Tygodnik Powszechny: Jak się Panu żyje w kulturze ciągłego karnawału?
Wojciech J. Burszta: Przystosowałem się. Ratuje mnie postawa zdystansowana: przyglądam się samemu sobie i innym poprzez zadziwienie zmianami, których doświadczyłem w swoim życiu i których wszyscy doświadczamy dziś.
Zadziwienie?
Przede wszystkim - samym tempem zmian, jakie się dokonują w mentalności Polaków. Oczywiście, trzeba tu zastrzec, że obserwuję te zmiany w środowisku miejskim. Triumf kultury karnawału najlepiej widać w środowiskach wielkomiejskich. Wiejskie i małomiasteczkowe są całkowicie zaniedbane, próżno szukać wiadomości o nich w mediach. Przedziwnym paradoksem jest to, że wsią przestali się interesować nawet etnologowie.
Po co nam, mieszkańcom wsi i miast, post?
Trzeba zacząć od tego, że postu właściwie dzisiaj nie ma - o jego wyperswadowanie zadbała kultura konsumpcyjna, która uczy nas konsumpcyjnych nawyków. Przekonuje ona, że post nie istnieje - są jedynie okresy bardziej i mniej sprzyjające konsumpcji. Najświeższy przykład: kilka dni temu wróciliśmy z Sandomierza, zwanego skądinąd "małym Watykanem". W sklepach, zwłaszcza pamiątkarskich, próżno było szukać śladów postu. Owszem, pełne były one gadżetów przygotowanych już na Wielkanoc. A więc - postu nie ma, kończymy konsumpcję bożonarodzeniową, czas na konsumpcje wielkanocną.
Podział na czas postu i czas karnawału, czas świecki i czas święty, porządkował kiedyś świat. Teraz mamy podział na okresy kolejnych karnawałów. Może to nowa forma porządku?
Nie, to proces przesunięcia sacrum - dziś z całą świadomością można już mówić, jakkolwiek okropnie by to zabrzmiało, o tzw. sacrum profanicznym. Sacrum zostało wyprowadzone z miejsc, z którymi dotychczas je wiązaliśmy. Oczywiście, ono tam w dalszym ciągu jest, nikt nie mówi, że świątynie przestały pełnić funkcje sakralne - ale to miejsca, które nawiedza się w określonych, coraz krótszych okresach, ale w codzienności praktycznie się o nich zapomina. Natomiast sacrum profaniczne, związane z - jak się niekiedy na wyrost mówi - świątyniami konsumpcji, to nasza codzienność, zdawałoby się, profaniczna, tymczasem okazuje się ona nabierać cech sacrum. Dzieje się tak dlatego, że konsumpcja jest powtarzającym się, małym karnawałem, tym, co Zygmunt Bauman nazwał kiedyś bardzo ładnie "orgazmami osobowości". Do przeżywania ich namawia nas właśnie konsumeryzm. To najistotniejszy dziś typ praktyki kulturowej, uświęcony nie tylko przez ideologię konsumeryzmu, ale też przez nas samych.
Czy nie przesadzamy z krytyczną oceną kultury, przynajmniej w Polsce? Wciąż uchodzimy za społeczeństwo dość tradycyjne - nawet McDonald’s wprowadził rybnego hamburgera, żeby było po co przyjść tam w piątek...
Rzeczywiście, nie ma co porównywać świeckiego społeczeństwa Francji z Polską. Ale jednak coś się zasadniczo zmienia. Prawie dziesięć lat temu odwoływałem się do tego, co pisał w 1996 r. Jan Paweł II, który zwrócił się do wiernych, by przypomnieli sobie, czym jest niedziela. W Polsce przetoczyła się wtedy dyskusja, postulowano, by nie chodzić do hipermarketów w niedzielę, by ten dzień świętować. Minęło dziesięć lat i co? - i w ogóle się o tym nie dyskutuje. Wszyscy jeżdżą do marketów w niedziele, Kościół także wydaje się być z tym pogodzony. Co więcej, zareagował: budując w hipermarketach kaplice z prawdziwego zdarzenia. To niezaprzeczalny dowód na zmianę, na próbę pogodzenia postu z karnawałem, darowanie ludziom z powrotem sacrum w tym miejscu, gdzie sami sobie je uczynili z profanum. Chodzimy dziś wciąż do Kościoła, być może po części w ramach tego, co Tischner nazywał religijnością ludową, ale nie rezygnujemy także z hipermarketu. Łączenie sacrum z profanum to właśnie nasza specyfika. I pod tym względem bardzo podobnie wygląda to zarówno w wielkich miastach, jak i w małych miasteczkach, które gremialnie, specjalnymi autobusami zjeżdżają do podwarszawskiego centrum Janki.
