Z Barcelony do Chicago. Jestem wdzięczny Annie Lewandowskiej za jej wpis na Instagramie

W świecie, za którym tęsknię i który chciałbym budować swoim pisaniem, wpis Anny Lewandowskiej jest całkowicie niekontrowersyjny. Jaki to świat?
Czyta się kilka minut
Anna i Robert Lewandowscy na stadionie FC Barcelona po meczu z Realem Betis, 17 maja 2026 r. // Fot. Pedro Salado / Getty Images
Anna i Robert Lewandowscy na stadionie FC Barcelona po meczu z Realem Betis, 17 maja 2026 r. // Fot. Pedro Salado / Getty Images

Wyobrażenie algorytmu na mój temat jest takie, że od wczoraj wyświetlają mi się prawie wyłącznie fragmenty konferencji prasowej Marcelo Bielsy – nie byłem świadom, że instagramowy wpis Anny Lewandowskiej związany z transferem męża do Chicago Fire wywołał jakiekolwiek kontrowersje. I nie, wcale nie chcę powiedzieć, że te „kontrowersje” mnie dziwią, bo świat mediów społecznościowych już trochę poznałem. Chcę powiedzieć, że wdzięczny jestem żonie Roberta Lewandowskiego za ten wpis – i że w świecie, za którym tęsknię i który chciałbym budować swoim pisaniem, jest to wpis całkowicie niekontrowersyjny.

Jaki to świat? Ano taki, w którym zawodowi sportowcy są ludźmi i mają także prawo do życia prywatnego, a w nim zaś prawo do emocji, niepokojów i lęków. 

Taki, w którym żona może nie być dodatkiem do męża, nawet tak straszliwie (słowa używam świadomie, zważywszy na ciężar szydery i hejtu towarzyszących popularności) znanego i przynoszącego do domu tak ogromne pieniądze.

Taki, w którym żona może mieć prawo do samorealizacji, nawet gdyby dotyczyła zainteresowań, pasji lub fachu niemającego znaczenia czy zasięgów równie globalnych jak znaczenie czy zasięgi męża. 

I taki, w którym są jeszcze dzieci – ich szkoły, ich przywiązanie do miejsca, w którym żyją, ich sieć koleżeńska, rozrywana każdą decyzją o przeprowadzce.

Jasne, można to wszystko skwitować uwagami typu „wiedziała, na co się pisze”, „w tym świecie wszyscy tak mają”, „życie rodziny piłkarza to życie na walizkach” itd., ale lepiej jednak docenić szczerość tego „cholernie się boję”, zwłaszcza że nie oznacza ona przecież podważania samej istoty przeprowadzki.

„Stoję za nim murem i wspieram go z całych sił, bo jesteśmy drużyną” – pisze Anna Lewandowska – i dodaje jeszcze, że do wypowiedzenia swoich obaw na głos motywuje ją świadomość, że wszyscy tak mamy („Piszę to, bo wiem, że wiele z Was też mierzy się w życiu ze zmianami, które budzą strach. Chcę, żebyście wiedziały, że to normalne. Że nie musimy być zawsze silne i happy”).

W tym miejscu powinny wyświetlić się multimedia. Nie jest to jednak możliwe ze względu na Pani/Pana wybór preferencji plików cookies. W przypadku chęci wyświetlenia całości materiału wraz z multimediami niezbędna jest zmiana wybranych wcześniej preferencji.

Zmień ustawienia plików cookies

To nie jest strzał w plecy Roberta, to nie jest utrudnianie mu nowego startu. Powiedziałbym raczej, że to odsłonięcie na chwilę faktycznie znanej wszystkim prawdy o życiu z całym jego skomplikowaniem, kompromisami, niejednoznacznością i dysonansem.

W sumie to zresztą też jest interesujący wątek: czy można z pochwałą niejednoznaczności przebić się w mediach społecznościowych, w których nie tylko idealny wygląd, promienny uśmiech, ale też zero-jedynkowość jest nieustannie monetyzowanym towarem? Zostawię go jednak na inny moment. 

Jeśli o mnie chodzi, zobaczyłem we wpisie Anny Lewandowskiej doświadczenie wielu niecelebryckich rodzin i nie chciałbym, żeby zostało zakrzyczane.

Aha, chciałem jeszcze dopisać, że ten komentarz pozostałby aktualny, gdyby chodziło o przeprowadzkę słynnej piłkarki i lęki, jakie wzbudziłoby to w dbającym o dom i dzieci mężu. Ale nie dopiszę: choć tęsknię też za światem, w którym płeć nie miałaby w takim przypadku znaczenia, ona wciąż je ma.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł