Reklama

Wydanie specjalne TP "Smak wolności"

Zagadkowy wybuch w stolicy Osetii

Zagadkowy wybuch w stolicy Osetii

03.10.2008
Czyta się kilka minut
Czy była to przypadkowa eksplozja, czy zamach na Rosjan w Cchinwali, stolicy Osetii Południowej? A jeśli zamach, to czy dokonali go Gruzini, czy może sami Rosjanie - aby mieć pretekst do pozostania w "strefach buforowych" na terenie Gruzji, które planowo mają opuścić do następnego piątku?
Rosyjski posterunek na terenie Gruzji /fot. Andrzej Meller
P

Początkowo mowa była o jednym zabitym. Ale rosyjskie agencje, które jako pierwszy poinformowały o "zamachu bombowym" w Cchinwali, szybko skorygowały tę liczbę: według agencji RIA sześciu rosyjskich żołnierzy miało zginąć w eksplozji w piątkowe popołudnie przed budynkiem mieszczącym sztab rosyjskich wojsk w stolicy Osetii Południowej. Kolejnych czterech żołnierzy miało odnieść rany. Wybuchł samochód terenowy marki UAZ.

Rosyjska prowokacja?

Rosyjskie agencje piszą raz o "eksplozji", to znów o "zamachu". Czy była to zatem przypadkowa eksplozja bądź wypadek - czy też celowy zamach, wymierzony w sztab rosyjskich wojsk w stolicy Osetii Południowej? A jeśli był to zamach, to czy dokonali go Gruzini - czy też może sami Rosjanie? Takie pytania są uzasadnione. Bo jeśli miałby to być gruziński zamach, świadczyłoby to o wręcz o skłonnościach samobójczych ze strony ich autorów. Tymczasem w najnowszej historii Rosji mieliśmy już do czynienia z zagadkowymi zamachami na o wiele większą skalę, które miały skutki polityczne. Gdy w 1999 r. wyleciały w powietrze bloki mieszkalne w Moskwie - o co oskarżono Czeczenów - dało to Władimirowi Putinowi pretekst do rozpoczęcia tzw. drugiej wojny czeczeńskiej; w jej wyniku Rosja odzyskała kontrolę nad Czeczenią, którą straciła w 1996 r. Zasadnym jest więc dziś pytanie, czy - jeśli w Cchinwali rzeczywiście wybuchła bomba -mieliśmy do czynienia z rosyjską prowokacją? Jej cel byłby prosty: uzyskanie pretekstu do pozostania w "strefach buforowych" na terenie Gruzji, które Rosjanie mają planowo opuścić do następnego piątku, 10 października. Albo, co najmniej, uzyskanie legitymacji w oczach świata do pozostawienia dużych garnizonów na terenie Osetii Południowej i Abchazji. Wprawdzie Rosja podjęła już decyzję o pozostawieniu po kilka tysięcy żołnierzy w obu uznawanych tylko przez siebie przez siebie państwach, a separatystyczne władze osetyjskie i abchaskie się na to zgodziły. Ale Zachód - w tym także Unia Europejska - obstaje przy integralności terytorialnej Gruzji i, przynajmniej werbalnie, wzywa Moskwę do wycofania żołnierzy także z obu regionów.

Unia zaczęła misję

Eksplozja w Cchinwali wydarzyła się w momencie szczególnym i - być może - nieprzypadkowym: zaledwie dwa dni temu, 1 października, rozpoczęła się oficjalnie misja ponad trzystu obserwatorów z Unii Europejskiej. Mają oni nadzorować wycofywanie się Rosjan z tzw. stref buforowych. Rosja nie zgodziła się natomiast, aby wkroczyli oni na teren Osetii i Abchazji, argumentując, że w tej kwestii Unia powinna negocjować z władzami w Cchinwali i Suchumi - na co z kolei Unia zgodzić się nie może, bo byłoby to faktyczne ich uznanie. W środę udało mi się wjechać na teren "strefy buforowej" za Gori wraz z jednym z unijnych patroli; dojechaliśmy - bez żadnych incydentów po drodze - aż do Imereti nad granicą osetyjską.

Gruzini od kilku dni otwarcie mówią, że im bliżej terminu wycofania rosyjskich wojsk ze "stref bezpieczeństwa", tym bardziej obawiają się rosyjskich prowokacji. Akurat na kilka godzin przed eksplozją w Cchinwali gruziński minister ds. reintegracji Temur Jakobaszwili powiedział w telewizji, że obawia się "prowokacji ze strony rosyjskich tzw. sił pokojowych aż do dnia ich wycofania 10 października". "Ryzyko prowokacji jest teraz niezwykle wielkie, dlatego jest ważne, żebyśmy nie dali się sprowokować u uniknęli konfrontacji militarnej" - mówił minister w piątek w telewizji "Rustawi-2". Kilka godzin później doszło o eksplozji w Cchinwali. I nie tylko tam - również dzisiaj rano wyleciał w powietrze także gazik (UAZ) we wsi Ahalgori. Jechał nim Osetyjczyk; przeżył, został ranny. Ahalgori jest gruzińską wsią - Osetyjczyków tam nie ma - położoną na terenie "strefy buforowej", kontrolowanej przez Rosjan.

Oba przypadki są co najmniej dziwne. Czy w Ahalgori i w Chcinwali mamy do czynienia z rosyjskimi prowokacjami? Jeśli szukać odpowiedzi na zasadzie qui bono - kto na tym może skorzystać - odpowiedź wydaje się niemal oczywista: "prezydent" Osetii Południowej Eduard Kokojty zdążył już oskarżyć Tbilisi o zorganizowanie zamachu w Cchinwali.

Piątek 3 października, godz. 17:45 czasu polskiego.

"Unia wchodzi do Gruzji": reportaż Andrzeja Mellera, który towarzyszył unijnym obserwatorom podczas ich pierwszych patroli na terenie "strefy buforowej", opublikujemy w najbliższym numerze "Tygodnka", w kioskach o środy 8 października

Ten materiał jest bezpłatny, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]