Wróćmy do pytania: po co człowiekowi post?
To pytanie egzystencjalne. Rozumiałbym je wręcz w kategoriach metafizycznych. Post wiąże się z religią, ale przecież nie tylko - to podstawowy mechanizm charakterystyczny dla wszelkiego typu kultur: żyjemy według zasady przeplatania czasu świętego czasem codzienności. Niezbędnym we wszystkich tradycyjnych kulturach elementem przygotowania do czasu świętego było powstrzymywanie się od pewnego rodzaju działań, które związane są właśnie z czasem świętym. Dzisiaj ten mechanizm jest w coraz większym zakresie zakłócany. Nie widzimy sensu i logiki w powstrzymywaniu się, oczekiwaniu. Chcemy dziś mieć wszystko natychmiast. Bardzo trudno jest nam zdecydować się na wstrzemięźliwość. A to niezbędne, bo czas postu to przede wszystkim czas refleksji.
Komu łatwiej pościć? Nam, którzy jesteśmy otoczeni zachętami konsumpcyjnymi, czy też ludziom w sytuacji takiej, jak pokolenie naszych dziadków: całe ich życie upływało w ubóstwie. Post oznaczał nieco inną formę wyrzeczenia.
W mentalności ludzi żyjących w tradycyjnych społeczeństwach, społeczeństwach niedostatku - a przecież Polska była jeszcze do niedawna w większości społeczeństwem wiejskim, 70 proc. ludzi mieszkało na wsi! - było to coś zwyczajnego. I perswazja religijna, uświęcająca post, była w nich bardzo silna. Cała Europa dziwiła się ongiś, że nie ma bardziej poszczącego narodu od Polaków. Słynęliśmy z tego, że bardzo trudno było trafić na dzień, który nie był postny. Od XVI wieku poszczono w Polsce w środy, piątki, soboty, niekiedy w poniedziałki. Poszczono w wigilię, ale też w dni poszczególnych patronów. Łukasz Gołębiowski czy Jędrzej Kitowicz szczegółowo opisywali to, jak wielką fantazję mieli Polacy, gdy chodzi o poszczenie. Nie miało to swego odpowiednika w Europie, ale był to mechanizm kulturowy, do którego Polacy przywykli. Zastanawiam się, czy dzisiejsza wzmożona konsumpcja - a gazety właśnie publikują dane, że w ostatnich miesiącach konsumpcja w Polsce wzrosła - nie jest przypadkiem sposobem odreagowania faktu, że byliśmy dotąd tak bardzo poszczącym narodem.
Post tymczasem wpasował się w życiową pragmatykę: pościmy, by schudnąć...
...i proszę zobaczyć, jak zostało to zwekslowane przez marketing: post? Dlaczego nie? Motywowany indywidualnie tym, by być szczuplejszym, zdrowszym, by jadać określone produkty, uprawiać sporty - to namawianie do postu, który jest związany ze... wzmożoną konsumpcją. Bo zdrową żywność czy akcesoria sportowe trzeba kupić, zapłacić, starannie sobie zorganizować.
Nie ma to nic wspólnego z postem jako czasem refleksji, z mechanizmem kulturowym, według którego w czasie zawieszenia znajdują się wszyscy. Przeciwnie - wszyscy mają żyć normalnie, a poszczególni ludzie mają indywidualnie budować sobie sylwetkę, ćwiczyć ducha, oczyszczać organizm. To nie ma nic wspólnego z postem motywowanym sakralnie.
Zamiast mięsa możemy zjeść krewetki tygrysie.
Albo bigos sojowy.
