Wyborcza porażka „zwykłego człowieka” w Delhi. Partia Modiego u władzy w stolicy Indii

Partia Zwykłego Człowieka, która miała wyznaczyć „trzecią drogę” w indyjskiej polityce, przegrała z kretesem wybory w Delhi. Miała uwolnić Indie od szantażu dwóch największych partii, ale po klęsce w jej własnym mateczniku i twierdzy już się pewnie nie podniesie.
z cyklu STRONA ŚWIATA
Czyta się kilka minut
Zwolennicy Indyjskiej Partii Ludowej świętują prowadzenie w wyborach do stołecznego parlamentu. Delhi, Indie, 8 lutego 2025 r. // Fot. Arun Sankar / AFP / East News
Zwolennicy Indyjskiej Partii Ludowej świętują prowadzenie w wyborach do stołecznego parlamentu. New Delhi, Indie, 8 lutego 2025 r. // Fot. Arun Sankar / AFP / East News

Dniem klęski okazała się środa, 4 lutego, gdy mieszkańcy ponad 20-milionowego Delhi (nie brak głosów, że ludność stolicy przekroczyła już nawet 30 milionów) wybierali stołeczny parlament. Mimo paskudnej pogody, zacinającego wiatru i przenikliwego zimna dwie trzecie uprawnionych do głosowania wzięło udział w wyborach, w których sprawowanej od ponad dziesięciu lat stanowej władzy broniła Partia Zwykłego Człowieka i jej przywódca, 55-letni Arvind Kejriwal. Odebrać mu ją zaś chciała Indyjska Partia Ludowa (BJP), partia hinduskich szowinistów, rządząca od ponad dziesięciu lat w Indiach. Jej zwolennicy, powiewając szafranowymi sztandarami, wołali na partyjnych wiecach: „Parivartan! Zmiana!”.

Zmiana władzy w Delhi

Dla „szafranowych ludowców” i ich przywódcy, premiera Narendry Modiego, który po zwycięstwie w zeszłorocznych wyborach sprawuje posadę szefa rządu już trzecią z rzędu kadencję (przed nim podobnym osiągnięciem mógł pochwalić się jedynie Jawaharlal Nehru, pierwszy premier Indii; jego córka i następczyni, Indira Gandhi, też wygrała trzykrotnie wybory, ale nie pod rząd), stanowa władza w stolicy od lat była bolesnym cierniem i cieniem, psującym jego wizerunek Niezwyciężonego.

Rządzi nie tylko w kraju, ale w prawie wszystkich liczących się w polityce stanach (poza Pendżabem, Tamilnadu, Karnataką i Zachodnim Bengalem), ale w Delhi „szafranowi ludowcy” po raz ostatni wygrali wybory w 1993 roku. Pięć lat później w stołecznych wyborach zostali pokonani przez najgorszego wroga, Partię Kongresową dynastii Nehru/Gandhich. W 2013 roku byli blisko odzyskania władzy. Zwyciężyli w wyborach, ale zdobyli za mało mandatów, by rządzić samodzielnie. Nikt nie chciał wchodzić z nimi w przymierze i w rezultacie, choć mieli najwięcej posłów, musieli oddać władzę kongresowcom i Partii Zwykłego Człowieka, która objęła władzę w Delhi i sprawowała ją niemal bez przerwy, gromiąc w kolejnych samorządowych wyborach zarówno „szafranowych ludowców”, jak i Kongres. 

Od ponad dziesięciu lat w stołecznym parlamencie nie zasiada już ani jeden kongresowiec. Ale i towarzyszy z partii Modiego też zasiadała w nim ledwie garstka. Nawet w roku 2020, rok po rekordowej wygranej Modiego w wyborach krajowych, w Delhi równie bezdyskusyjne zwycięstwo odnieśli „zwykli ludzie”, zdobywając aż 62 z 70 mandatów do stołecznego parlamentu (pięć lat wcześniej zdobyli ich jeszcze więcej, bo aż 67).

