Wstyd to zdrowie

Poczucie winy jest następstwem złych czynów - nawet nieznanych innym ludziom - w duszy grzesznika. To w pierwszym rzędzie stan ludzkiej duszy. Objawia się w formie bólu (jęczy moja dusza), zwanego wyrzutami sumienia. Człowiek o własnych siłach nie może tego stanu odmienić.

18.01.2004

Czyta się kilka minut

W ostatnim czasie wiele się pisze o sumieniu. W artykule “Gdy sumienie nakazom przeczy" (“Gazeta Wyborcza" z 15-16 XI 2003) o. Tadeusz Bartoś przyznaje sumieniu chrześcijanina prawo do negacji moralnego nauczania Kościoła (polemizowałem z nim w “GW" z 13-14 XII 2003). Natomiast ks. Jacek Prusak, podzielając tezy o. Bartosia, w tekście “Rozdrapywanie sumienia" (“TP" 50/03) pisze o sensach i bezsensach chrześcijańskiego poczucia winy. Dobrze, że obaj autorzy zwracają uwagę na sumienie jako najważniejszy czynnik w wychowaniu. Przestrzegają przed możliwymi wypaczeniami i wzywają do rzetelnego formowania sumień chrześcijan. Nie sposób czegokolwiek zarzucić przeprowadzonej przez ks. Prusaka psychologicznej analizie patologicznych sposobów przeżywania winy. Trudno jednak - w świetle nauki Vaticanum II i współczesnej wiedzy biblijno-teologicznej - zgodzić się z interpretacją Tomaszowej wizji sumienia, z przedstawieniem grzechu pierworodnego jako mitu, obrazem “teologii winy" oraz istoty orędzia chrześcijańskiego.

Myśleć biblijnie

Tomaszowa koncepcja (poprawnie rozumiana!) jest konieczna, ale absolutnie nie wystarczająca, by mówić o sumieniu. Zapatrzenie w autonomię “człowieka wolnego" (o. Bartoś), skupienie na patologiach i przywiązanie do opinii różnych psychologów (ks. Prusak), zamknęło obu autorów na bosko-ludzką prawdę o sumieniu, objawioną w Biblii, a dziś przypomnianą przez Sobór. W konstytucji “Gaudium et spes" przywołuje się Tomaszową koncepcję sumienia, ale natychmiast dopełnia się ją biblijnie. Sumienie to “sanktuarium człowieka (sacrarium), gdzie przebywa on sam z Bogiem, którego głos w jego wnętrzu rozbrzmiewa" (KDK 16). Podobnie rzecz się ma z pojęciem wyrzutów sumienia. Ks. Prusak określa je jako “głos, który rodzi się w sumieniu z powodu braku odpowiedzi na wezwanie do zaangażowania po stronie wartości - dobra, piękna, prawdy". Brak tu jakiegokolwiek odniesienia do Boga.

W artykułach Bartosia i Prusaka mamy zaledwie pojedyncze odwołania do Biblii - na dodatek błędne. Zapisana w Księdze Rodzaju “historia Rajskiego Ogrodu" nie jest - jak twierdzi ks. Prusak - “biblijnym mitem", lecz (jak dowodzi Claus Westermann, protestant, autor najlepszego komentarza do Księgi Rodzaju) pre-historią. Do tak definiowanego gatunku literackiego (zwanego też proto-historią) należą teksty Rdz 1-11, opowiadające o wydarzeniach, które rzeczywiście miały miejsce “na początku" dziejów człowieka i jako takie w istotny sposób określają kondycję i doznania ludzi wszystkich czasów. Wydarzenia te zostały jedynie opowiedziane z wykorzystaniem obrazów znanych ze starożytnych mitów (np. wody otchłani, ogród, drzewo życia, poznania dobra i zła, wąż). W Rdz 1-3 zbiegają się mądrość, historia, opowiadanie i elementy mityczne w celu objawienia ponadczasowej doniosłości wydarzeń, które rozegrały się na początku historii świata i człowieka. Grzech pierworodny “mógłby się nazywać grzechem początkowym, gdyż tkwi on u korzenia wszystkich innych grzechów" (André Frossard, “Bóg i ludzkie pytania"). Myślący biblijnie Frossard przestrzega teologów przed porzucaniem nauki płynącej z tego grzechu: “Nie wiem, dlaczego czują się oni zobowiązani do przyjmowania poglądów swojej epoki, ilekroć zrywa ona z tą nauką. Mówią nam, że grzech pierworodny jest przypowieścią, mitem, baśnią o charakterze duchowym".

