Reklama

Zbyt wielki świat

Zbyt wielki świat

01.08.2016
Czyta się kilka minut
Chcemy zejść do piwnicy i przeczekać nadejście historii, tak jak kiedyś przeczekiwało się nalot. Ale to się nie uda. Jesteśmy zbyt mali, a świat stał się zbyt wielki. Nie przeczekamy historii w naszych narodowych i państwowych norach.
W

Wiele, wiele lat temu przyjechałem pierwszy raz do Austrii. Oczywiście do Wiednia. Mieszkam na południu Polski, w dawnej Galicji, więc próbowałem się poczuć w dawnej cesarsko-królewskiej stolicy tak, jakby to była moja stolica. Leczyłem w ten sposób kompleksy prowincjusza. Niemniej miałem poczucie, że wszystkie te wspaniałości wybudowano i urządzono w sporej części za pieniądze galicyjskich chłopów, których nędza w tamtych czasach była przysłowiowa. Krążyłem zachwycony między Heldenplatz a Stephansplatz i podziwiałem. Imperialność mieszała się ze swojskością, bo wokół słyszałem oprócz niemieckiego wszystkie słowiańskie języki plus oczywiście węgierski. Podobało mi się to. Nocą stawałem między Chorwatami i Rosjanami w kolejce po gorącą kiełbasę. Taksówkami na ogół jeździli wąsaci Polacy. Rano na chodnikach leżało mnóstwo psich kup i ten widok również wzmacniał poczucie swojskości. No ale jak już powiedziałem, było to wiele, wiele lat temu...

Jednak już wtedy miałem dziwne poczucie, że to miasto jest zbyt wielkie. Że jest nierzeczywiste ze swoim pięknem i przepychem. Że nie pasuje do tego kraju, że jest ponad miarę. Że zawiera w sobie więcej fikcji niż rzeczywistych treści. W pewnym sensie było bezwstydne i wyzywające. Pytałem siebie: czyż upadłe imperia nie powinny zachowywać się nieco skromniej? Czyż nie powinny znaleźć dla swojej klęski formy nieco bardziej wytwornej? Czyż nie powinny zachować się bardziej elegancko? Tymczasem miałem do czynienia ze starą kokotą, która za pomocą pudru i szminki próbuje unieważnić upływ czasu. Wydawało mi się, że jest to zarazem groteskowe i wzniosłe. Śmieszne i heroiczne. Ale podobało mi się to wszystko, ponieważ było niezwykle literackie. W postaci tego miasta zawarty był dramatyzm; owo dziwne napięcie, które właściwe jest naturze człowieka, napięcie między tym, kim byliśmy, kim jesteśmy, a tym, czym chcielibyśmy być. Napięcie między miejscem naszego pochodzenia a miejscem, w którym umieściło nas życie.

Wilki, Tatarzy i dynastie

Wiem, o czym mówię, ponieważ pochodzę z kraju opanowanego pasją przeszłości i pragnieniem wielkości. Nikt tu nie jest zadowolony z miejsca, które przyszło mu zajmować. „Szewc zazdrości kanonikowi, że biskupem został” – to stare powiedzenie wciąż jest aktualne. Przeszłość nas więzi. Zwłaszcza ta, która wydaje się być większa, bardziej heroiczna niż teraźniejszość. Tęsknimy do niej, wierzymy, że można ją wskrzesić. Wierzymy, że powrót do niej pomoże odzyskać nam siły, które rzekomo utraciliśmy. Uważamy, że w minionym tkwią odpowiedzi na przyszłe. Wszak świat jest zły, wrogi, nieobliczalny, obcy, a przecież kiedyś taki nie był. Przecież kiedyś to my dyktowaliśmy warunki, kiedyś to nas się bano, z nami liczono i żaden najazd obcych nam nie groził, ponieważ to my wyznaczaliśmy granice świata.

Spacerując po cesarskim Wiedniu nie mogłem nie myśleć o przeszłości swojego kraju. O czasach historycznych, a zarazem zmitologizowanych. O wiekach, gdy Polska sięgała – jak się to poetycko oraz imperialnie określa – „od morza do morza”. Morza to były wprawdzie dość ciasne i śródlądowe, bo Bałtyckie i Czarne, ale jednak. Tak więc miejski, mieszczański Wiedeń, najbardziej miejskie z miast tej części świata, w połowie lat 90. kazał mi rozmyślać o czasach, gdy moja ojczyzna panowała nad bezkresem puszcz i stepów, a niedźwiedzi i wilków było zapewne więcej niż mieszkańców płacących podatki. Bawiłem się tą myślą, porównując losy Habsburgów i Jagiellonów. Sytuacja tych drugich wydawała mi się nawet ciekawsza, bo przecież sąsiedztwo wilków i Tatarów bardziej działa na wyobraźnię niż polityka matrymonialna jako główne narzędzie władzy i podboju. Wówczas wydawało mi się, że prowadzę jedynie nostalgiczną grę wyobraźni. Że snuję melancholijną opowieść i przywołuję minione obrazy, by nie uległy zapomnieniu, tak jak wspomina się dzieciństwo, by chronić i budować własną tożsamość. Ale przecież nie chciałem, by dzieciństwo powróciło. Już wtedy byłem na to za stary.

