Minęły obchody “ku czci i pamięci" ofiar wołyńskich, ale mam nadzieję, że nie zakończyło się dokumentowanie tamtych wydarzeń. W Žatcu, w zachodnich Czechach, mieszkają Czesi, których w 1947 r. wysiedlono z Wołynia, choć mieszkali tam od drugiej połowy XIX w., kiedy sprowadzono ich dla krzewienia kultury rolnej. Najstarsze pokolenie (niestety odchodzące) doskonale pamięta polskie kolonie, płynnie mówi po polsku. Nieco młodsi, którzy zaczęli chodzić do polskich szkół, nie mówią już w tym języku, ale rozumieją go, pamiętają nieco polskie pieśni kościelne i są przychylni dla Polaków. Wołynianie są mocno zintegrowani. Zbierają dokumenty, spisują wspomnienia, robią wycieczki na Wołyń. Mają dobrze udokumentowane osadnictwo, plany miejscowości z zaznaczeniem, gdzie kto mieszkał.
Byłem tam u wieloletnich przyjaciół w czerwcu tego roku. Widziałem restaurację “Wołynianka" i cerkiew (niektórzy zdążyli już, za sprawą małżeństw, zostać prawosławnymi). Pokazywano mi plany wsi rodzinnej naszej gospodyni, a w niej domy, w których mieszkali Polacy. Spotkałem księdza katolickiego - też Polaka, ale zasymilowanego, doskonale mówiącego po czesku, którego pochodzenia nie są świadomi nawet niektórzy parafianie.
JAN POSTOŁA (Kielce)
Cały artykuł dostępny tylko dla subskrybentów
„Tygodnik Powszechny” – jedyny polski tygodnik społeczno-kulturalny.
30 tys. Czytelniczek i Czytelników. Najlepsze Autorki i najlepsi Autorzy.
Wspólnota, która myśli samodzielnie.
Inne artykuły tego autora
W naszym serwisie nie ma jeszcze innych artykułów tego autora.














