Reklama

Ładowanie...

Wojna z tłumikiem

Wojna z tłumikiem

04.09.2016
Czyta się kilka minut
Kilka dni temu ukraińskim żołnierzom na froncie dowództwo kazało podpisywać kuriozalny dokument.
Fot: Palamarchuk Pavlo/Ukrafoto/East News
J

Jego treść brzmi tak: „Lista osobowego składu, poinformowanego o zakazie otwierania ognia nawet w formie odpowiedzi od północy 1.09.2016 r. zgodnie z porozumieniami mińskimi”. Poprzednie „rozejmy” były mniej restrykcyjne: gdy Rosjanie zbliżali się do Ukraińców na mniej niż 200 metrów, żołnierzom dawano prawo do samoobrony. Teraz – nieprzypadkowo – od razu napisano, że żołnierze zobowiązują się nie strzelać „nawet w odpowiedzi”.

Wkrótce potem pod Ługańskiem podano informację, że Sztab „Operacji Antyterrorystycznej” ostrzega przed prowokacjami: „separy” mogą podchodzić grupami, z nadzieją sprowokowania ognia i absolutnie nie można na to reagować. Z ukraińskich okopów wydobył się złowrogi pomruk. „A skąd mamy wiedzieć, czy oni postanowili wpaść do nas na kolację, czy idą nas wyrżnąć?” – mówi „Tygodnikowi” Witalij, żołnierz 93. Brygady.

Nauczeni doświadczeniem z poprzednich „Mińsków”, Ukraińcy mówią: zdrada! Władzy bardziej zależy na dogadaniu się z Europą, niż na życiu własnych żołnierzy. W istocie, na niektórych pozycjach podczas „rozejmów” ginęło więcej ludzi niż w czasie regularnych walk: żołnierze, pozbawieni osłony ogniowej własnej artylerii – wycofywanej pod naciskiem zachodnich polityków, zwłaszcza Berlina (głównego odpowiedzialnego z zachodniej strony za rozmowy „formatu normandzkiego”), stali z karabinami przeciw rosyjskim armatom i czołgom. A tymczasem sieć obiegają zdjęcia rosyjskich żołnierzy, przebywających na okupowanych terytoriach; na Donbas mają też zmierzać nowe kolumny rosyjskiego sprzętu. Analitycy główkują: to przygotowanie do ćwiczeń „Kaukaz 2016” czy nowej inwazji? Oświadczenie prezydenta Poroszenko z 28 sierpnia, jakoby powstrzymanie wojny zależało „tylko od jednego człowieka”, szybko spotkało się z reakcją Putina, który tradycyjnie oznajmił, że to Ukraińcy łamią rozejm, a cały „kryzys” nie jest winą Rosji, lecz ukraińskiej pomajdanowej władzy itd. itp.

W minioną sobotę 3 września sztab ATO podał, że poprzedniej doby Rosjanie ostrzelali pozycje ukraińskie 11 razy. Kolejnego dnia – 16 razy. Najsilniej Awdijiwkę: mimo „rozejmu” spadały na nią pociski z moździerzy kalibru 120 mm i samobieżnych dział SAU. Przypomina to sytuację sprzed dwóch lat, gdy inny „Mińsk” nie obejmował Debalcewa, gdzie trwały krwawe walki.

Celem jest wyraźnie „zamrożenie” konfliktu, ale czy kolejny „Mińsk” to sprawi? „Format normandzki” jest martwy. A na Ukrainie rozdzwoniły się już telefony wolontariuszy, którzy pomagają armii: żołnierze dzwonią z frontu i proszą o jak najwięcej tłumików na broń. Przecież papierowa wersja wojny i pokoju ma się zgadzać z dyplomacją – nie z rzeczywistością okopów.

Napisz do nas

Chcesz podzielić się przemyśleniami, do których zainspirował Cię artykuł, zainteresować nas ważną sprawą lub opowiedzieć swoją historię? Napisz do redakcji na adres redakcja@tygodnikpowszechny.pl . Wiele listów publikujemy na łamach papierowego wydania oraz w serwisie internetowym, a dzięki niejednemu sygnałowi od Czytelników powstały ważne tematy dziennikarskie.

Obserwuj nasze profile społecznościowe i angażuj się w dyskusje: na Facebooku, Twitterze, Instagramie, YouTube. Zapraszamy!

Newsletter

© Wszelkie prawa w tym prawa autorów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek dalsze rozpowszechnianie artykułów i innych części czasopisma bez zgody wydawcy zabronione [nota wydawnicza]. Jeśli na końcu artykułu znajduje się znak ℗, wówczas istnieje możliwość przedruku po zakupieniu licencji od Wydawcy [kontakt z Wydawcą]