Kowalski, Gruber i Jones

Ale to były inne czasy. Europa żyła przyszłością. Za wszelką cenę pragnęła odgadnąć, co ją czeka, i była tej wiedzy ciekawa. Mam też wrażenie, że nie czuła przed tą wiedzą lęku. A w każdym razie nie dawała tego po sobie poznać. Zresztą prawdziwa odwaga na tym polega, że, owszem, boimy się, ale mężnie idziemy naprzód, naprzeciw przyszłości. Ona przecież i tak nadejdzie, i lepiej spotkać ją twarzą w twarz, niż żeby miała nas zastać tchórzliwie ukrytych w ciemnej dziurze. Lub we własnej na poły prawdziwej, na poły wyimaginowanej przeszłości.

To wszystko minęło. Cofamy się. Próbujemy się skryć jak ślimak w swojej skorupie. Wybieramy przeszłość. Żeby było jak kiedyś. W zaciszu dobrze strzeżonych granic. Najlepiej za jakimś kordonem sanitarnym. Za jakąś nową żelazną kurtyną. W mocarstwie, którego wszyscy się boją, albo chociaż w kraju, do którego nikt się nie wślizgnie. Żebyśmy mogli spotykać tylko sobie podobnych. Żeby rano na ulicy był tylko pan Kowalski, pani Gruber, pan Jones. Żeby nie trzeba było uśmiechać się do obcych. Bo to jest najgorsze: udawanie. Bo wreszcie chcemy być sobą. I nareszcie możemy, bo nie jest to już żaden wstyd. Tak jak w moim kraju, gdzie szef rządzącej partii o uchodźcach ma do powiedzenia tyle, że roznoszą choroby, a hierarchowie kościelni w udręczonych tłumach uciekinierów przed wojną, głodem i śmiercią widzą jedynie religijną konkurencję oraz forpocztę terroryzmu. Albo w Zjednoczonym Królestwie, gdzie parę dni po Brexicie próbowano podpalić dom Polaków, a na ścianach pojawiają się obelżywe napisy w rodzaju „Go back to your fucking country”. Tak jest u Kowalskich i Jonesów. Jak jest u Gruberów – nie mnie sądzić. Ale żyję na tym świecie już 56 lat i straciłem złudzenia, że Kowalskich, Gruberów i Jonesów więcej dzieli, niż łączy.

Oczywiście mamy prawo się bać. Mamy prawo zamknąć się w swoich domach i nie wpuszczać nikogo za próg. Oczywiście czujemy obrzydzenie i niechęć na widok obcych, nie czując wstrętu na widok własnych podłych uczynków. Bo to są nasze uczynki. Oczywiście, możemy wybierać własnych reprezentantów, którzy nas z podłych uczynków rozgrzeszą. Powiedzą nam to wszystko, co chcemy usłyszeć. Że jesteśmy lepsi, wyjątkowi i jedyni. Że do tej pory oszukiwano nas i prowadzono na manowce. Że zmierzaliśmy ku katastrofie, ale teraz nadszedł czas powrotu do prawdziwych wartości. Bo jedyną nadzieją na ocalenie jest właśnie powrót. Do mitycznego „niegdyś”. Do czasów, gdy byliśmy szczęśliwi. Do dzieciństwa, gdy mogliśmy czynić, co nam się podobało, nie ponosząc odpowiedzialności.

Wędrówki ludów

Wybieramy reprezentantów, którzy zarządzają naszym strachem. Nie potrafią nic innego. Sami są pełni lęku, więc skutecznie odczytują, przewidują i generują nasze obawy. Strach i władza są jak syjamskie bliźnięta. Im bardziej się boimy, tym większych tchórzy wybieramy. Poświęcą wszystko, by władzy nie utracić. Poświęcą nas, poświęcą kraj, poświęcą kontynent. Będą obiecywali nam wielkość, a zostaniemy „with our fucking countries”. Coraz mniejszymi, coraz bardziej swoimi, i coraz bardziej „fucking”.

Tak, wiem, za dużo o polityce. Nie jesteśmy na wiecu, nie jesteśmy w parlamencie ani w telewizji. Ale piszę te słowa po Nicei i Stambule, i czuję na karku gorący oddech rzeczywistości. Nie uciekniemy od niej. Nie uciekniemy przed nią w lekturę, tak jak nie zamkniemy przed nią granic naszych coraz bardziej strachliwych państw. Bo niby jak? Najpierw zamkniemy na klucz furtkę do ogrodu? Potem zamkniemy drzwi wejściowe? Potem włączymy alarm? A gdy strach podejdzie nam do gardeł, zgasimy światło i zejdziemy do piwnicy? Jak podczas wojny, gdy bezsilni i bezwolni przesiadywaliśmy w ciemnościach, oczekując, aż skończy się nalot?