Św. Tomasz myślenie filozoficzne dopełniał myśleniem biblijnym. Bartoś i Prusak myśleć biblijnie nie potrafią, choć piszą jako teologowie i zwracają się do wierzących. Teologia moralna bądź teologia duchowości nie zakorzenione w Biblii, lecz w jakiejś filozofii czy psychologii, przeradzają się w racjonalistyczną bądź psychologiczną teorię, która łatwo przekreśla to, co w moralności i duchowości chrześcijańskiej jest najbardziej oryginalne.

Spłaszczone sumienie i sumienie proroka

Obydwaj autorzy posługują się filozoficzną koncepcją sumienia jako rozumu, który jedynie w oparciu o poznawane przez siebie prawo naturalne (o. Bartoś) lub wartości dobra, piękna i prawdy (ks. Prusak) uzdalnia nas do podejmowania decyzji o czynieniu konkretnego dobra bądź unikaniu kuszącego nas zła. Sumienie jest jednak czymś więcej niż rozum - to akty świadomości osobowego, wewnętrznego “ja". Rozum ani nie boleje (nie oskarża, nie ma wyrzutów), ani się nie cieszy (nie usprawiedliwia). Wezwania rodzące się w sumieniu często przerastają tzw. zdrowy rozum (np. wezwania do bohaterskiego ratowania życia innych).

W artykułach dominikanina i jezuity brak odniesienia sumienia chrześcijanina do tak istotnego dlań kryterium rozpoznawania dobra i zła, jakim jest Prawda objawiona w Ewangelii, w osobie Chrystusa, w Bogu-Miłości. Tylko ludzie, którzy nie wierzą w Chrystusa i w Boga-Miłość, mogą widzieć w wymogach stawianych sumieniu chrześcijan przez Ewangelię lub Dekalog przejaw przymusu czy zewnętrznego autorytetu.

W eseju “Miłosne posłuszeństwo" Paul Ricoeur wykazał, że Prawo Boże (jakkolwiek imperatywne czy wręcz apodyktyczne - jak w Dekalogu) nie budzi w człowieku wierzącym oporu, ponieważ jest Słowem Boga, który miłuje człowieka i jako Miłujący zobowiązuje go do miłowania Siebie. Prawo Boże i nakazy Chrystusa jawią się człowiekowi jako zewnętrzny przymus bądź nakazy dyktowane przez autorytet tylko wtedy, gdy nie są poznawane w kontekście doświadczenia miłości Boga i Chrystusa. Pierwszym więc zadaniem w formacji dobrego sumienia jest wyrabianie w chrześcijaninie coraz większej wrażliwości na miłującą obecność Boga i Chrystusa, na objawiający Ją Głos, rozbrzmiewający w Ewangelii i w “dobrym" świecie. Rzecz jasna, poznanie tego, co w wewnętrznym sanktuarium człowieka (w sumieniu) mówi ten miłujący go Głos, dokonuje się z zaangażowaniem rozumu oraz we wspólnocie wiary prowadzonej przez Ducha Prawdy, i nie ma w sobie nic z irracjonalizmu ani z liberalnego indywidualizmu.

