Szanowny Użytkowniku,

25 maja 2018 roku zaczyna obowiązywać Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (określane jako „RODO”, „ORODO”, „GDPR” lub „Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych”). W związku z tym informujemy, że wprowadziliśmy zmiany w Regulaminie Serwisu i Polityce Prywatności. Prosimy o poświęcenie kilku minut, aby się z nimi zapoznać. Możliwe jest to tutaj.

Rozumiem

Reklama

Wszędzie pełno wolności

Wszędzie pełno wolności

21.04.2016
Czyta się kilka minut
Prof. Tadeusz Gadacz: Jeśli rozumiemy wolność jako sposób istnienia dobra, oznacza to, że choć potencjalnie mogę czynić wszystko, jako człowiek rozumny – nie wszystko zrobić powinienem.
A

Adam M. Cieśla: Od formalnego odzyskania wolności minęły w Polsce dwie i pół dekady. w Polsce. W jakim momencie jej zakrętu jesteśmy teraz?

Prof. Tadeusz Gadacz: Max Scheler, filozof bliski ks. Tischnerowi, pisze że wolność łączy się, albo też jest tożsama ze słowem „mogę”. Jestem wolny – to znaczy „mogę”. Wiele zależy od tego, jak owo »mogę« rozumiemy. Scheler zwraca uwagę na głębszy aspekt tego słowa, wskazujący nie tyle na możliwości, które możemy realizować, co raczej na inne wyrażenie: „chcę”. Mogę – to znaczy chcę coś zrobić. Świat się dziś zmienił, zniknęło wiele ograniczeń; można wyjeżdżać, pracować, kształcić się niemal wszędzie – ale po co? I to jest właśnie motyw, który celnie opisał ks. Tischner, analizując najpierw negatywne doświadczenie wolności, a potem doświadczenie wolności, którą nazwał „nieszczęsnym darem”.

Oba łączą się ze sobą. Pamiętam jak ks. Tischner zwrócił moją uwagę na obraz Malczewskiego „Wigilia Bożego Narodzenia na Syberii”, przedstawiający bohaterów ze smętnymi minami pochylonych nad pustymi talerzami. Być może marzących o wolności, która była, być może dopiero o tej, która będzie. Właśnie w takiej sferze rodzi się pokusa, doświadczenie wolności negatywnej. Czyli wolności definiowanej przez utratę, poczucie zagrożenia. 

W jednym ze swoic tekstów Jean Paul Satrte pisał o tym, że „nigdy nie byliśmy tak wolni jak w czasie faszystowskiej okupacji”. Zdanie to nie jest oczywiście żadną apoteozą faszyzmu, lecz wskazuje na pewne negatywne doświadczenie, kiedy człowiek stawia takie pytania o wolności, jakich w zwykłych warunkach by nie zadawał. Pamiętam też moje przejście, spacer właściwie, z księdzem Tischnerem po krakowskim Rynku krakowskim zaraz na początku stanu wojennego, kiedy mieszkańcy miasta przychodzili tu masowo, aby demonstracyjnie przespacerować się wśród oddziałów ZOMO. Gdy potem wróciliśmy do jego mieszkania przy św. Marka, zadzwonił jakiś zagraniczny dziennikarz, który powiedział: „Nigdy nie widziałem tak wolnych obywateli, jak dziś na krakowskim Rynku”. I to jest właśnie to samo doświadczenie. Jest jednak negatywny skutek, związany z takim doświadczeniem wolności. Mianowicie, że kiedy nagle się okazuje, wolność jest możliwa, wielu ludzi nie jest w stanie jej zagospodarować. Czekają na kolejną wojnę, na nowego wroga i następną walkę o „wolność naszą i waszą”, nie potrafią tej mentalności przełamać.

Ksiądz Tischner pisze w „Nieszczęsnym darze wolności” wprost: „Dziś nie potrafimy spojrzeć w głąb odzyskanej wolności. Czyżby, to o co tak długo walczyliśmy, było zapowiedzią samego tylko piekła?”.

Tischner często używał też innej metafory – nie tylko „w głąb”, ale i „z góry”. Mawiał, że ludzie gór mają poczucie wolności. Wolność to nie targ, na którym mogę chodzić między straganami i zastanawiać się, co kupić; ona polega właśnie na tym, żeby spojrzeć z góry.