Nasze kraje są małe. Jak zahipnotyzowane przeglądają się w powiększającym lustrze przeszłości. Nie mogą oderwać wzroku od świata, który kończył się za płotem, za rogatkami, za furtką, którą można było zamknąć na klucz. Uparcie odwracają wzrok od świata, który tak szybko, tak nieoczekiwanie zogromniał. Całe kontynenty, które jeszcze niedawno były jedynie źródłem legend, surowców i niewolników, stoją u bram. Jesteśmy tylko półwyspem na skraju wielkiego afroazjatyckiego lądu. Nie pomyliłem się. Afroazjatyckiego. Przecież w dzisiejszych czasach morze, nawet Śródziemnomorze, jest znikomą, w gruncie rzeczy, śródlądową przeszkodą.

Przez tysiąclecia nasz półwysep był zaludniany przez przybyszów, wędrowców i najeźdźców ze Wschodu. Jesteśmy ich potomkami. Pamięć wielkich wędrówek ludów powinniśmy mieć w genach. Powinniśmy zdawać sobie sprawę, że świat nigdy nie zastyga w bezruchu, że ludy wciąż będą się przemieszczać. Powinniśmy sobie zdawać z tego sprawę, że to my, ludzie Zachodu, wymyśliliśmy środki i udoskonaliliśmy narzędzia umożliwiające ten proces. To my rozsyłamy na cały świat opowieści o naszym nieprzyzwoitym bogactwie, sytości i spokoju. Rozdaliśmy nędzarzom całej Ziemi telewizory, wyświetliliśmy im na nich nasz pornograficzny dostatek, nasze lubieżne samozadowolenie, nasze bezwstydne bezpieczeństwo. W istocie to my sprowokowaliśmy tę nową wędrówkę ludów.

A teraz chcemy zejść do piwnicy i zgasić światło. Przeczekać nadejście historii, tak jak w zeszłym wieku przeczekiwało się nalot. Ale to się nie uda. Jesteśmy zbyt mali, a świat stał się zbyt wielki. Nie przeczekamy historii w naszych piwnicach, w naszych narodowych i państwowych norach. Gdy z nich wyjdziemy (jeśli ktoś nas wcześniej nie wywlecze), nie poznamy naszego starego świata.

Opowiem wam życie

No ale miało być o literaturze... Cóż – jest bezradna. Nie zmienia świata. Zarządcy strachu nie czytają książek. Czytają gazety, biografie tyranów i oglądają telewizję. Nie znaczy to jednak, że my, zwykli ludzie, mamy postępować tak samo. Opowieści uczą odwagi. Chociażby dlatego, że pokazują nam świat, w którym żyją nie tylko sojusznicy i wrogowie. Nasze życie jest bardziej skomplikowane niż życie zwierząt, które mają wybór jedynie między atakiem a ucieczką. Literatura czyni nasz los stokroć bardziej złożonym. Sprawia, że nie do końca jesteśmy w nim uwięzieni.

Wiele, wiele wiosen temu miałem okazję spędzić jakiś czas w więzieniu. Był to mój prywatny wybór i nie mam do nikogo pretensji. W zamknięciu największą torturą jest bezmiar czasu, który został ci odebrany. Nie jesteś jego właścicielem. To tak, jakby skradziono ci samo życie, jakby połowicznie i bezboleśnie cię uśmiercono. Żyjesz jak zombie i obsesyjnie przeliczasz minuty i dni, które mają smak kurzu i ciężar kamienia. Ale więźniowie są mądrzy. Więźniowe, moi koledzy, opowiadali. Mówili bez przerwy. Opowiadali własne życie, cudze przygody, widziane niegdyś filmy. Najlepsi za cichą zgodą strażników wędrowali nocami od celi do celi, by snuć historie do samego świtu. Płaciliśmy im papierosami. Ale ich opowieści warte były złota. Unicestwiały nadpsutą, nadgniłą materię czasu, w której nas uwięziono. To było czarodziejskie.

Bandyci, złodzieje, zabójcy opuszczali swoje życie, na te nocne godziny porzucali swój los. Może nawet wychodzili ze swoich wytatuowanych ciał i wędrowali niczym czyste dusze z nurtem opowieści. Zyskiwali nowe życie, które trwało do świtu, dopóki o szóstej nie odezwały się w kamiennych korytarzach elektryczne dzwonki. Nigdy wcześniej ani później nie widziałem, aby opowieść świeciła tak jasno w miejscu tak ciemnym.

Niedługo po wyjściu z więzienia napisałem pierwszą w życiu książkę. ©

Mowa wygłoszona podczas uroczystości wręczenia Austriackiej Nagrody Państwowej w dziedzinie literatury europejskiej 29 lipca na Uniwersytecie Mozarteum w Salzburgu. Laudację na cześć laureata wygłosiła austriacka pisarka i członkini jury nagrody – Evelyn Schlag.

​Tytuł i śródtytuły oraz skróty pochodzą od redakcji.

 

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Autor artykułu

Andrzej Stasiuk / Fot. Grażyna Makara
Urodził się w 1960 roku w Warszawie. Mieszka w Beskidzie Niskim. Prozaik i eseista. Autor Murów Hebronu, Dukli, Opowieści galicyjskich, Dziewięciu, Jadąc do Babadag, Taksimu, Dziennika...

