Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wyjątkowość naszego kontynentu

Wyjątkowość naszego kontynentu

10.06.2014
Czyta się kilka minut
Czego potrzebuje Europa? Jaki duch ją ożywia?
Wielokulturowy festiwal Notting Hill Carnival odbywający się co roku w Londynie, 25 sierpnia 2013 r. Fot. Ben Cawthra / EYEVINE / EAST NEWS
W

Wynik ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego budzi obawy. Weźmy choćby niską frekwencję: jest ona oznaką, że Bruksela w oczach większości obywateli Unii Europejskiej leży na innej planecie. W ich przekonaniu w wyborach tych chodziło o Brukselę, o technokratyczną elitę na czele Europy, postrzeganej jako konstrukcja polityczna, czyli – w skrócie – chodziło o Unię Europejską, a nie o Europę.
Czy można oddzielić jedno od drugiego? Większość obywateli na naszym kontynencie dokonuje takiego podziału. Stąd dobrze by było, gdyby na płaszczyźnie polityki wzięto pod uwagę tę dwojaką percepcję i udzielono odpowiedzi, bowiem większość Europejczyków opowiada się bez zastrzeżeń za Europą, ale nie za Unią Europejską.
Wyniki wyborów odzwierciedlają nastroje i tendencje. Przesłanie jest całkowicie jednoznaczne: chcemy innej struktury politycznej, w której odnajdziemy naszą wiarę w Europę taką, która nie zmierza ku scentralizowanemu państwu, która nie wymusza nieustannego zwiększania kompetencji, której celem nie jest stworzenie superpaństwa. W tych wszystkich koncepcjach ja sam się odnajduję – właśnie dlatego, że dla mnie Europa jest ważna.
Między USA, Rosją a Chinami
Podczas rozmów z posłami z Brukseli często słyszę: musimy mieć większe kompetencje, bo inaczej koncert mocarstw światowych zagłuszy głos Europy. Jak mamy – pytają mnie – obronić nasze pozycje, gdy toczy się walka o władzę między Stanami Zjednoczonymi, znowu silniejszą Rosją i coraz bardziej pewnymi swojego znaczenia Chinami?
W historii Europy nie znajdziemy takich rozważań. Europa, jako konstrukcja polityczna, powstała po krwawej rzezi podczas II wojny światowej nie po to, by uczestniczyć w grze mocarstw światowych, lecz po to, by przynieść trwały pokój na kontynencie i stworzyć ład naznaczony szacunkiem do człowieka – po całkowitym zniszczeniu tego porządku na skutek agresji wywołanej ideologią pogardy dla człowieka. Dobrze, że do dzisiaj te powody zjednoczenia Europy nie poszły w zapomnienie. Są one np. źródłem wewnętrznego dystansu wielu Brytyjczyków do Brukseli, bowiem jak najbardziej słusznie zadają pytanie, dlaczego oni, mieszkańcy wyspy, mają płacić za to, by ci inni na kontynencie w końcu rozwiązali swoje wewnętrzne sprawy pokojowo i polubownie.
A ponieważ ci, którzy dziś reprezentują Europę w sensie politycznym, myślą dokładnie tymi samymi kategoriami jak ci, którzy w sensie politycznym walczą z Europą, opowiadając się twardo za państwem narodowym, sprawy poszły w złym kierunku. Bowiem i „Europejczycy”, i „nacjonaliści” walczą o władzę – każda ze stron chce ją zdobyć dla siebie i myśli tymi samymi kategoriami. Każdy chce zagarnąć dla siebie jak największą część tortu: jedni chcą te wielkie kawałki tortu zanieść do Brukseli, gdy tymczasem drudzy wolą większą jego część pozostawić narodowym parlamentom i władzom wykonawczym. Ani jedni, ani drudzy nie mają wizji przyszłości Europy, obie strony uparcie trzymają się koncepcji polityki rozumianej jako posiadanie kompetencji do rozstrzygania własnych spraw. Jednak na tej drodze – takie jest moje zdanie – nie da się uratować ani państwa narodowego, ani Unii Europejskiej.
Skaza i duma Europejczyka
Trzeba teraz koniecznie zastanowić się ponownie nad tym, czym w istocie jest Europa: nie jest ona wspólnotą wartości (takie w większości czcze twierdzenia ciągle i ochoczo głoszą ci, którym nic innego nie przychodzi do głowy), nie jest też strukturą władzy, którą trzeba codziennie „karmić”, by miała dość sił do wchłonięcia państw narodowych. Europa jest szczególnym sposobem myślenia o człowieku i jego formie życia. Europa to kultura, którą trzeba pielęgnować, jeżeli ma przetrwać.