Dobro, do którego pełnienia chrześcijanin czuje się w sumieniu zobowiązany, nie wypływa z jakichś naturalnych, przyrodzonych i wewnętrznie przynależnych stworzeniu (światu) wartości dobra, prawdy i piękna, lecz - jak pisze André LaCocque - jest tym, czego oczekuje od niego Stwórca. “W istocie swej tow (dobry; piękny) nie określa estetycznego piękna czy wewnętrznej wartości (świata). Tow wyraża zdolność stworzenia do spełniania oczekiwań swojego Stwórcy" - zauważa Ricoeur. Zdarza się, że chrześcijanin, którego sumienie jest otwarte na inspiracje Ducha Prawdy, rozumie te oczekiwania lepiej niż Magisterium Kościoła, a nawet cały Lud Boży. Nigdy jednak nie są one sprzeczne z dotychczasowym nauczaniem Kościoła, lecz głębsze i wyższe, a zarazem bardziej odpowiadające nowemu poziomowi kultury i ludzkiej wrażliwości. O sumieniu takiego chrześcijanina nie sposób mówić “sumienie człowieka wolnego", lecz “sumienie proroka", świętego. Nie rości sobie ono prawa do autonomii moralnej, do negacji, lecz chętnie poddaje się - w dialogu - ocenie Kościoła. Dopiero rozpoznane przez Kościół jako sumienie inspirowane przez Ducha Świętego oddziałuje na inne sumienia, a nawet na sumienie całej wspólnoty Kościoła.

Wina w Biblii

Prezentując teologię winy ks. Prusak nie sięga do biblijnej perykopy, która mówi o niej najwięcej (Rdz 2-3). Pisze, że “w oparciu o ten biblijny mit (o grzechu pierworodnym) podniesiono poczucie winy i wstydu do rangi centralnych zagadnień w życiu chrześcijanina, wiążąc je jednoznacznie z nieposłuszeństwem prawu Bożemu i upadłością ludzkiej natury, co z kolei zazwyczaj utożsamiano z seksualnością i grzesznością ludzkiego ciała". Taka interpretacja mija się z prawdą biblistyki.

W opowiadaniu należącym do proto-historii biblijnej objawiona została najbardziej podstawowa prawda o człowieku, o jego godności oraz o jej zagrożeniu. Bóg, który stworzył człowieka (“mężczyznę i kobietę") na swój obraz (imago Dei), w swych pierwszych słowach skierowanych do ludzkiej pary nakazuje rozmnażanie się, czyli utrzymywanie intymnych relacji. Jak trafnie komentuje LaCoque: “Imago natychmiast zostaje postawione w relacji do życia płciowego (»stworzył mężczyznę i niewiastę«)". Każda kobieta i każdy mężczyzna jest Adamem; każdy mężczyzna i każda kobieta jest Ewą; każda kobieta grzeszy “w" Adamie, każdy mężczyzna zostaje zwiedziony “w" Ewie - dodaje Ricoeur. Wina i wstyd pojawia się wtedy, gdy w ich relacji do siebie i do Boga niewinność ustępuje miejsca chytrości, podstępnemu myśleniu i działaniu, gdy fałszywa (wręcz infernalna) mądrość przebiegłego-nagiego węża staje się zachętą do posługiwania się przebiegłością i do życia normami ustanowionymi przez samego siebie, według egocentrycznego kryterium oceniania. Słowa te odnoszą się do wszystkich sytuacji życia człowieka, a szczególnie do seksualności i miłości, które stanowią o jego istnieniu i godności (a ich wypaczenia o jego nędzy - “nagości", która może dojść aż do poziomu “nagości" węża - do życia na poziomie zwierzęcych instynktów).

Szkoda, że ks. Prusak nie podał współczesnej, biblijnej teologii winy, a poprzestał na opisie filozoficzno-psychologiczno-prawniczym. Pisze, że spowodowanie zła (cierpienia) lub zaniechanie dobra - to obiektywna wina (mająca w osądzie sumienia związek z grzechem) i “może być przeżywana jako poczucie winy. Obiektywna wina odnosi się jednak w pierwszym rzędzie do sytuacji, a nie samopoczucia i podobna jest do prawnego rozumienia osoby winnej lub niewinnej pod kątem zarzucanych jej wykroczeń". I dodaje, że “poczucie winy zawsze jest wynikiem koncentracji na sobie" i jako takie nie jest pozytywnym wymiarem tożsamości chrześcijanina.

