Czy w smudze cienia Cristiano Ronaldo jest miejsce dla Portugalii

Jedyny sposób na przedłużenie kariery Ronaldo o kolejne mecze mundialu to znalezienie dla niego miejsca w drużynie. Spotkanie Portugalia-Uzbekistan pokazało, że jest to możliwe.
Czyta się kilka minut
Cristiano Ronaldo po pierwszej bramce Portugalii w meczu z Uzbekistanem podczas mundialu 2026. Houston 23 czerwca 2026 r. // Fot. Ronaldo Schemidt / AFP
Cristiano Ronaldo po pierwszej bramce Portugalii w meczu z Uzbekistanem podczas mundialu 2026. Houston, 23 czerwca 2026 r. // Fot. Ronaldo Schemidt / AFP

Wbrew pozorom oglądaliśmy jednak mecz piłki nożnej, a nie influencerską galę, choć słuchając reakcji widzów podczas tych – wciąż nieczęstych zresztą – momentów, gdy Cristiano Ronaldo znajdował się w pobliżu futbolówki, łatwo można było dojść do wniosków odmiennych. Podobnie widząc ów las smartfonów, skierowanych nań w siedemnastej minucie, kiedy Portugalczykom przyznano rzut wolny i wszyscy świadkowie tej sceny spodziewali się, że wykona go właśnie on, wielki CR7 (znak towarowy zastrzeżony)

W sumie patrząc na to, jak piłkę do bramki skierował wówczas Nuno Mendes – mimo iż mowa ciała Ronaldo, jego charakterystyczny rozkrok i regulowanie oddechu zapowiadały, że nie ustąpi koledze – trudno było uciec od myśli, że trybuny są tym faktem rozczarowane… ale może należałoby w takim razie zapisać Ronaldo asystę przy trafieniu Mendesa, skoro cały świat był pewien, że to właśnie on uderzy?

„Niczym się od nas nie różni”: czy Neves obraził Ronaldo

Gol lewego obrońcy, nie zaś napastnika, był wszakże przypomnieniem prawdy, którą próbował przekazać w głośnym telewizyjnym wywiadzie udzielonym po pierwszym meczu Portugalczyków na mistrzostwach inny z członków tej reprezentacji, João Neves, a mianowicie, że mamy tu do czynienia ze sportem zespołowym. W tamtym momencie wypowiedź pomocnika PSG (a raczej to, jak ją streszczono – ten temat wypada w następnych akapitach rozwinąć) w uszach milionów wielbicieli Cristiano zabrzmiała obrazoburczo. 

Mam jednak wrażenie, że oswojenie się z nią ułatwiłoby życie wszystkim tym, którzy na tegorocznym mundialu chcą Ronaldo oglądać jak najdłużej.

Może zresztą gdyby nie fakt, że ów wywiad odbył się po rozczarowującym remisie z Kongo, zarówno pytanie dziennikarza, jak odpowiedź futbolisty nie zwróciłyby niczyjej uwagi, skupionej w gruncie rzeczy na jednym tylko bohaterze.

Pomeczowa wypowiedź Nevesa była przecież tak naprawdę kompletnie neutralna. Jak to jest – chciał wiedzieć pytający – godzić obecność w drużynie globalnej supergwiazdy, dla której jest to ostatni udział w mundialu, z faktem, że mamy do czynienia z drużyną właśnie, w dodatku taką, której i pozostali członkowie nie wypadli sroce spod ogona.

„Wszyscy wiemy, co Cristiano Ronaldo zrobił dla naszej reprezentacji i dla świata piłki. Ale w tym momencie zarówno on, jak i my zdajemy sobie sprawę, że niczym się od nas nie różni. To po prostu kolejny zawodnik, który jest tutaj, aby pomagać. Nie różni się od pozostałych. Jest tutaj, by wnosić swój wkład, jak każdy z nas” – brzmiała odpowiedź.

Mundial fejków: skasowane wpisy i lajkozbrodnie

Rzecz w tym, że zdanie „niczym się od nas nie różni” zostało odczytane jak zatruta strzała, atak, umniejszanie wielkości i wyjątkowości CR7 (znak towarowy zastrzeżony). Konto Nevesa na Instagramie – podobnie jak konta dokonujących „lajkozbrodni”, czyli umieszczających kciuki czy serduszka pod jego zdjęciami z meczu kolegów, np. Bruno Fernandesa czy Vitinhi, zostały zasypane lawiną krytycznych komentarzy. 

Podobny los spotkał partnerkę Nevesa, aktorkę Madalenę Aragão, której przypisano zmyśloną wypowiedź przenoszącą Ronaldo na emeryturę; na tego fejka nabrała się nawet żona Ronaldo, zamieszczając w sieci, skasowaną później, oburzoną ripostę.

Zauważmy na marginesie: to jest mundial fejków. Albo raczej, przepraszam, to jest świat fejków – coś, co się dzieje wokół mistrzostw świata w mediach tradycyjnych i społecznościowych, nie różni się przecież niczym od tego, co dzieje się wokół innych wydarzeń angażujących nasze emocje, np. wokół polityki. 

Skrolując szybko i pobieżnie to, co podpowiada nam algorytm, nie analizujemy autentyczności żródła, prawdziwości treści czy obrazu. Na plotkę o śmierci ojca Messiego, na wygenerowany przez AI obrazek zasłoniętej nazwy Gilette Stadium w Foxborough w taki sposób, by materiał maskujący przypominał piankę do golenia, nabierali się nawet wytrawni dziennikarze.