Indywidualizm przejawia się chyba także w tym, że wyrzeczenia podejmuje się, by coś osiągnąć, np. zaoszczędzić na cele charytatywne.
Jedną ze współczesnych motywacji, którą należy brać bardzo poważnie, jest np. wegetarianizm. Procent wegetarian nie jest jeszcze aż tak duży, ale np. w środowiskach studenckich niemal połowa młodych ludzi przestrzega wegetariańskiej diety. Oni do postu podchodzą jeszcze inaczej, choć tłumaczą go również w kategoriach metafizycznych: wiążą go z koncepcją świata, podejściem do zwierząt, postrzeganiem ich jako istoty żywe, cierpiące, niekiedy obdarzone duszą itp. To także nurt próbujący sprzeciwiać się trendom rozpasanej konsumpcji, jednocześnie niezależny od motywacji religijnych - chyba że za takie uznać motywacje wegetarian-buddystów.
Czyli post nie stracił sensu, lecz zmienił się jego kontekst?
A także z jednej strony się zindywidualizował, a z drugiej - zglobalizował. Motywacje do poszczenia są dziś głównie bądź New-Age’owe, bądź ekologiczne, bądź też związane z ruchami sprzeciwiającymi się przemocy.
Mary Douglas pisała o "Irlandczykach z zaścianka", którzy praktykują post piątkowy nie tyle po to, by czcić dzień śmierci Chrystusa, lecz po to, by odróżniać się od Anglików.
Zwyczaje kulinarne są świetnym wziernikiem w zjawisko poczucia odrębności narodowej. Gdy kilka lat temu Kościół katolicki w Polsce dał dyspensę od postu mięsnego w wigilię Bożego Narodzenia, spotkał się z nadspodziewanie krytyczną reakcją ludzi. Jak to? Przecież na tym właśnie polega polska Wigilia! Nie jesteśmy Amerykanami, nie jemy indyków.
A zatem tak, jak Irlandczycy wśród Anglików, ludzie dochowujący postów chcą się wyróżniać w magmie globalnej kultury konsumpcyjnej?
Naturalnie. Wiąże się to także z pytaniem, czy możliwy dziś jest bunt w kulturze - tak jak to miało miejsce w czasach kontrkultury lat 60. Dziś jest to bardzo trudne, a potrzeba buntu ogromnie się zniuansowała i rozpłynęła na bardzo różne sfery życia. Przejawia się w indywidualnych poszukiwaniach tożsamości, która podkreślałaby moją odrębność od tego, co uważam za łatwiznę.
Metafizyczne i pragmatyczne motywacje postu chodzą chyba ze sobą w parze - przykładem zjawisko znane w całej Polsce: pijacy ślubują, że przez cały Wielki Post nie tkną wódki. Czy to rodzaj społecznego wędzidła na tych członków społeczności, którzy nie radzą sobie np. z nałogami?
Naturalnie, te motywacje przecinają się i uzupełniają. Trudno je nawet rozdzielać, można najwyżej stawiać pytanie, co jest u źródła. W każdym razie na pewno się one nie wykluczają.
Co do owego wędzidła - postawa taka ma bardzo długą tradycję w Europie. Przygotowuję teraz redakcję naukową monumentalnej pracy Wolfganga Reinharda. Historyk ten prześledził europejskie wzory życia od antyku przez średniowiecze, do dzisiaj. Książkę tę przenika motyw restrykcji, które tworzyły społeczności, nakazujących powstrzymywanie się od tego, co ludzi zawsze szczególnie interesowało: konsumpcji, seksu. Pokazuje on, że w dojrzałym średniowieczu sfera seksualna nie była wbrew pozorom aż takim znowu tabu, jak zwykło się dziś uważać - ale to dlatego, że obwarowana była bardzo restrykcyjnymi zakazami, z których wynikało np. że stosunki z małżonką można było odbywać w trzy do czterech dni na miesiąc. I właśnie dlatego momenty te stawały się szczególnie istotne.
Czy możliwy jest post czysto symboliczny, bez motywacji praktycznych?
