż za rządów Trumpa będzie żyło im się lepiej.
Z sondaży exit poll, które 4 listopada prowadzono w Nowym Jorku, Wirginii i New Jersey wynika, że dla Amerykanów najważniejsze są dziś sprawy ekonomiczne – co z automatu stawia w trudnej pozycji Trumpa, bo to on jest teraz w Białym Domu i odpowiada całościowo za gospodarkę USA.
W oczach wyborców Demokraci są odklejeni od problemów zwykłych ludzi
We wtorek 4 listopada „niebieska fala” – niebieski to kolor partyjny Demokratów (Republikanie mają czerwony) – przetoczyła się nie tylko przez Nowy Jork, New Jersey i Wirginię. Demokraci triumfowali także m.in. w Pensylwanii i Kalifornii – w tej drugiej mieszkańcy zgodzili się na zmianę granic okręgów wyborczych, co jest odpowiedzią na majstrowanie przy mapach okręgów w republikańskim Teksasie.
Choć wygląda to spektakularnie, nie należy jednak przeceniać tej „niebieskiej fali”. Mimo że większość Amerykanów nie jest zadowolona z rządów Trumpa, na razie nie przekłada się to na sondażowy wzrost poparcia dla Partii Demokratycznej. W świetle badania dla „Washington Post” i ABC News z końca października Demokraci są w oczach wyborców nawet bardziej odklejeni od problemów zwykłych Amerykanów niż Donald Trump.
Jeśli więc politycy Partii Demokratycznej będą więcej mówić o tych właśnie problemach – a nie głównie o wojnach kulturowych czy o zagrożeniach dla amerykańskiej demokracji – to powoli zaczną wracać na ziemię.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.




