Trudno się dziwić, że w przypadku największej, jak dotąd, dramy tegorocznego turnieju, było podobnie.

Dwa gole z Uzbekistanem: CR7 woła „wróciłem!”

Trudno się więc dziwić także napięciu, z jakim oczekiwano ogłoszenia składu Portugalii na mecz z Uzbekistanem. Czy trener posadzi Ronaldo na ławce pod pretekstem oszczędzania go na kolejne spotkania? Wystawi, by dać mu się przełamać w starciu ze słabeuszem? Roberto Martinez ostatecznie zdecydował się na drugie rozwiązanie, a kiedy w szóstej minucie gwiazdor doskoczył do podania João Cancelo i potężnym uderzeniem prawą nogą zdobył pierwszego gola, ulgę, radość i niemałą dozę zrzucanej wreszcie frustracji jego i jego wielbicieli odczuwało się wręcz fizycznie.

Na drugą bramkę supergwiazdora – precyzyjne uderzenie przy dalekim słupku, oddane mimo prób powstrzymania go przez dwóch obrońców – patrzyło się z jeszcze większym uznaniem, i kilka niewykorzystanych później okazji nie zmieniło wrażenia, które utrwalił w milionach widzów on sam, krzycząc po meczu w stronę obserwujących każdy jego ruch kamer: „Wróciłem!”.

Dylematy selekcjonera: co zrobić z supergwiazdą

Problemy, z jakimi wiąże się jego obecność w składzie, nie zniknęły oczywiście. To nadal jest turniej, w którym ego – i zasięgi Portugalczyka – można porównywać jedynie z ego – i zasięgami – wciąż przyglądającego się zdarzeniom na amerykańskich boiskach z dystansu Donalda Trumpa. Podobne dylematy, choć na mniejszą skalę, miewają selekcjonerzy innych reprezentacji, np. Carlo Ancelotti z wracającym do zdrowia Neymarem i Lionel Scaloni z Leo Messim. 

Czy uzależnienie reprezentacji od jednego gracza, czy celebrycki blask jednego piłkarza, nie będzie w jakimś momencie turnieju stanowił przeszkody? Czy Neymar pogodzi się z rolą młotka umieszczonego na ścianie pojazdu komunikacji zbiorowej za szybką z napisem  „stłuc w razie niebezpieczeństwa”, czytaj: trzymanego na ławce? Czy kiedy Messiego uda się jakimś cudem odciąć od piłki, Argentyna nadal będzie wielka?

Zarazem jednak o występie Ronaldo w meczu z Uzbekami można wreszcie mówić w tak pożądanym przez prawdziwych fanów futbolu kontekście: czysto sportowym. 

Sztuczkę przy rzucie wolnym Mendesa wymyślił zatrudniony przez portugalską federację trener stałych fragmentów gry, Austin McPhee, podobnie jak rozwiązanie zastosowane w drugiej połowie, kiedy i tym razem kapitan Portugalczyków zaprezentował cały swój rytuał przed strzałem, by ostatecznie przebiec obok piłki, wpaść w pole karne i tam dopaść jej po chytrym lobie Bruno Fernandesa (wtedy akurat bramkarz Uzbekistanu uratował swoją drużynę przed utratą bramki).

Cristiano i jego drużyna: jak przedłużyć karierę

Supergwiazdor współpracował więc z kolegami. Jego obecność na boisku nikogo nie paraliżowała, grą reprezentacji dyrygował wspomniany Bruno Fernandes, odpowiedzialność za kreowanie sytuacji rozkładała się w większej mierze na graczy biegających po skrzydłach. I nie chodzi już nawet o to, że w tych kilku momentach piłka w końcu Ronaldo posłuchała (w meczu z Kongo pudłował przy każdej próbie), ale o to, że drużyna umiała skorzystać z faktu, że uwaga całego świata skupiała się na nim. W smudze cienia rzucanej przez to fenomenalnie wyrzeźbione, czterdziestojednoletnie już ciało, można odnaleźć całkiem sporo miejsca – zobaczcie, jak to zrobił na przykład strzelec piątej bramki dla Portugalii Rafael Leão.

Ach tak, wiem oczywiście, że podobna odpowiedź w świecie mediów społecznościowych wydaje się zanadto złożona, a z pewnością nieefektowna. Że lepiej byłoby trzymać się jednej ze skrajności. „Ronaldo się skończył”, orzec zdecydowanym tonem, albo poszukać kozłów ofiarnych w niekompetentnym trenerze albo w nieceniących dość legendy, niewdzięcznych (zazdroszczą mu sławy? zasięgów?) pozostałych graczach. 

Że lepiej byłoby zmrużonymi oczami odcyfrowywać te szokujące skądinąd liczby (wpis João Nevesa po meczu z Kongo ma na Instagramie ponad pół miliona komentarzy, o 350 tysięcy więcej niż fotografia z pucharem Ligi Mistrzów), niż zastanawiać się nad możliwościami, jakie w ramach sportu zespołowego daje obecność w drużynie podstarzałej już gwiazdy, na którą wciąż jednak chce patrzeć cały świat.

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29,90 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz
1.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 1.00 zł

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz
0.00 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką 29.90 zł