Za mało, za późno

Wedle współczesnych pojęć byli kimś w rodzaju sił specjalnych. Gdyby wojna skończyła się polskim zwycięstwem, tworzyliby elitę wojska. Historia potoczyła się inaczej: zostali skazani najpierw na emigrację lub, jeśli zostali w PRL, na represje, a potem na zapomnienie. Bez cenzury można było o nich pisać dopiero po 1989 r.
Czyta się kilka minut

Dziś jest już późno. Ale lepiej późno niż wcale. Na Zachodzie takich filmów powstało mnóstwo już wiele dekad temu. W Polsce film "My, Cichociemni. Głosy żyjących" ogląda się trochę jak nadrabianie zaległości - i to w ostatniej chwili.

Wtedy byli młodzi. Przed wojną żołnierze zawodowi, ale też inżynierowie, architekci, studenci. Dziś została garstka. Gdy stają przed kamerą - ośmiu mężczyzn i kobieta, jedyna w ich gronie - widać, że są starzy i chorzy. Nie tracą humoru. "Siedziałem już trzy lata w Anglii, bezczynnie, to się człowiek może nudzić". "Chłopaki zaczęli się bać, że wojna się skończy bez ich udziału, a tu okazja: jechać do Polski". Tak opowiadają, jak trafili do "cichociemnych". Choć jest to humor podszyty goryczą (w końcowych napisach odnotowano, że dwóch spośród jego bohaterów zmarło, nim film trafił na ekrany).

"Cichociemni" - to była legenda, już wtedy. Armia Krajowa, podziemne wojsko, potrzebowała kadr. Tymczasem kilkadziesiąt tysięcy oficerów siedziało w niemieckich obozach lub trafiło do niewoli sowieckiej i już nie żyło. Oni, zwani "cichociemnymi", mieli być kadrą: specjalistami od wszystkiego, co konieczne w podziemiu: łączności, wywiadu, sabotażu, wojny psychologicznej. A w chwili, gdy AK zacznie odtwarzać swe pułki i dywizje już jako odrodzone Wojsko Polskie, jak w 1918 r., mieli dowodzić tymi wielkimi jednostkami (i dowodzili - ale podczas akcji "Burza" i w Powstaniu Warszawskim).

Gdy w armii polskiej na Zachodzie szukano ochotników do specjalnej służby w kraju, zgłosiło się ich 2,5 tys. Wyszkolono kilkuset (elementem szkolenia był kurs przetrwania w górach Szkocji). Do Polski na spadochronach przerzucono 316. Co trzeci z nich zginął, głównie z rąk Niemców, ale też Sowietów, a po wojnie polskich komunistów (władze PRL wykonały wyroki śmierci na dziewięciu). Wśród poległych znaleźli się dwaj twórcy koncepcji "cichociemnych": Jan Górski i Maciej Kalenkiewicz. Pierwszego zamęczyło gestapo, oddział drugiego został wybity w walce z Armią Czerwoną na Wileńszczyźnie.

O nich wszystkich opowiada film "My, Cichociemni", który w kinach pojawi się 1 sierpnia. To nowy gatunek: film trochę dokumentalny (unikalne zdjęcia, archiwalne filmy), a trochę fabularny, ze scenami granymi przez aktorów. Do tego przeznaczony nie dla telewizji, lecz dla kin - ciekawe, czy taka forma się przyjmie.

"My, Cichociemni. Głosy żyjących" - scen. i reż.: Paweł Kędzierski, Polska 2008

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

Artykuł pochodzi z numeru TP 31/2008