Teza ta brzmi z początku abstrakcyjnie. Kto chce się więcej na ten temat dowiedzieć, niech czyta Karola Wojtyłę. Był jednym z niewielu spośród mu współczesnych, którzy wskazywali kierunek dalszego rozwoju, wyjaśniając, czym jest Europa, co ją tworzy i jaką drogą może ona pójść dalej. Czynił to, nie pisząc politycznych traktatów o Europie ani esejów na temat jej historii. Czynił to, umieszczając w samym centrum swojego nauczania ideę, która sprawia, że Europa jest czymś oryginalnym, wyjątkowym i ze wszech miar fascynującym: koncepcję człowieka jako centrum każdego porządku politycznego i społecznego. Europejczyk odnosi wszystko, co jest dla niego istotne, do człowieka – do jego wyjątkowości jako tego, który łączy w sobie jednocześnie to, co boskie, z tym, co grzeszne. Chodzi więc o człowieka – nie o władzę, wpływ, panowanie i kuratelę. Europa – to słowo oznacza kulturę nakierowaną na człowieka, którego Europejczyk uznaje za kogoś wyjątkowego w swojej godności. Stanowi to chrześcijańską istotę kultury europejskiej.
Nie oznacza to, że sami nie działamy często wbrew temu przekonaniu. Europejczyk nie jest człowiekiem ulepionym z lepszej gliny. To przecież Europejczycy, zwłaszcza Niemcy, dokonali w XX wieku najbardziej krwawej rzezi w dziejach świata. To prawda. Jednak na przekór temu prawdą jest też to, że Europejczyk nigdy nie będzie odczuwał dumy z bycia świadkiem zbiorowych gwałtów na nieletnich dziewczynkach, z zabijania ludzi, którzy chcą wyznawać inną wiarę, czy z kamienowania ciężarnej kobiety, bo jej rodzina nie akceptuje mężczyzny, którego poślubiła. Są to jednak wszystko wydarzenia ostatnich dni, które w innych częściach świata należą do codzienności i które spotykają się tam z dużym uznaniem.
Otwartość na cudze myśli
Kiedy dzisiaj Europa – jako struktura polityczna, jako Unia Europejska – krytycznie odnosi się do tych skandalicznych faktów, spotyka się z zarzutem, że w gruncie rzeczy jest to wyraz jej roszczenia do sprawowania władzy nad innymi, jej imperialistycznych zapędów i pragnienia dominacji nad innymi kulturami. Bierze się to stąd, że każdy dzień dostarcza dowodów na to, iż naprawdę chodzi jedynie o władzę, o uczestnictwo w grze mocarstw światowych, o przynależność do grona przedstawicieli wielkich potęg. Dlatego też Europa sama sobie zasłużyła na tę ocenę i sprzeciw wobec tego, jak rozumie samą siebie.
Tymczasem Europejczykom, którzy nie wypowiadają się jako politycy, właśnie chodzi nie o hegemonię. Chodzi im o człowieka, jego wolność, jego godność – o formę życia naznaczoną przekonaniem, że nie ma nic cenniejszego ponad człowieka, któremu przysługuje – by odwołać się do słów Wojtyły – królewska godność. To credo tworzy tożsamość kultury nazywanej przez nas europejską. Pojęcie godności jest znakiem jakości myślenia, zgodnie z którym nie da się zrezygnować z traktowania człowieka jako kryterium wszystkiego. To tworzy etos i teleologię Europejczyków. Europa w swoim rozumieniu jest kulturową alternatywą wobec modnego relatywizmu.
Zwrócenie uwagi na tę istotę Europy jest niezbędne do jej przetrwania w warunkach dominacji elit technokratycznych, które nie cofają się nawet przed śmiesznością, kiedy chcą ustawowo określić, w jakich naczyniach w przyszłości będzie wolno podawać w restauracjach oliwę, zaś zakaz używania pewnych form pojemników zachwala się jako „dobrą wiadomość dla konsumentów” – jak ujął to jeden z przedstawicieli Komisji Europejskiej. Kogo więc, gdy słyszy takie absurdy, może jeszcze dziwić, że Bruksela straciła autorytet w oczach tak wielu obywateli? Ale – trzeba to jeszcze raz powiedzieć – Europa jest czymś więcej niż Bruksela!
Dlatego moim zdaniem ważne jest tylko jedno: trzeba podjąć na nowo spór o to, co znaczy myśleć i żyć po europejsku – bez fałszywej skromności, ale też bez poczucia wyższości. Pomoże w tym pamięć o naszej tak błyskotliwie opisanej przez Rémi Brague’a „ekscentrycznej tożsamości”, która oznacza stałą gotowość Europejczyków do przejmowania pierwotnie obcych myśli. Ta zdolność uczyniła z Europy to, czym dzisiaj jest i czym stanie się jutro.
Tłum.

Dr CHRISTOPH BÖHR jest niemieckim filozofem i publicystą, wykładowcą Wyższej Szkoły Filozoficzno-Teologicznej Heiligenkreuz.

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum

Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]