W zeszłym roku Modi znów wygrał w wyborach krajowych, po raz trzeci, ale było to pyrrusowe zwycięstwo, bo zdobył zaskakująco niewiele mandatów i żeby dalej rządzić, musiał sobie dobrać koalicjantów. Czwartego lutego, w Delhi, karta się jednak odwróciła. „Szafranowi ludowcy” nie tylko wygrali, co sprawili „zwykłym ludziom” wyborcze lanie. W nowym delhijskim parlamencie zasiądzie 48 „szafranowych” posłów – aż nadto, by przejąć w stolicy władzę i samodzielnie, bez niczyjej pomocy, rządzić miastem.

Przegrana Partii Zwykłego Człowieka

Rządzący od ponad dekady „zwykli ludzie” wprowadzili do delhijskiego parlamentu tylko 22 posłów. Nie zasiądzie w nim ich przywódca i założyciel partii Arvind Kejriwal, który przegrał w swoim okręgu z kandydatem „szafranowych”. Przegrał też zastępca Kejriwala, Manish Sisodia. „Lud wybrał, a my musimy pokornie się z tym wyborem pogodzić” – powiedział Kejriwal.

Kiedy w 2012 roku zakładał swoją Partię Zwykłego Człowieka, obiecywał, że wypleni z polityki korupcję, zarazę, która truła indyjskie państwo. Obiecywał też, że wyzwoli Indie od szantażu dwóch dominujących partii – hinduskich szowinistów i lewicujących kongresowców, których głoszona świeckość państwa wielu kojarzyła się z postkolonialną uległością wobec Zachodu i wyparciem się własnej tożsamości. „Polityka może być uczciwa, polityka jest służbą, a nie zdobywaniem łupów” – przekonywał Kejriwal, a na symbol swojej partii wybrał miotłę.

Jego Partia Zwykłego Człowieka zrodziła się z ulicznego buntu przeciwko złodziejstwu i prywacie kongresowców, którzy wtedy rządzili Indiami. Kejriwal, wówczas skromny poborca podatkowy, przyłączył się do ruchu protestu przeciwko skorumpowanym elitom, jaki w 2010 roku sparaliżował Delhi i połowę Indii. Uczestniczył w marszach, wiecach i głodówkach, prowadzonych na podobieństwo protestów Mahatmy Gandhiego, który w ten sposób wymuszał na swoich przeciwnikach politycznych ustępstwa. 

Kejriwal uznał, że jeszcze lepszym sposobem na odebranie władzy elitom będzie założenie własnej partii i pokonanie ich w wyborach. W Delhi stał się ludowym bohaterem i już w wyborczym debiucie w 2013 roku zajął drugie miejsce, tuż za „szafranowymi ludowcami”. Dzięki poparciu Kongresu został premierem Delhi. Zyskał jeszcze na popularności, gdy złożył urząd na znak, że nie zgadza się na polityczne kombinacje z koalicjantem i nie poświęci swoich przekonań nawet dla władzy. W wyborach w 2015 roku wygrał w Delhi prawie wszystko, co było do wygrania.

Arvind Kejriwal podczas wiecu wyborczego. New Delhi, Indie, 11 maja 2024 r. // Fot. Arun Sankar / AFP / East News

Do delhijskiego rządu należą sprawy codzienne, prozaiczne – prąd, wodociągi, opieka zdrowotna, szkoły, transport publiczny. Tymi ważniejszymi, jak bezpieczeństwo czy wytyczanie kierunku, w jaki zmierzać ma indyjskie państwo i jego gospodarka, zajmuje się rząd krajowy, również kwaterujący w stolicy. Mieszkańcom Delhi najwyraźniej taki podział ról bardzo odpowiadał. W wyborach krajowych głosowali odtąd na Modiego, a w wyborach lokalnych – na Kejriwala. W wyborach krajowych „zwykli ludzie” wypadali równie marnie, co „szafranowi” w wyborach delhijskich. W 2014 roku ponad półtysięcznym parlamencie indyjskim zasiadło czworo „zwykłych ludzi”, w 2019 roku – tylko jeden, w zeszłym roku – trzech.