W tym miejscu trzeba wrócić do najpełniejszej definicji wolności Tischnera, tej z „Filozofii dramatu”: wolność to sposób istnienia dobra. I kiedy dziś patrzymy na kondycję życia politycznego w Polsce, nie sądzę żeby on marzył o takiej polityce, albo takich mediach, z jakimi mamy do czynienia w tej chwili. Mogę w zasadzie wszystko napisać i powiedzieć, ale czy powinienem? 

Dla mnie najlepszym przykładem napięcia między „mogę” jako możliwością a „mogę” jako „powinienem” jest różnica między intelektem a rozumem. Intelekt jest poza dobrem i złem. To nie w nim tkwi pełna wolność, prawda. Ponieważ intelektu, jako pewnego narzędzia, mogę użyć w bardzo różnych celach. W jakich – to już podpowiada mi rozum. A rozum jest zawsze związany z rozumieniem innych. Jeśli rozumiemy wolność jako sposób istnienia dobra, oznacza to, że choć potencjalnie mogę czynić wszystko, jako człowiek rozumny – nie wszystko zrobić powinienem.

We wcześniejszym tekście „Filozofia i sprawy ludzkie” ks. Tischner mianuje św. Augustyna ojcem współczesnej filozofii człowieka i już wtedy uznaje dramat za podstawową kategorię określającą ludzki byt. Pisze też o tym, że wolność jest rodzajem medium, w którym człowiek może oglądać siebie i świat, ale tylko w ograniczonym zasięgu, którego granice wyznacza odpowiedzialność. Można w takim razie powiedzieć, że droga do tego dobra prowadzi od człowieka?

To jest przykład tego, o czym mówiłem przed chwilą. Można to zilustrować prostym przykładem. Jeśli mi się nudzi, mogę rzucać sobie kamieniami ponad dachem domu na drugą jego stronę. Ale jeśli jestem człowiekiem rozumnym, powinienem najpierw sprawdzić, czy tam ktoś nie stoi. Muszę patrzeć na skutki mojego wolnego działania w świecie. Jeśli powodują one zło, cóż to będzoe za wolność? Dla ks. Tischnera punktem odniesienia wszelkiego doświadczenia wolności jest zawsze obecność innego.

Kiedy patrzę dziś na to, co się dzieje w polityce i w mediach, mam poważne obawy, czy teksty Tischnera są dziś czytane, czy w jakikolwiek sposób działają. Myślę o takich zjawiskach medialnych jak np. teatralizacja zła, w którym zło jest nie tylko towarem, który się świetnie sprzedaje, ale wręcz przestępcy stają się celebrytami, nieźle na tym jeszcze zarabiając. Znany jest przypadek wykreowania przez media na celebrytkę Magdy B.; ona jeszcze w więzieniu będzie być może pisała książkę, o którą biło się wiele wydawnictw. 

Zastanawiam się też, gdzie podziała się wolność rozumiana jako sposób istnienia dobra. Jakie dobro mają na celu politycy, którzy idą do władzy nie po to, żeby służyć społeczeństwu? Pojecie polityki jako służby publicznej właściwie zanikło kompletnie. Oni idą po władzę albo po to, aby zaspokajać własne ambicje lub interesy swojej partii politycznej, albo realizować program „Rodzina na swoim” czyli obsadzać krewnymi zarządy spółek Skarbu Państwa.

Mówi Pan o tym, że nie czyta się dziś Tischnera. Poszedłbym o krok dalej – dziś nie ma także refleksji nad słowami i myślą papieża. Pisał ksiądz Tischner wprost – wtedy dotcyzyło to Jana Pawła II – że wiele osób którzy posługują się w dyskusji autorytetem Papieża, nie ma zielonego pojęcia, co takiego ma on na myśli w danej sprawie.

Wracając do wolności: jej czas powinien sprzyjać zajęciu się sprawami najważniejszymi: dobrem, sacrum. Tymczasem okazuje się, że najlepszym sposobem „załatwiania” tych spraw – nie przemyślenia, lecz właśnie „załatwiania” – jest wyrzucanie tych wartości za burtę. Tischner pisze nawet wprost, że najpierw się wyrzuca za drzwi pytanie, później pytającego, a na końcu – wszystko, co jest wokół niego.