Według Biblii obiektywnym skutkiem złego postępowania (grzechu) jest zrujnowane życie człowieka lub ludu, nieład w świecie przyrody (por. Rz 8,20-22). Natomiast wina oznacza efekt, jaki popełniony grzech wywołuje w duszy człowieka i porównywana jest do ciężaru, który przytłacza. Kain mówi do Boga: “Zbyt wielka jest moja wina (‘awon), abym mógł ją znieść". Podmiot Psalmu 38 wyznaje: “Winy moje gniotą mnie jak ciężkie brzemię". Wina to napełniająca serce udręka: “Uznaję bowiem moją nieprawość, a grzech mój jest zawsze przede mną" - czytamy w Psalmie 51. Wreszcie wina to jak wyryty rylcem na sercu napis (Jr 17,1) lub jak rdza, która trawi metal (Ez 24,6). Wszystkie te metafory ukazują ją jako przeżycie wewnętrzne.

Poczucie winy jest następstwem złych czynów, nawet nieznanych innym ludziom, w duszy grzesznika. To w pierwszym rzędzie stan ludzkiej duszy (“serca" - w Biblii synonim sumienia), który objawia się w formie bólu (“skowyczę, bo jęczy moje serce" - Ps 38), zwanego wyrzutami sumienia. Człowiek o własnych siłach nie może tego stanu odmienić. Dla uśmierzenia bólu bądź uwolnienia od ciężaru jest potrzebne stwórcze i odnowicielskie działanie Ducha Bożego, o które usilnie woła podmiot liryczny Psalmu 51: “Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste i odnów w mojej piersi ducha niezwyciężonego!".

Wstyd - zdrowy objaw

Wina “uosobiona" ma negatywny wpływ na stosunek człowieka-grzesznika do Boga, do innych i do siebie samego. Relacja doskonałej harmonii i zaufania zostaje zniekształcona: “A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy; spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski". Dostrzeżenie tego zniekształcenia rodzi wstyd, który oddala jedno od drugiego. Podobnemu zniekształceniu ulega więź z Bogiem. Gdy Adam usłyszał głos Boga w ogrodzie, przestraszył się, mówiąc: “jestem nagi", i ukrył się. Dawid wyznaje: “Zgrzeszyłem p r z e c i w Panu". Dokonane zło zamyka duszę w krainie grzechu (egoizmu) i nie pozwala stanąć “przed obliczem" Boga. Człowiek oddala się od tego, kim winien być (“obrazem Boga"), a staje się marnością, jak mówi prorok Jeremiasz: “Poszli za nicością i stali się sami nicością".

Doskonale to zniekształcenie relacji uchwycił Frossard. Analizując biblijny opis grzechu pierworodnego pisze, iż wina polega na tym, że “człowiek w owym dniu wybrał samego siebie; wykorzystał swoją wolność wbrew miłości i zadał w sobie kłam podobieństwu do Boga. Biblia mówi: »Poznali, że są nadzy«; a więc sprowadzeni do gliny, z której powstali. W ten sposób zrodziła się w człowieku świadomość siebie samego, jakby zakrzepła w tym »ja«, z którego tak trudno nam się wydostać, aby pójść w kierunku innych ludzi i Boga". Wstyd w świetle Biblii łączy się nierozdzielnie z rozpoznaniem swej małości (gliny), po utracie chwały płynącej z ofiarowanej Bogu i innym miłości.