Ale mieszkańcy stolicy z rządów „zwykłych ludzi” byli zadowoleni. Przez dziesięć lat w mieście nie doszło do żadnej wielkiej afery korupcyjnej, Kejriwal usprawnił działalność urzędów, transport, pobudował szkoły i kliniki zdrowia, otoczył szczególną troską najuboższych, zwalniając ich z opłat za prąd i wodę. A przy tym władza go nie odmieniła, tak się przynajmniej zdawało. Wciąż pozostawał człowiekiem skromnym, dostępnym.

Eliminacja przywódcy

Sukcesy osiągane w Delhi sprawiły, że z polityka ze stołecznego zaścianka Kejriwal wyrósł na męża stanu. Jego Partia Zwykłego Człowieka wygrała wybory i przejęła władzę w Pendżabie, dzielnie walczyła z „szafranowymi ludowcami” w wyborach w ich mateczniku, Gudżaracie. Przed zeszłorocznymi wyborami przywódcy największych partii opozycyjnych postanowili zawiązać przymierze (nadali mu nazwę INDIA), by wspólnymi siłami pokonać Modiego. Namówili Kejriwala, by do nich przystąpił. Gdyby opozycji udało się zwyciężyć, Kejriwal zostałby w nowym rządzie ministrem, a kto wie, czy sam by nie stanął na jego czele jako premier.

Tego było już Modiemu za wiele, zwłaszcza że od dawna Kejriwal drażnił go, bo rolę „człowieka z ludu”, pogromcy elit i jedynego sprawiedliwego indyjski premier zazdrośnie strzeże dla samego siebie.

Na kilka tygodni przed zeszłorocznymi wyborami Kejriwal i jego zastępca zostali oskarżeni o korupcję i aresztowani. Prokuratura krajowa zarzuciła im, że przyjmowali łapówki od koncernów alkoholowych w zamian za zwolnienie ich z akcyzy. Oburzony Kejriwal zawsze twierdził, że to Modi próbuje wrobić go w korupcję żeby osłabić przed wyborami opozycję, a przy okazji usunąć go z urzędu w Delhi. Sąd Najwyższy kazał go uwolnić za kaucją, ale do zakończenia sprawy zabronił Kejriwalowi chodzić do ratusza i dotykać jakichkolwiek dokumentów. Na wolności Kejriwal ustąpił z urzędu.

Pobyt w areszcie i oskarżenia o korupcję pozbawiły Partię Zwykłego Człowieka przywódców w trudnym czasie kampanii wyborczej i zepsuły Kejriwalowi nieskazitelną opinię. Nie udowodniono mu żadnych przestępstw, ale już same zarzuty sprawiły, że dotychczasowi wielbiciele nabrali podejrzeń. Dziesięć lat nieprzerwanych rządów również przyczyniło się do tego, że dawny bohater ludowy opatrzył się, a wielu jego wielbicieli zaczęło uważać go za pospolitego polityka, niczym nieróżniącego się od innych. Nagle zaczęli mu wytykać budowę nowej rezydencji dla stołecznego premiera, którą „szafranowi” przezywali „Pałacem luster”. Za zwyczajną partię, której chodzi tylko władzę, uważają też jego Partię Zwykłego Człowieka. 

Stołeczna klasa średnia, która dotąd popierała Kejriwala jako polityka środka, umiaru i rozsądku, oraz za dobrego zarządcę zraziła się do niego z powodu jego socjalnych wydatków na pomoc dla biedoty. Biedota zaś w dzień wyborów oddała głosy Modiemu i „szafranowym ludowcom”, którzy jako rząd krajowy z łatwością przelicytowali Kejriwala w przedwyborczych podarkach dla ubogich, najstarszych, kobiet i młodzieży. Klasę średnią rząd Modiego zjednał sobie obniżając dla niej jesienią podatek dochodowy. Miała ona też dość nieustannych sporów i przepychanek między „zwykłymi ludźmi” z władz stolicy i nadzorującym je gubernatorem wyznaczonym przez rząd krajowy.

