Głos Ameryki? Postawię na 92-letniego Williego Nelsona, który w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat zaśpiewał naprawdę wszystko i ze wszystkimi: nie tylko country klasyczne, skoro niedawno nagrywał z queerowym Orville’em Peckiem, ale także jazzowe i popowe songbooki, a dzięki duetowi ze Snoop Doggiem można go znaleźć nawet na playlistach rapowych. Takie wskazanie pozwala nie wybierać między utworami Boba Dylana czy Joni Mitchell a np. taką perełką jak „Clay Pigeons” Blaze’a Foleya, w której również udało się zakląć niemały kawałek duszy tego kraju.
Film Ameryki? Pewnie trudniej byłoby mi się utożsamiać z zawodem dziennikarza bez „Wszystkich ludzi prezydenta”; ale i „Dwunastu gniewnych ludzi”, i „Wielki sen”, i „Hair”, i „Co się wydarzyło w Madison County”, i „Dym” odegrały na różnych etapach mojego życia ważną rolę.
Książka Ameryki? Skoro wspomniałem „Dym”, wypada zacząć od „Trylogii nowojorskiej” Paula Austera, ale dość już redaktorskiej wyliczanki – ciekawi jesteśmy przede wszystkim Państwa wyborów; wskażcie w mediach społecznościowych amerykańskie dzieła, które dla Was stały się najważniejsze.
Ten numer ukazuje się w przededniu wielkiego święta. „To okropne, że druga kadencja Trumpa zbiegła się z obchodami 250-lecia powstania USA” – twierdzi Sean Wilentz w rozmowie otwierającej dział Świat, ale może nie ma racji; może właśnie w czasie rządów takiego prezydenta łatwiej powiedzieć „sprawdzam” sile amerykańskich mitów. Czy ona faktycznie słabnie, jak twierdzi Maciej Jarkowiec w tyleż erudycyjnym, co będącym osobistym rozliczeniem eseju otwierającym to wydanie?
Skupiam się na kulturze, bo mimo określającego jej geograficzną przynależność przymiotnika umożliwia ona przekraczanie granic – nawet tych pilnie strzeżonych przez służby migracyjne. Clare Cavanagh w rozmowie z Jerzym Illgiem opowiada, ile dało jej tłumaczenie wierszy Szymborskiej. „Dzięki niej zaczęłam rozumieć, że gdy myślisz, że chodzisz po znajomej ziemi, to ta ziemia wcale nie jest znajoma. Ona jest obca, należy do obcej kultury. Bardzo łatwo o tym zapomnieć. A przecież tam, gdzie mieszkamy teraz, wszystkie amerykańskie nazwy – Missisipi, Michigan, Massachusetts, Milwaukee – to są indiańskie imiona”.
„Przyznając oficjalnie, że kraj powstał kosztem eksterminacji, Amerykanie ryzykowaliby rozpad narodowej tożsamości. Widać to doskonale na przykładzie rozliczeń rasowych” – pisze Jarkowiec. Na szczęście mamy kulturę, która pomieści wszystko. Kulturę i ludzkie losy, które wciąż da się opowiedzieć ponad polityka i ideologią – matka Williego Nelsona skądinąd pochodzi z plemienia Czirokezów.
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.