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

W całym kraju można spotkać licznych Ukraińców, do których przecież nikt nie zgłasza pretensji ani o to, że odbierają pracę Polakom ani o to, że ich przodkowie mordowali na Wołyniu naszych przodków. Dlaczego tak się dzieje ? Odpowiedź moim zdaniem jest banalnie prosta. Ukraińcy cieszą się uznaniem i szacunkiem ponieważ ciężko, uczciwie pracują. To nie jest tak, że my boimy się Syryjczyków czy też Afgańczyków. Boimy się tego, że osiądą tu zastępy leni, których będziemy musieli utrzymywać. Pan dobrze o tym wie ale mimo to zdecydował o tym aby "sprzedać" Austriakom kilka banałów i sloganów umacniających stereotyp Polaka ksenofoba. Austriak usłyszał to co chciał usłyszeć i poczuł się dobrze. A można przecież było troszkę zepsuć Austriakowi humor i przypomnieć ichmościom o zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości, która nakazuje czcić pamięć ludzi pomordowanych przez nazistów. Gusen - miejsce kaźni tysięcy polskich inteligentów. Polski inteligent powinien o tym pamiętać. http://dzieje.pl/aktualnosci/list-otwarty-ws-dewastacji-b-obozu-koncentracyjnego-gusen

Ukraińcy cieszą się uznaniem i szacunkiem w Polsce bo wykonują proste prace za niewielkie pieniądze. Natomiast zastępów leni z Syrii lub Afganistanu boimy się jakbyśmy nie mieli własnych leni. Co też musiało się stać, że te leniwe bliskowschodnie hordy ruszyły swoje tłuste d... i przywędrowały aż tu? Nie ważne, w sumie każdą dyskusję można zamknąć argumentem, że Niemcy mordowali Polaków i kropka.

To, że 'Ukraińcy cieszą się uznaniem i szacunkiem w Polsce' jest tak prawdziwe, jak dajmy na to Antka Zamachowca wersja katastrofy smoleńskiej. No chyba, że ktoś ma wyrzuty sumienia i chce sobie humor poprawić takimi banialukami - to niech tak gada.

Kilkanaście lat temu pewien angielski dziennikarz zaproponował - pół żartem, pół serio - aby zawody sportowe rozgrywać osobno dla białych, którzy stosują doping, dla białych, którzy nie stosują dopingu, dla czarnych, którzy stosują doping, oraz dla czarnych, którzy dopingu nie stosują. Jasne, że nie warto traktować tej propozycji poważnie, choć warto przemyśleć przesłanki, które kierowały twórcą tej propozycji. Rzecz w tym, że ludzie nie są sobie równi, nigdy nie byli i nigdy nie będą. Na świecie spotykamy różne rasy, różne kultury, różne modele cywilizacyjne. Jeden mówi, że bardziej mu się podoba Kraków, a inny że bardziej magiczny jest Marrakesz. Ja tego nie zamierzam rozstrzygać. Moim zdaniem nie warto przenosić Marrakeszu do Krakowa, a Krakowa do Marrakeszu bo więcej z tego wyniknie szkody jak pożytku. I jeszcze dwa zdania o Cabo Verde. Jest taka wyspa na Oceanie Atlantyckim, na której żyje około pół miliona, w większości czarnych, mieszkańców. Otóż pamiętam jak przed laty niektórzy zachodni armatorzy zwalniali ze statków polskich marynarzy i zatrudniali w ich miejsce tych z Cabo Verde. Ci ostatni wypracowali sobie opinię świetnych fachowców, ludzi nadzwyczaj solidnych i uczciwych. Pracodawcom nie przeszkadzało to, że Caboverdanie przywędrowali z końca świata i to że mają ciemny kolor skóry.

Dla własnej satysfakcji i zagłuszenia sumienia można jak się okazuje najbardziej idiotyczne argumentacje tworzyć, ba, jeszcze o nich publicznie pisać. +++ Było już wielu takich, co dzielili ludzi na lepszych i gorszych, równiejszych i mniej równych. Plainduncan do nich dołącza. Po wieczornym różańcu i ojczenaszu, przed niedzielną sumą i przyjęciem Najświętszego Ciała Jezusa Chrystusa Pod Postacią Chleba, tu trzy zdrowaśki, z Panem Bogiem.

Alez to jest wlasnie tak, ze my boimy sie Afganczykow czy Syryjczykow. Boimy sie ich innosci, egzotycznosci, ich tajemniczej i przez nikogo doglebnie nie poznanej religii (bo przeciez Polacy nie czytaja). Obawa przed nic nierobstwem jest troche wyssana z palca. Wydaje mi sie, ze tolerujemy Ukraincow nie dlatego, ze ciezko pracuja, bo tego nikto nie wie. Nikt z nas nie chodzi na ich miejsca pracy i nie sprawdza jak rzetelnie pracuja. My ich tolerujemy dlatgo, ze sa nam kulturowo bliscy. Nie wprowadzaja zbyt ostrego kontrastu do naszej rzeczywistosci. Maja podobne przywary i slabosci.

Mówię to jako ich pracodawca. I gdyby Arabowie pracowali jak Ukraińcy , nie miałbym żadnych problemów z ich zatrudnieniem i blizszą znajomością. Na razie ich znam z obiegowych opinii, ale pewnie niedługo się bliźej poznamy, to sobie wyrobię zdanie.

