Reklama

Zapraszamy na aleję Róż

Zapraszamy na aleję Róż

06.06.2007
Czyta się kilka minut
Odnalazłem swoją pasję dawno temu. Jest nią moje miasto - Nowa Huta. Zajęła mnie na dobre i przy okazji wyleczyła krakowskie kompleksy. Już ich nie mam.
W centrum Nowej Huty /
N

Na czym polegały? Najkrócej: niekiedy ukrywałem swoje nowohuckie pochodzenie. Było to czasem niezbędne do przetrwania w towarzystwie. Zrzucenie krakowskiego kompleksu sprawiło, że jest mi przez to tak lekko, jak po każdej dobrej spowiedzi. Nikt mi już nie nadepnie na odcisk z tego powodu, że "jestem z Huty". Bo przecież jestem i czuję się z tego powodu wyśmienicie. Rozpiera mnie duma, a w oczach innych dostrzegam strach, a może raczej smutek i zagubienie przed tym, co ja mam, a czego oni nie posiadają. A brakuje im odniesienia, z którym mogliby się utożsamiać i pokazywać to na zewnątrz. Może trochę pachnie to lokalnym ekshibicjonizmem, dla wielu lokalnym patriotyzmem, dla innych niezrozumiałym wręcz lokalnym szowinizmem. Dla mnie ważne, że nie jestem już sam. Ostatnio w nowo powstałym nowohuckim "1949 club" sprzedałem koszulkę zakochanej parze. Z koszulki bije mocny nowohucki motyw. Ona bała się o niego, że "w Krakowie" ktoś przez tę koszulkę może zrobić mu krzywdę. On odpowiedział: "Nie martw się kochanie, nikt w tej koszulce mnie nie zaczepi, moja wartość dzięki niej wzrośnie wielokrotnie". Oboje uśmiechnięci wyszli z zakupem. Okazało się, że kochają nie tylko siebie nawzajem, ale i Nową Hutę, z której pochodzą i w której mieszkają. Przestali się jej wstydzić. Chcą to oznajmić wszystkim dookoła. Będą to robić dzięki skromnej koszulce...

Alternatywa dla Sukiennic

Gdy swego czasu miałem wpływ na lokalną władzę, najważniejsza dla mnie była rewolucyjna zmiana podejścia do Nowej Huty wśród władzy właśnie. Należało jak najszybciej skończyć z traktowaniem Nowej Huty jako piątego koła u krakowskiego wozu. Należało skończyć z biernością wobec podstawowych problemów ludzi oraz rozpocząć budowę nowohuckiej marki. Nowa Huta miała stać się bezpiecznym i wygodnym miejsca do życia. Ważnym założeniem była budowa podstaw pod nowohucką gospodarkę turystyczną (NGT). Nowa Huta jako jedna z przodujących miejskich atrakcji turystycznych? Przecież to oczywiste. Ileż razy można chodzić na Wawel czy do Sukiennic? Pięć? Dziesięć? Co dalej, jeśli znudzą się turyście Rynek czy ulica Szeroka? Jeśli oferta krakowska będzie tak bardzo zamknięta na wszelkie inne propozycje, to olbrzymie liczby przybywających do Krakowa zaczną się stopniowo kurczyć. Nowa Huta i budzące się też do życia Podgórze to szansa na podtrzymanie świetnej turystycznej passy. Nowa Huta, ta stara, wiejska, Nowa Huta w swej niepowtarzalnej socrealistycznej części, Nowa Huta nowoczesna ze zmodernizowaną infrastrukturą - od ulicznej po kulturalną i sportową, ma realną szansę wejść na pozycję lidera wśród krakowskich atrakcji turystycznych. Może to właśnie sprawia, że potencjalny rozwój jej turystycznych skrzydeł jest przyduszany, ograniczany...

Nigdy nie zapomnę, w jakie zmieszanie wprowadziłem swego czasu Bogusława Sonika, niegdyś szefa miejskiej promocji i turystyki, gdy z uśmiechem na twarzy referował komisji kultury osiągnięcia turystyczno-promocyjne Krakowa. Było to jedno z pierwszych naszych posiedzeń. Wysłuchałem tej optymistycznej prognozy turystycznej dla Starego Miasta i zapytałem krótko: "A co z Nową Hutą? Jakie macie Państwo propozycje co do pobudzenia turystycznego Nowej Huty? Czy możecie nam Państwo odsłonić jakiekolwiek plany, projekty, koncepcje?". Natarczywe pytania o zmiany zaczęły pojawiać się co chwilę.