Wyborcza porażka nie tylko pozbawiła Partię Zwykłego Człowieka władzy w Delhi, ale zagraża jej dalszemu istnieniu. Zwłaszcza że Kejriwal wzywał mieszkańców stolicy, by lutowe wybory potraktowali jak plebiscyt oceniający jego rządy. Wynik wypadł dla Kejriwala fatalnie.

Szafranowe Indie Narendry Modiego

„Nasza wygrana w wyborach dowodzi, że ludzi można oszukać tylko raz, ponownie się oszukać nie dadzą” – powiedział po wyborach Amit Shah, minister spraw wewnętrznych i „prawa ręka” Narendry Modiego, o którym od dawna mówi się, że jest jednym z najpoważniejszych kandydatów na następcę indyjskiego premiera. –  „Nasz sukces to także dowód wiary, jaką nasi rodacy pokładają w premierze Modim”.

Lutowa wiktoria w Delhi świadczy, że po zeszłorocznej zapaści podczas wyborów do parlamentu „szafranowi ludowcy” doszli do siebie i znów wygrywają. Jesienią zwyciężyli w ważnych wyborach stanowych w Harianie i Maharasztrze. W obu stanach wygrane wróżono opozycyjnemu przymierzu, które tak uwierzyło w pewne zwycięstwo, że zamiast zająć się kampanią, spierało się między sobą o to, kto jakie stanowisko będzie sprawował w przyszłym rządzie. „Po kiepskim wyniku w zeszłorocznych wyborach wzięliśmy się do roboty i oto mamy jej wyniki” – powiedział dziennikarzowi Al-Dżaziry jeden z działaczy „szafranowych ludowców”. – „Nasi przeciwnicy zapłacili w Delhi za pychę i nieudolność”.

Odnieść zwycięstwo w lutowych wyborach w Delhi pomogło Modiemu także największe święto wyznawców hinduizmu, Kumbh Mela. W tych dniach hindusi pielgrzymują w miejsce, gdzie zlewają się święte rzeki Gangesu i Jamuny (a także mitycznej, podziemnej Saraswati), by zażyć w nich kąpieli, która oczyszcza z grzechów i uwalnia z wiecznej wędrówki dusz. W tym roku przypadało w dodatku najświętsze ze świąt, odprawiana co 12 lat Maha Kumbhamela, która zgromadziła na brzegami rzek prawie pół miliarda pielgrzymów.

Kąpieli w świętych wodach zażywał także premier Modi, a wszystkie telewizje Indii transmitowały tę uroczystość „na żywo”. Religijne i patriotyczne uniesienie świąteczne zyskało „szafranowym ludowcom” dodatkowe głosy.

„Jeśli wygrali w Delhi, mogą już wygrać wszędzie. Wygląda na to, że Modi nigdy już nie przegra żadnych wyborów” – powiedział dziennikarzowi Al-Dżaziry pewien profesor nauk politycznych z uniwersytetu Jawaharlala Nehru w Delhi, wyraźnie zaskoczony wynikiem wyborów. – „Wymyślili na to sposób i ten sposób działa”.
 

Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

„Tygodnik Powszechny" – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.

Najlepsza oferta

Czytaj 1 miesiąc za 1 złotówkę dzięki promocji z

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po miesiącu promocyjnym. Rezygnujesz, kiedy chcesz

Wypróbuj TP Online: 7 dni za darmo

  • Nieograniczony dostęp do treści w serwisie i wersji audio artykułów
  • Tematyczne newslettery i dodatkowe publikacje tylko dla subskrybentów
  • 29 zł miesięcznie po zakończeniu okresu próbnego
  • Wymagane podpięcie karty. Rezygnujesz, kiedy chcesz

TP Online: Dostęp roczny online

Grafika na okładce: Przemysław Gawlas & Michał Kęskiewicz dla „TP”