Jakieś pół roku temu Republika Czeska zaproponowała uchodźcom mieszkania socjalne oraz pracę przy przetwórstwie warzyw i owoców dla kilkuset rodzin. Zgłosiło się kilkanaście rodzin z Syrii. Warunki pracy i płacy porównywalne, a nawet lepsze od tych jakie zastają w Polsce Ukraińcy dla naszych muzułmańskich braci okazują się nie dość atrakcyjne. Rzecz jasna Czesi podobnie jak Węgrzy i Polacy pokazywani są w światowych mediach jako ksenofobiczna nacja.

Rozumiem, ze Szanowny pan próbował zatrudniać tę niezliczoną rzeszę muzułmanów w swojej, dotychczas nieskalanej firmie i oni byli tak leniwi, że firma wzięła i się stoczyła. Prawdziwi polacy - katolicy musieli emigrować do Niemiec i zasilić rzesze bezrobotnych (najwięcej zasiłków dla bezrobotnych w Niemczech pobierają Polacy - ok 100.000). Inni prawdziwi Polacy zwiali do GB wraz z całymi rodzinami, potem im się odwidziało i wrócili do Polski, ale zapomnieli zawiadomić odpowiednie władze i nadal pobierają zasiłki w funtach na swe biedne, zagubione dzieci. A w ogóle to jak się ta zapyziała, muzułmańska Bośnia w naszej Europie utrzymuje przy swych wszystkich leniwych obywatelach?

Tylko w ten sposób unikniemy wodolejstwa. To może ja podam jeszcze jeden konkret. Mój sąsiad jest prawdziwym szczęściarzem. Od kilku lat pracuje jako izoler w Norwegii zarabiając netto w przeliczeniu jakieś 12 tys PLN miesięcznie. W niewielkiej miejscowości w północnej Norwegii, w której zamieszkał osiadło kilkuset Polaków i podobna ilość Somalijczyków. Praktycznie 100 procent Polaków jest zatrudnionych w różnych miejscowych firmach. Praktycznie 100 procent Somalijczyków błąka się po ulicach całymi dniami nie podejmując pracy zarobkowej. Nie ma się co obrażać na rzeczywistość. Czy nam się to podoba czy też nie Polacy są chętniej zatrudniani przez Norwegów i nie musi to wcale wynikać z rasizmu ale raczej ze zwykłego rachunku ekonomicznego.

Z tego, co pamiętam, 16% przebywających w Niemczech Polaków pobiera tam zasiłki, przy średniej ze wszystkich krajów wynoszącej 18%, dla Turków 20%, a dla innych krajów muzułmańskich jeszcze więcej, więc argument tak ogromnej ilości zasiłków dla Polaków niezbyt trafiony...

"Ale żyję na tym świecie już 56 lat i straciłem złudzenia, że Kowalskich, Gruberów i Jonesów więcej dzieli, niż łączy." jest raczej coś nie tak. To chyba jakaś odwrotna perspektywa.

I tu i tam plebs w gruncie rzeczy jest taki sam czyli, że jest przerażająco mało szlachetny. Inaczej: chamstwo i prostactwo jest zjawiskiem powszechnym, globalnym i uniwersalnym. Tam robią Brexit, a tu wybierają Dudę i PiS. I tu i tam nie lubią Pakistańczyków i nie chcą oddać dziecka gejowi do adopcji. Ale to wszystko mały pikuś jest. Ostatnio przeczytałem coś co mnie zmroziło: "Chrześcijaństwo potępia z jednakową mocą zarówno komunizm, jak i dziki kapitalizm. Powinna istnieć własność prywatna, ale obowiązkowo ujęta w sprawiedliwe ramy społeczne. Wyraźnie widać to na przykładzie pieniędzy, które uciekają za granicę. Pieniądze też mają ojczyznę i ten, kto rozwija jakąś produkcję w kraju, a pieniądze wywozi, żeby trzymać za granicą grzeszy." Przecież to czysty kaczyzm jest. A są to słowa kardynała Bergoglio ( fragment rozmowy z rabinem Skórką ).

ale nie zmienia to faktu, że jest to odwrotna perspektywa. W powszechnym rozumieniu za pozytyw przyjmuje się to co łączy, a nie to co dzieli. Tu wartością oczekiwaną jest podział.

Tak to można czynić w czasie pokoju lub wtedy gdy ma się przewagą. Trwa wojna o "Nowy Porządek" i każdy usiłuje zdobyć jak najwięcej. Ekonoma, demografia to też narzędzia walki w tej nowej formie światowego konfliktu. Cywilizowanie barbarzyńskich zdobywców sprawdziło się w czasach upadku Imperium Romanum, teraz się nie uda. Tamci zdobywcy byli zafascynowani Rzymem, nowi nie są. Wartością oczekiwaną jest przetrwanie.