Podobnie było z wieloma innymi kwestiami i problemami, które sukcesywnie udawało się odkopywać ze sfery niepamięci i przywracać do życia. Boiska wielofunkcyjne, stadiony, ulice, parki. To przełamało niemoc i dało dobry grunt do zmian. Zaraz po tym w samym środku jednego z największych i najładniejszych nowohuckich osiedli otwarto teatr Łaźnia Nowa, a jeden z lokali użytkowych zamieniono na oddział muzealny "Dzieje Nowej Huty". Oddolne działania obudzonych rzesz nowohucian dały nam wszystkim cykle koncertowe w przeróżnej nowohuckiej przestrzeni, jak aleje, kościoły czy kopiec Wandy. Od czterech lat w ostatni weekend sierpnia można spotkać się w największym w mieście plenerowym kinie w celu obejrzenia materiałów filmowych o nowohuckiej przeszłości i teraźniejszości. Wszystko dzięki temu, że coraz większą liczbą nowohuckich spraw zajmują się nowohucianie. To fantastyczny prognostyk na przyszłość.

Zaczekam na jubileusz NH

Gdy kilka lat temu padła propozycja przygotowania hucznych obchodów 750-lecia lokacji Krakowa, natychmiast w mojej głowie zrodził się pomysł "ubrania" w lokację Starego Miasta także mojej Nowej Huty. Pomyślałem sobie, że zaakceptowanie nowohuckich propozycji programowych i inwestycyjnych będzie jak swoiste świadectwo dojrzałości Krakowa względem Nowej Huty. Szybko przekonałem się, że Kraków do egzaminu dojrzałości "z Nowej Huty" jest jeszcze mocno nieprzygotowany. Propozycje inwestycyjne i kulturalne przepadły z kretesem w Radzie Programowej jubileuszu. Udało się przemycić plenerową wystawę o nowohuckich dziejach sprzed i po 1949 r. i plany modernizacji fortu Mogiła na placówkę młodzieżową. Modernizację fortu urzędnicy odłożyli ad acta. Historia Nowej Huty na fantastycznych fotografiach będzie dostępna całą dobę w przestrzeni placu Centralnego już od 5 lipca od godziny 17.00 aż do października. W sam program krakowskiego jubileuszu nie wnikam. Mało mnie interesuje. Coś pewnie wybiorę dla siebie, coś dla rodziny. Jak choćby ulubione przez moją córkę smoki paradujące po mieście czy wystawę prezentującą oblicze średniowiecznego Krakowa. Ale generalnie przed programem jubileuszu na baczność nie staję, czasu nie rezerwuję, choć doceniam trud całej oprawy i jubileuszowej propagandy. Nie udało mi się kosztem jubileuszu zdobyć wiele dla poprawy ogólnego wizerunku Nowej Huty. Będziemy świętować przy wspomnianej wystawie i zobaczymy, co urzędnicy poczynią dalej z obiecaną modernizacją mogilskiego fortu. Nie udało się. Zaczekam do 2009 r., kiedy będziemy obchodzić 60-lecie powstania Nowej Huty (1949-2009). Szczytem marzeń będzie otwarcie pierwszego etapu samodzielnego Muzeum Nowej Huty w przestrzeni dawnego kina Światowid - muzeum na miarę XXI wieku, które będzie naszą wizytówką.

Miasto-ogród

Niczego mi w Nowej Hucie do szczęścia nie brakuje. Lubię zieleń i ogrody. Nowa Huta jest miastem-ogrodem. Lubię pobiegać i pograć w piłkę - mam gdzie, a boisk u nas jest coraz więcej, i to na europejskim poziomie. Rowerem po Nowej Hucie? Proszę bardzo. Ostatnio przemierzam NH wzdłuż i wszerz na starym polskim ambasadorze. Tego, ile poznałem nowych, nieznanych mi dotąd elementów nowohuckiej architektury i lokalnych dawnych tradycji, nie sposób wymienić. Wszystko dzięki rowerowemu hobby, do którego namawiam córkę, swoją drogą bezgranicznie zakochaną w kopcu Wandy.

Jak mawia miłośnik NH Maciej Miezian, którego fanem jestem od dobrej dekady: "Nowa Huta jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz, na co trafisz".

---ramka 514910|strona|1---

MACIEJ TWARÓG (ur. 1976) jest nowohucianinem. W latach 2002-06 był radnym miasta Krakowa.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]