A może to jest charakterystyka okresu, w którym ludzie po długim czasie rozmaitych zniewoleń zachłystują się wolnością. Przypomina mi się to, co Platon pisał o początkach demokracji ateńskiej. Jak wiadomo był on dość nieprzychylnie nastawiony do demokracji, właśnie ze względu na to rozbuchanie wolności. Użył metafory: „Upili się wolnością nierozcieńczoną”. Kiedy człowiekowi długo nie daje się pić, a potem to umożliwia, pije on bez umiaru. Platon pisze dalej: „nawet ulicą nie mogę przejść spokojnie bo, i zwierzęta mnie potrącają, bo wszędzie pełno wolności”. Być może mamy teraz do czynienia z okresem fascynacji, prób, sprawdzania, jak daleko możemy w tej wolności pójść, które tabu naruszyć? Podyskutujmy o kazirodztwie, podyskutujmy o kanibalizmie, zobaczymy, jakie będą reakcje. Wcześniej czy później, mam taką nadzieję, w te relacje społeczne musi wkroczyć z powrotem jakiś ład. Wolność bez odpowiedzialności rodzi społeczną anarchię, która wcześniej czy później prowadzi do katastrofy.

W „Myśleniu wdług wartości” Tischner pisze o tym, że człowiek wkroczył w okres głębokiego kryzysu swojej nadziei. A kryzys nadziei jest kryzysem podstaw. Kiedyś ludzie zabijali się w imię wiary, w wyższość własnej nadziei nad nadzieja cudzą. Dzisiaj doduszają się własna beznadzieją! Chciałbym zestawić te słowa ze zdaniami, które pochodzą z mowy „Wielkiego inkwizytora” u Dostojewskiego, który pisze tak: „Powiadam ci zaiste, najbardziej męczącą troską człowieka jest to, znaleźć kogoś komu można by oddać dar wolności, z którym ta nieszczęsna istota się rodzi.”

Ja myślę że to są zdania – szczególnie jeśli chodzi o Dostojewskiego – które opisują ten stan wcześniejszy. Stan, w którym nagle pojawia się wolność i okazuje się, że wielu ludzi nie umie jej zagospodarować, ponieważ wiąże się z ryzykiem i odpowiedzialnością. Jest oczywiście w Polsce wiele osób, które chętnie oddałyby swoją wolność i myślenie przywódcom politycznym czy religijnym. Ale większość ludzi dysponuje jednak poczuciem wolności. Choć, z drugiej strony, można odnieść wrażenie, że w dużej mierze jest to wolność anarchiczna. Mówi na przykład często o tym, że w zasadzie nie powinno się stawiać granic w sztuce, bo sztuka powinna być wolna. Pytam wtedy: czy chcemy wolność tworzenia, czy może anarchi tworzenia? Wolność tworzenia powinna uwzględniać kontekst społeczny – np. uczucia religijne innych. 

Odwołam się do głośnych swego czasu nadużyć polityków, którzy w niewłaściwy sposób wykorzystywali swoje diety. Marszałek Sejmu ogłosił wtedy, że uruchamia adres e-mail i prosi obywateli, aby ci informowali go o nadużyciach polityków. To klasyczny przykład nie uwzględnienia kontekstu społecznego. Gdyby taki e-mail uruchomić np. w Kanadzie, informacje, które trafiałyby do władz byłyby zapewne traktowane jako przejaw postawy obywatelskiej. W Polsce zostałyby jednak zapewne uznane za donos. Nie bez znaczenia jest, w jakim celu podaje się takie informacje – można to robić, aby pogrążyć przeciwnika, rozegrać partię polityczną w jakimś konkretnym celu lub po prostu zwyczajnie komuś zaszkodzić. Polacy zaś, niestety, są narodem dość zawistnym. 

 

Rozmawiał Adam M. Cieśla

Czytasz ten tekst bezpłatnie, bo Fundacja Tygodnika Powszechnego troszczy się o promowanie czytelnictwa i niezależnych mediów. Wspierając ją, pomagasz zapewnić "Tygodnikowi" suwerenność, warunek rzetelnego i niezależnego dziennikarstwa. Przekaż swój datek:

Dodaj komentarz

Usługodawca nie ponosi odpowiedzialności za treści zamieszczane przez Użytkowników w ramach komentarzy do Materiałów udostępnianych przez Usługodawcę.

Zapoznaj się z Regułami forum
Jeśli widzisz komentarz naruszający prawo lub dobre obyczaje, zgłoś go klikając w link "Zgłoś naruszenie" pod komentarzem.

Zaloguj się albo zarejestruj aby dodać komentarz

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]