"Żeby rano na ulicy był tylko pan Kowalski, pani Gruber, pan Jones", czytam ironicznie, zatem jest sugestia, że powinienem chcieć spotkać na spacerze kogoś z Burkina Faso, dajmy na to. Jak sam wiesz, z definicji, nie lubimy jak ktoś wie lepiej czego powinniśmy chcieć.

przecież robię zakupy w Biedronce z Wasylem, Miszą i studentem z Afryki, podobnie jak setki innych Kowalskich. Nie jest to ani kwestia chęci czy braku chęci, to się po prostu dzieje i nikomu to nie przeszkadza. Wybacz nie do końca łapię zatem kontekst. O ile łapię, ale nie wiem czy poprawnie, to by było tak: ktoś chce mi wmówić, że ja mam obowiązek "chcenia" by Muchamada wpuścić w Biedronce bez kolejki i za niego zapłacić jeszcze zakupy, a na to już faktycznie żaden Kowalski czy Jones nie pójdzie (za Grubera się nie wypowiadam ;p). ps. ostatnio pewien osobnik nieznanego mi pochodzenia poprosił o parę złotych na bułki, coś tam dostał, był grzeczny i podziękował, ale na "bez kolejki" niech nie liczy, no chyba, ze z głodu czy innego "pragnienia" będzie słaniał się na nogach, zatem każda reguła ma swoje wyjątki, tyle że robienie z wyjątku reguły uważam, za głęboko szkodliwe, no i by wypadało by obdarowany szanował darczyńcę, a przynajmniej udawał.

"to się po prostu dzieje i nikomu to nie przeszkadza"- w Białymstoku przeszkadza. I we Wrocławiu też lubią puścić z dymem kukłę wiecznego tułacza.

To, że dwa lata temu jakiś idiota spalił we Wrocławiu kukłę zatrzęsło całą Europą. A tak na marginesie: czy pan wie drogi panie, że pod Paryżem istnieje wioska o nazwie La Mort aux Juifs czyli Śmierć Żydom ? Czy wyobraża pan sobie takie egzemplum w naszym kraju ?

Drogi panie prosty Kowalski nie ma czasu na odczuwanie takich emocji do obcych, to może garstka wynudzonych sfrustrowanych, żyjących z socjalu, "renty od baci" lub wymuszeń, skinheadów. Prosty Kowalski patrzy by związać koniec z końcem, bo jego życie w tym naszym domu (kraju) dla niego jest "długie" jak miesiąc i cienkie jak wypłata. W zawiści kisimy się we własnym sosie (bardziej nienawidzimy sąsiada który ma lepsze firany czy auto, niż jakichkolwiek uchodźców). Kowalskiego oszukano już tyle razy, że boi się, że za całym tym lobbingiem wokół uchodźców kryje się kolejny szwindel i w sumie ma ku temu całkiem spore przesłanki. No i na koniec ludzie od zawsze za filar szczęścia uważali rodzinę, a plemię czy naród są bardzo skutecznymi formami obrony przed zagrożeniami, nawet więźniowie to wiedzą i uchodźcy też, ale jak widać autor zapomniał. Ponadto świat jednak mocno zmalał i wcale nie jest taki wielki, to drapieżniki po nim grasujące wypasły się ponad miarę, Kowalski woli nie zapraszać ich do siebie. Kowalski kocha Chalidowa i nie jest żadnym rasistą, ale swój rozum ma i wie, że więzienne opowieści na ogół to bujdy (nawet jeśli prawdziwe to są mocno ubarwione, przerysowane i podane bez kontekstu) ;p