Jeszcze lepiej biblijne doświadczenie wstydu wyrastającego z winy widać w opowiadaniu o synu marnotrawnym. Jego bohater wracając do ojca wyznaje najpierw swoją winę: “Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i w z g l ę d e m ciebie". I natychmiast mówi, że się wstydzi zaistniałego braku miłości: “już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Nie wyznaje skutków złego postępowania, lecz swój grzech-winę i wstyd z powodu zmiany w relacji do Boga i do ojca: “nie jestem godzien...". Wszystko, co uczynił, dotyczyło rzeczy zewnętrznych: jego rozwiązłe życie, rozrzutność, wszystkie błędy, bezczelności... Czyny te jednak negatywnie “przełożyły się" na stan jego duszy i na jego związek z ojcem i z Bogiem. Gdy to dostrzegł, czyli gdy odkrył swą winę i doznał wstydu, stanął w głębokiej prawdzie i pełnej jasności. Doświadczenie to nie ma nic wspólnego z zawstydzającym i upokarzającym znaczeniem winy, opisywanym przez psychologów. Dokonuje się bowiem w dialogu z ojcem (i z Bogiem). Już mędrzec Syrach uczył: “Jest wstyd, co grzech sprowadza, i wstyd, który jest chwałą i łaską". Jedynie ten wstyd i te wyrzuty sumienia, które są przeżywane poza dialogiem z Bogiem, z innymi i z sobą samym, a wywołują smutek, gniew, uczucie pogardy, zemsty wobec nas samych, są cierpieniami bezużytecznymi (por. Carlo M. Martini, “Odnaleźć siebie samych").

Odrzucenie, perfekcjonizm i banalizacja grzechu

Ks. Prusak słusznie twierdzi, że psychologiczne doświadczenie odrzucenia i perfekcjonizm nie mają nic wspólnego z grzechem i autentycznymi wyrzutami sumienia. Patrząc na człowieka jako o s o b ę - czyli podmiot żyjący w relacji do Boga i innych ludzi - nie sposób zawężać wyrzutów sumienia do bólu (poczucia winy) z powodu wyrządzenia zła lub zaniechania dobra, które powinienem czynić ze względu na wartości (“dobra, prawdy i piękna"). Religijne, a dokładniej mówiąc chrześcijańskie doświadczenie winy dotyczy także relacji do Boga, do Chrystusa, i do innych osób: każdy grzech izoluje człowieka, wprowadza mniejszy lub większy zamęt w konstytutywnej dla niego jako osoby relacji do Boga i do innych. Idąc raczej za Biblią niż za Freudem nie rezygnowałbym z analizy tej postaci winy, której skrajną, patologiczną formą jest poczucie odrzucenia. Chrześcijanina chroni przed popadnięciem w patologię prawda, w którą - jak syn z przypowieści - głęboko wierzy, a która brzmi: Bóg mnie miłuje nawet wtedy, gdy jestem obarczony winą.

Rzecz jasna, perfekcjonizm opisany przez ks. Prusaka zdarza się i jest bez wątpienia patologią. Ale z kolei wierzący, którzy nie czuliby wyrzutów sumienia z powodu zaniedbań w naśladowaniu Chrystusa, byliby raczej racjonalistami niż uczniami Chrystusa, powołanymi przez Niego słowami: “Pójdź za Mną!" Szkoda, że jezuita apel o dążenie do ideału odnosi jedynie do osób “duchownych". Już autor Księgi Kapłańskiej wołał w imieniu Boga: “Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!".

Nie sądzę też, żeby wielu chrześcijan miało dziś “trudności - jak pisze ks. Prusak - w ocenie swoich myśli, pragnień, fantazji bez czerwienienia się ze wstydu lub umierania ze strachu przed Bogiem". Powszechna praktyka jest raczej odwrotna (świadczy o tym popularność wszelkiej maści reality show). Nie rozumiem zastrzeżeń do sformułowania z Confiteor (“zgrzeszyłem myślą...") jako przyczyny “ustawicznego cenzurowania siebie". Czy należy to sformułowanie porzucić, bo rodzi możliwość patologii? Odkąd to miarą normalności są patologie? Przecież grzech pierworodny zaczął się właśnie od fantazjowania, od podsuniętej przez węża innej wizji Boga. “Księga Rodzaju umieszcza genezę grzechu we wnętrzu człowieka, nie zaś w zewnętrznym czynie" - mówi ks. Andrzej Szostek. Krótko mówiąc, rozeznawanie myśli dobrych od złych jest równie ważne - a nawet bardziej podstawowe - jak rozeznawanie czynów.