Takimi sytuacjami są obrzędy przejścia, np. inicjacja do dorosłości. Składają się one z trzech etapów: trzeba najpierw wyłączyć dziecko z dotychczasowej grupy, a następnie włączyć do grupy dorosłych, gdzie ma ono inne obowiązki i przywileje. Zaś w samym sercu tego obrzędu był trzeci etap - najczęściej rodzaj symbolicznego postu: osoba była bądź fizycznie odłączana od grupy, bądź zobowiązywana do określonych zachowań: miała np. ogolić głowę albo doświadczyć jakichś zabiegów na ciele. Ważne, że miało to czysto symboliczny wymiar, choć praktyczne konsekwencje w skali społecznej.
Potem przyszło nam zatracić ten symboliczny moment: idziemy po dowód osobisty i z miejsca stajemy się dorośli. Ale już w latach 70. Mircea Eliade prognozował, że obrzędy w takiej czy innej formie wrócą. Ludzie potrzebują obrzędów przejścia - świadczy o tym najlepiej renesans tradycyjnych wesel. Młodzi chcą, by odbywały się one z pełną pompą - tradycyjnie, z oczepinami. Powstają wyspecjalizowane agencje, które czerpią obficie nie skądinąd, tylko z materiału etnograficznego.
Na Zachodzie Europy kryzys przeżywają klasztory o łagodniejszej regule, natomiast te kontemplacyjne nie narzekają na brak powołań.
Wcale mnie to nie zaskakuje i głęboko wierzę, że tak właśnie jest, choć pewną rolę odgrywa tu fakt, że te ostatnie z natury rzeczy mogą przyjąć bardzo niewielu kandydatów. Ale skoro tak faktycznie się dzieje, pokazuje to bardzo głęboką potrzebę, by coś zmienić w coraz bardziej ujednoliconym życiu. Jeśli w świecie, gdzie konsumpcja ma być głównym celem, i gdzie nigdy nie będzie się do końca spełnionym - bo konsument nigdy nie będzie do końca zadowolony - nagle część młodych ludzi dostrzega bezsens takiego funkcjonowania, to najlepiej świadczy o tym, jak głęboko tkwią w nas owe archetypy życia opartego na refleksji, spowolnieniu, dystansie do rzeczywistości.
Czy karnawał może być prawdziwym karnawałem, jeśli nie ma postu?
Karnawał, jak każde święto, jest czymś, na co się czeka. Jeśli więc interwały pomiędzy kolejnymi świętami są coraz mniejsze, jeśli właściwie każdy sens można wypełnić jakimś rodzajem świętowania, to ono samo staje się wydmuszką. Czas obrzędowy jest kołem - obrzędy powracają w nim sekwencyjnie, a cały sens polega na oczekiwaniu na nie. Dziś nie czekamy już prawie na nic, nasze koło naznaczone jest tyloma punkcikami, że w ich nawale giną największe, dotychczas tradycyjne święta.
Czy Pańska rodzina pości?
Staramy się. W okresach postu różnicujemy naszą kuchnię - co znacznie ułatwia fakt, że moja córka jest wegetarianką - powstrzymujemy się także przed większymi imprezami. Przestrzeganie postu wynika u mnie z przekonania, że trzymanie się pewnych tradycyjnych form i różnicowanie biegu życia poprzez wyrzeczenia w pewnych okresach - ma sens. Bo wtedy można się zastanowić, zwolnić, funkcjonować trochę inaczej. Także po to, by czas karnawału był prawdziwym karnawałem.
Prof. WOJCIECH JÓZEF BURSZTA jest antropologiem kultury, kieruje Katedrą Antropologii Kultury w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej, pracuje także w Zakładzie Badań Narodowościowych Instytutu Slawistyki PAN. Wykładał m.in. w Oxfordzie i Yale. Napisał m.in. "Antropologia kultury. Tematy, teorie, interpretacje" (1998), "Dlaczego kościotrup nie wstaje. Ponowoczesne pejzaże kultury" i "Sequel. Dalsze przygody kultury w globalnym świecie" (wspólnie z W. Kuligowskim), ostatnio opublikował "Świat jako więzienie kultury. Pomyślenia" (2008).
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.