Oczywiscie Andrzej Stasiuk ma racje, ale jego adwersarze nie moga tego zaakceptowac bo po prostu malo wiedza o swiecie - a takze o swojej wlasnej historii. Swiat widziany z perspektywy malenkiej Polski (na dzis ok. 0,5% swiatowej populacji z szybka tendencja spadkowa), filtrowany przez prowincjonalne (w sposobie myslenia, niekoniecznie tylko geograficznie) media uzywajace polprawd, jawnych klamstw a czasem po prostu ignorancji - jawi nam sie jako przerazajace, niezrozumiale kuriozum. Przeciez tak bylo zawsze: "niech na całym świecie wojna, byle polska wieś spokojna." My wiemy lepiej: przedmurze chrzescijanstwa, czyste sumenie. Niewolnictwo? To tylko Ameryka. Co powiedzialby o tym pozbawiony wszelkich praw polski feudalny chlop, jeszcze 200 lat temu? Kolonializm? To ten pazerny Zachod, niech teraz za to placi. Malo kto odwazy sie dzis wspomniec o Polskiej Lidze Morskiej i Kononialnej, tak popularnej w okresie Miedzywojnia, snujacej powazne plany polskich kolonii w Kamerunie czy na Madagaskarze. Wojny zaborcze? To "Oni" - Niemcy, Rosjanie i inni, tylko nie my. Zajecie Wilna w 1920 lub Zaolzia w 1938, o ile ktos o tym pamieta, to oczywiscie uzasadnione akty przyjscia z pomoca uciskanej polskiej mniejszosci. Holocaust i zbrodnie wojenne? To znowu "Oni". Szmalcownicy nie istnieli a wszyscy katoliccy Polacy robili wszystko, z narazenie zycia, by pomoc sasiadom, zydowskim Polakom. Antysemityzm? To gdzie indziej. Nikt juz nie zauwaza ze naduzywane w pojecie "Zydzi" w stosunku do osob zamieszkalych kiedys na terytorium Polski odnosi sie do POLAKOW, obywateli polskich, wyznania zydowskiego. No ale Polak - to musi byc katolik. Nasz pan prezydent moze sie "pochylic" nad polskimi Zydami, luteranami, muzulmanami z Podlasia przy okazji wielkich swiat panstwowych - ale, tu mrugniecie okiem, wszyscy przeciez wiemy, ze to tak naprawde "nie-nasi". Historia naszej ludzkiej cywilizacji to historia, niekiedy brutalna, przemieszczania sie ludzi, mieszania kultur, czasem podbojow, czasem pokojowej koegzystencji. Potega Stanow Zjednoczonych zostala zbudowana przez cale pokolenia "uchodzcow", dzis zwanych po prostu obywatelami USA. Polacy od stuleci byli "uchodzcami", i to niekoniecznie, jak chcialaby dzisiejsza "polityka historyczna" (okreslenie przesiakniete Goebelsowskim falszem i chciejstwem), z powodow politycznych, ale najczesciej w poszukiwaniu lepszego zycia, dla przyszlosci dzeci, czasem po prostu z ludzkiej potrzeby odkrywania nowych perspektyw. Nie madrze sie tutaj czysto teoretycznie. Od 30 lat mieszkam w Kanadzie i jestem aktywnym wspoluczestnikiem tworzenia tutejszej "multi-kulti". Kanada, mniejsza ludnosciowo niz Polska, przyjela w ostatnich 10 miesiacach 50 tys. uchodzcow. Co roku przybywa do Kanady ok. 250 tys imigrantow z calego swiata, glownie z krajow Trzeciego Swiata. Podobno Kanada to najlepszy w swiecie kraj do zycia. Czy ktos w Polsce zastanowil sie co jest tego zrodlem? Czy to kanadyjska ksenofobia i zaszywanie sie w lesnej gluszy? Czy moze raczej odwrotnie - otwarcie na swiat, zrozumienie ze zyjemy w globalnej wiosce i danie szansy zyciowej biedakowi z Burkina Faso to korzysc dla wlasnego kraju? Oczywiscie Kanada, jak kazdy inny kraj, nie jest pozbawiona problemow. Niektore sa zwiazane z imigracja. W przekroju calego spoleczenstwa nie wydaje sie jednak, ze przybysze z Kurdystanu przysparzali Kanadzie wiecej problemow niz niektorzy przybysze znad Wisly. Patrzac tez z tej perspektywy, tak zwany zyciowy sukces stal sie udzialem tych, ktorzy zaadoptowali sie do zycia tutaj, w przeciwienstwie to tych zyjacych w etnicznych gettach. Polacy tez nie sa tutaj wyjatkiem. Tak wiec, panie i panowie, wiecej refleksji, przeczytania paru ksiazek, odrobiny chrzescijanskiego milosierdzia - no i odwagi do zmierzenia sie z otaczajaca rzeczywistoscia.

Otóż to. gdyby nie środek lata zdjąłbym czapkę z głowy. Lub kapelusz. Nie uświadamiamy sobie, że na Ziemi - globie jest już nas 7,5 mld. Ciągle nam się wydaje, że to my jesteśmy środek świata. Nie bierzemy pod uwagę, że Ziemia ma inne problemy niż nasze przedmurze chrześcijaństwa. Wody zdatnej do użytku jest coraz mniej, Afryka pustynnieje i stepowieje. Ale co to dla nas. wybudujemy mur, postawimy Gwardię z Ministrem na czele i po problemie.

To, że na przełomie dziejów (ba i nawet obecnie się zdarza) bywaliśmy kanaliami nie oznacza jeszcze, że mamy być frajerami. Na świecie nie ma państwa które cokolwiek robiłoby wbrew własnemu interesowi i za darmo. Na poziomie państw wszelkie przejawy "poświęcenia" to tylko eufemizmy przykrywające właściwe cele i plany. Jakże naiwnym trzeba być by uważać inaczej? Polskie społeczeństwo nie jest bardziej ksenofobiczne niż inne, ale tak jak inne nie lubimy gdy na siłę chce się nas wrolować w jakiś szemrany interes. ps. podobnie jak Kanada przyjmujemy bardzo dużą liczbę uchodźców, tyle, że z Ukrainy, śmiem przypuszczać, że jakby nie my to sytuacja bardzo wielu z nich byłaby wprost tragiczna, ale nie będę się wymądrzał, bo podobnie jak Kanada tak i my w tym mamy swój interes.

No tak. Chcę pana zapewnić, że nie potrzeba aż tak dalekiej perspektywy [ z Kanady] aby zobaczyć ten parszywy polski zaścianek, który stał się oknem zarówno na świat jak i oknem przez które ok 30 procent współobywateli ogląda swoje wnętrze. Mają swojego premiera, prezydenta, dostali po 500 zł i jest im wspaniale, chcą świętego spokoju nawet za cenę chwycenia za pysk czyli ograniczenia demokracji. Raz na jakiś czas ktoś wielki nas odwiedzi [np papież], wtedy serca pałają [ na chwilę] ale rozum nic, rozum ma uzdę. To nie jest nowość, bo Wyspiański opisał to już ponad 100 lat temu. Zresztą co tam Wyspiański, wcześniej był Jan Kochanowski. Mamy coś parszywego w naszych "genach narodowych". Jedno mam pytanie: czy poza wywodem krytycznym, z którym się zgadzam, widzi pan, tam z daleka, jakieś wyjście z tej sytuacji? Pytam bardzo poważnie. Czytanie książek dużo daje, to wiem sam po sobie, ale to jeszcze nie wszystko. Pozdrawiam z okolic Krakowa

Ty na Polskę i Polaków rzygasz.