Cytowana przez autora “Rozdrapywania sumienia" teza o. Wacława Hryniewicza, że “rdzeniem chrześcijańskiego przepowiadania jest osoba Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, a nie upadek i grzech człowieka" jest efektowna, ale pół-prawdziwa. Pełne orędzie apostolskie brzmi: “On (Chrystus) został wydany (ukrzyżowany) za nasze grzechy i wskrzeszony z martwych dla naszego usprawiedliwienia". Zbawienie głoszone przez apostołów nie polega na uczuciowym zachwycie żyjącym Jezusem, ale na uczestnictwie w Jego śmierci dla grzechu (umieraniu starego człowieka grzechu) i w Jego nowym życiu dzięki Duchowi (por. Rz 6,3-14). Cierpienie jest wtórne wobec grzechu pierworodnego (i często grzechów osobistych). Zarzut, że chrześcijaństwo “z religii wyczulonej na cierpienie przeobraziło się w religię wyczuloną na grzech" jest sprzeczny z Objawieniem. Poza tym, w chrześcijaństwie popularnym - nie tym z poradni psychologicznej - nie mamy dziś do czynienia ani z “wyolbrzymianiem rzeczywistości grzechu i winy", ani “z lękiem przed grzechem", ale z czymś przeciwnym: z banalizacją grzechu i jego konsekwencji, z zanikiem poczucia grzechu, winy i wstydu. Nie wiem też, kto jest dziś bardziej wyczulony (w praktyce) na cierpienie niż chrześcijanie.

***

Przyznam, że jakkolwiek teologię moralną studiowałem przed 25 laty, nie była to nauka o “duchowej patologii, skupiona na wyliczaniu i analizie słabości i uchybień", a raczej nauka o powołaniu chrześcijanina do świętości; grzechy postrzegająca jako nieposłuszeństwo Bogu, który powołuje do wiary, nadziei i miłości. Owszem, motywacja do działania moralnego nie płynęła z pragnień katolika, ale z autentycznego rozeznania swego powołania w świetle Biblii, znaków czasu, z uwzględnieniem uczuć, a nie tylko rozumu i woli. Szkoda, że ks. Jacek Prusak pisząc o “spowiedzi na manowcach" i o “rozdrapywaniu sumienia" (o zawstydzaniu, straszeniu, budzeniu obaw), nie odwołał się do żadnych badań socjologiczno-pastoralnych na ten temat. Respondenci ankiety pt. “Moja spowiedź" (“Znak" nr 9/98) o takich “manowcach" nie mówią. Skąd są one znane ks. Prusakowi? Z poradni psychologicznej, z własnego konfesjonału, z formacji ignacjańskiej? Katolik formuje swe sumienie przywołując w codziennej modlitwie słowa inspirowane Biblią: “Będziesz miłował Pana, Boga twego, a bliźniego twego jak siebie samego".

Ks. prof. Henryk Witczyk (ur. 1955) jest wiceprezesem Stowarzyszenia Biblistów Polskich, redaktorem półrocznika biblijno-teologicznego "Verbum Vitae". Ostatnio opublikował książkę "Pascha Jezusa odpowiedzią na grzech świata". Tytuł tego tekstu pochodzi od redakcji.

Dziękujemy, że nas czytasz!

Wykupienie dostępu pozwoli Ci czytać artykuły wysokiej jakości i wspierać niezależne dziennikarstwo w wymagających dla wydawców czasach. Rośnij z nami! Pełna oferta →

Dostęp 10/10

  • 10 dni dostępu - poznaj nas
  • Natychmiastowy dostęp
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
10,00 zł

Dostęp kwartalny

Kwartalny dostęp do TygodnikPowszechny.pl
  • Natychmiastowy dostęp
  • 92 dni dostępu = aż 13 numerów Tygodnika
  • Ogromne archiwum
  • Zapamiętaj i czytaj później
  • Autorskie newslettery premium
  • Także w formatach PDF, EPUB i MOBI
79,90 zł
© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]

Artykuł pochodzi z numeru TP 03/2004