Z Brukseli do Uzbekistanu. Burzliwe życie Ryszarda Czarneckiego

Znając nieufność prezesa PiS wobec ludzi często zmieniających przynależność partyjną, jego przyjaźń z Ryszardem Czarneckim zawsze była dziwna. Dziś Kaczyński wolałby o niej zapomnieć.
Czyta się kilka minut
Ryszard Czarnecki podczas zawodów Speedway Euro Championship SEC. Częstochowa, 17 czerwca 2023 r. // Fot. Tomasz Kudala / Reporter
Ryszard Czarnecki podczas zawodów Speedway Euro Championship SEC. Częstochowa, 17 czerwca 2023 r. // Fot. Tomasz Kudala / Reporter

To była naprawdę błyskotliwa i bogata (w sensie dosłownym) kariera, aż szkoda, że się skończyła. Pan Ryszard robił ją w Atlasie Wrocław i w ZChN, w PZPN i w AWS, w Śląsku Wrocław i w Samoobronie, w PKOl i w PiS. Zawsze uśmiechnięty i zadowolony ze swoich wyborów – niezmącone ego, skaczące z jednego kwiatka przynoszącego słodki nektar na kolejny. Ale nie wyśmiewajmy tego radosnego życia, bo ktoś pomyśli, że zazdrościmy.

Ryszard Czarnecki: europarlamentarzysta prezesa

Czarnecki bywał też wierny, głównie Parlamentowi Europejskiemu, w którym spędził 20 lat. Dziwne to, biorąc pod uwagę jego eurosceptycyzm, ale nie śmiem podejrzewać, że jeździł do Brukseli tylko po kasę, kilkakrotnie wyższą niż ta w Sejmie. On tam pilnował polskich spraw, by nas Niemcy nie robili w konia. Przy okazji był uchem prezesów, najpierw Andrzeja Leppera, który pierwszy posłał go do PE (bo Czarnecki był na tle reszty Samoobrony światowcem), a potem Jarosława Kaczyńskiego.

To była dość dziwna przyjaźń, znając nieufność lidera PiS wobec ludzi często zmieniających przynależność polityczną. Trzeba jednak przyznać, że Czarnecki, tak jak się związał z Kaczyńskim w 2008 r., tak pozostał mu wierny. Dziś wiemy, że o ile prezes dowiadywał się od swego żołnierza, co w brukselskiej trawie piszczy – ocenę błyskotliwości tych analiz zostawmy na boku – to sam Czarnecki miał z tego jeszcze większe korzyści. 

Co prokuratura zarzuca Czarneckiemu?

Według prokuratury europoseł wyłudził 203 tys. euro za fikcyjne przejazdy, które dokumentował zmyślonymi adresami i środkami transportu, wśród których był zezłomowany fiat, dwa skutery i ciągnik siodłowy.

Tego też było mało: obrotny europoseł miał przytulić kasę od rektora osławionego Collegium Humanum za załatwienie filii w Uzbekistanie. Kto wie, może to dobry kierunek dalszej kariery. W rankingu krajów demokratycznych: 148 miejsce na 167 możliwych. Będzie łatwiej.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Najniższa cena przed promocją 29,90 zł

1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Nikodem Pręgowski dla „TP”

Artykuł pochodzi z numeru Nr 38/2024

W druku ukazał się pod tytułem: Na trasie z Brukseli do Uzbekistanu