Sam bym tego lepiej nie ujął.

jest trochę wybiórcze. Poprawne politycznie i zgodne ze standardami. Jednakowoż twoje spojrzenie Stan, to spojrzenie gościa zza Wielkiej Wody. A za Wielką Woda bezpiecznie. Emigranci o których piszesz, są przed przyjazdem dokładnie sprawdzeni przez służby specjalne a przede wszystkim ci emigranci chcą do Kanady przyjechać i tam zacząć nowe życie. A co byś powiedział Stan, gdyby do twojej Kanady przyjechało w ciągu roku jakieś 2 miliony emigranto-uchodźców jednego wyznania a do tego powiedzmy w Toronto, Ottawie owi przedstawiciele w imię Boga dokonali by zamachów na twoich ziomków.Vide Paryż, Bruksela, Londyn, Madryt.... Co byś wtedy pisał Stan? Co byś wtedy myślał Stan? Za Wielka Wodą bezpiecznie Stan.Lecz to wcale nie musi zawsze tak być. Bo dziwnym trafem niektórzy przedstawiciele owych emigrantów w 2, 3 pokoleniu, dochodzą do przekonania że życie w bogatym społeczeństwie bez żadnych ideałów a rozpasanych moralnie to nie ich droga. Co dalej to wiesz, jak myślę, ponieważ nie czytasz tylko książki, ale oglądasz TV i czytasz gazety....

Szanowny Panie, nie nazwę Pana prorokiem, wiem, że wnioski w swej Mowie wysnuwa Pan z trzeźwych przemyśleń i wiedzy historycznej, nie ze snów proroczych. Wychodząc od Pańskiego nazwania naszego miejsca pobytu półwyspem przy wielkim, afro - azjatyckim lądzie, mogę w pełni zgodzić się z Pana przemyśleniami. Wystarczy popatrzeć na globus, żeby uświadomić sobie co Pan, przez to stwierdzenie rozumie. Trzeba, także zgodzić się z Panem, iż to my sami sprowokowaliśmy tę "wędrówkę ludów', której początki widzimy dookoła. Nie ma odwrotu. Możemy dokonywać przeróżnych umysłowych i gramatycznych wygibasów, procesu nie cofniemy. Nawet nie zatrzymamy. Im prędzej uświadomimy to sobie, a zwłaszcza uświadomią sobie przeróżni 'politycy" związani z partiami oraz Kościołem, tym szybciej będziemy mogli przygotować się na przełknięcie tego procesu w miarę bezboleśnie.Podoba mi się porównanie zachowania różnych osób mniej lub bardziej prominentnych do ucieczki do piwnicy i zasłonięcia sobie oczu i uszu (to ostatnie to moje). Dziękuję za te słowa prawdy o nas i świecie nas otaczającym. Patrzmy trzeźwo na zjawiska zachodzące dookoła nas.

Obawiam się, że francuscy Żydzi nazwali by go raczej idiotą. http://wyborcza.pl/duzyformat/1,147365,18539944,zydzi-uciekaja-z-francji-bilet-w-jedna-strone-dla-calej-rodziny.html?disableRedirects=true

Bzdury. 2 miliony to przyjechało do Turcji, i to w ciągu kilku lat. Nawet w całej Europie - gdzie się Kanadzie z nią równać - nie doliczymy się tych milionów. Ale ja to rozumiem - fanatyzm, rasizm, ksenofobia - nakarmią się największa głupotą i wcale im ona nie zaszkodzi - ba, jeszcze je wzmocni, bo to te same geny. A już argument, że 'w 2,3 pokoleniu...'itede to z całym szacunkiem, ale nawet na miano bzdury nie zasługuje. To porażka.

Kilkadziesiąt dużych zamachów bombowych i setki ofiar (jeśli już nie tysiące) na zachodzie kraju, na wschodzie praktycznie wojna domowa z Kurdami, zamieszanie w stosunkach z Rosją, brak środków na utrzymanie uchodźców i wypychanie ich na siłę do Europy (zastopowane dopiero teraz za haracz z UE), załamanie krajowej turystyki (spadek o 78%), brak kontroli nad terenami przygranicznymi (swobodny ruch terrorystów w obie strony, szpitale i obozy treningowe dla dżihadystów, możliwe dlatego, że jest ogromne zaplecze syryjskiej ludności kryjącej wśród siebie terrorystów), głód, nędza i przestępstwa na ulicach dużych miast na co dzień to mało? A to wszystko w kraju bardzo zbliżonym kulturowo i językowo do Syrii, więc odchodzi mnóstwo innych potencjalnych problemów. Naprawdę chcemy tego samego w Polsce?

Chwała Autorowi. Niestety większość komentarzy jest żenująca i nie na temat. Z Autorem zgadzam się. SzczeP
Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]